Pies roztaczał taki aromat, że zmuszona byłam ją uprać. Ja nie lubię, ona nie lubi, ale trzeba było. Najpierw miała w oczach rozpacz, a później rezygnację i pogardę. Uprałam, wytarłam ręcznikiem, otrzepała się i poszła. Za chwile N. mnie woła:
– Chodź szybko, chodź! Jej się cos stało, chyba ma wodę w uchu, bo OGŁUCHŁA!
Nie, kochanie, nie OGŁUCHŁA, tylko się OBRAZIŁA. Ma nas w dupie i NIE BĘDZIE zwracać uwagi na to, jak ją wołamy. Ja nie wiem, jakby pierwszy raz w życiu widział obrażonego jamnika. Żaden pies się tak nie obraża, jak jamnik. Chyba nawet JA się nie umiem tak obrazić, jak jamnik, chociaż jestem całkiem niezła w obrażaniu się. Do popołudnia nas ignorowała, patrzyła w dal, odwracała się dupą – no klasyczny jamniczy foch. Zapewne przejdzie jej, jak znajdzie gdzieś w ogrodzie rozkładającego się, soczystego wróbelka albo inną zgniłą swołocz, wytarza się w tym i odzyska naturalny aromat i radość życia.
Ach, te nasze bączki!…
„Orange is the New Black” cudooowny! Prawie chcę do amerykańskiego więzienia (poza wszystkim – mają naprawdę niezłe ciuchy). Dziewczyny bardzo w porządku, a kiedy usłyszałam tekst brata głównej bohaterki „Nie lubię ludzi. LUBIĘ FASOLĘ” – spadłam z krzesła ze szczęścia. To prawie tak, jak ja! Z tym, że ja nie lubię również fasoli (no chyba, że szparagową, ale nie wiem, czy to się liczy) (musze być jakimś POTWOREM, żeby jednocześnie nie lubić ludzi ORAZ strączkowych). Tyle, że znowu tylko jeden sezon, zaraz się skończy i co? Co wtedy?…
Wtedy się obrażę. Jak jamnik.