Dear Diary, jakoś strasznie dużo bieganiny mamy ostatnio i uchetana jestem jak nasza szkapa. Musiałam w końcu wziąć się za większe porządki w domu po rodzicach i wyrzucanie straszliwych ilości nagromadzonych rzeczy (nie przesadzam – niektóre ubrania to chyba jeszcze lata 70-te pamiętały) – strasznie mnie wyczerpało. Fizycznie i psychicznie. I pakowałam te worki i obiecywałam sobie, że nie będę kupować tylu ciuchów bez sensu, po czym wróciłam do domu, wzięłam prysznic i wylądowałam na Zalando w dziale „torby damskie shopper i tote” – BEZ UDZIAŁU ŚWIADOMOŚCI! Ale przysięgam, że nie kupiłam. Ani torby, ani nawet biustonoszy dla psa.
Niektórzy ludzie potrafią robić regularnie gruntowne porządki z wywalaniem – ja nie, ale bardzo bym chciała umieć. Tak solidnie, z rozmachem, nie, że kilka poplamionych tiszertów i za małe dżinsy. Oczywiście, z wyjątkiem ceramiki – N. nie pozwoli wyrzucić nawet najmniejszej skorupki, a ja nie zamierzam z nim walczyć.
A propos psa – ZNOWU nie mam jak wychodzić z Mangustą na spacer, bo co prawda się ociepliło (tfu, żeby nie zapeszyć!), ale w naszej okolicy grasują stada dzików. Loch z małymi warchlaczkami – jakie śliczne! Ale Locha już niestety nie taka śliczna i patrzy na człowieka dość groźnie. Nie wiem, czy na dzika działa strategia „stanąć bez ruchu i przeczekać”, tym bardziej, że Mangusta ani nie stanie, ani nie przeczeka, tylko będzie się darła jak opętana. Ale nie ucieknę przed dzikiem, bo jak? NIE BIEGAM – chyba nawet nie umiem. A zresztą na pewno dzik biega szybciej (większość przyrody ożywionej biega szybciej ode mnie, nie ma się co czarować – chyba nawet bluszcz rośnie szybciej, niż ja biegam).
Za to udało mi się skończyć „Siostry na zabój” – drugi sezon jest bardziej mroczny i ma takie zwroty akcji, że parę razy podskoczyłam na kanapie pod sufit i o mało nie wbiłam sobie szydełka w oko. Niemniej jednak – skończył się, czego bardzo żałuję, bo bardzo polubiłam te wariatki i trzymam kciuki, żeby nakręcili sezon trzeci. W oczekiwaniu oglądam „30 Rock” na Netflixie i wzdycham z nostalgią, bo to stary serial – jacy wszyscy są tam młodzi i robią sobie żarty z tego, co stało się naszą rzeczywistością. Wczoraj jak leciał odcinek z Salmą Hayek w parku, to nawet N. się żywo zainteresował – sukienka, jaką miała na sobie w scenach w parku, była znakomicie dobrana do jej walorów, tyle powiem.
Czy ja mogę wreszcie wyciągnąć te letnie kiecki? Bo jeszcze kilka takich weekendów jak ostatnio i w żadną się nie zmieszczę (bo co można robić w takie zimno – tylko żreć i się nad sobą użalać). A bardzo potrzebuję się ubrać jakoś kolorowo, na poprawę nastroju.
W domu moich Rodziców ( sprzątaliśmy, czyściliśmy, wariowaliśmy parę miesięcy), były rzeczy z lat 50tych, a zważywszy ( o, pasuje to słowo), na pamiątki po pradziadkach, to jeszcze gorzej… Wykańczające :((
Podobno przed dzikiem trzeba uciekać zygzakiem. Są mało zwrotne i nie wyrabiają przy nagłej zmianie kierunku. U nas tez są, przechadzają się pomiędzy domami na krańcu osiedla i rozwalają śmietniki.