***

Zareagowalam standardowo: “Dlaczego ONA, a nie… no nie wiem – nie JA?…”. Tylko, ze gdybym to była JA, to ONA zadawalaby to pytanie. Nie wiem, kto jest w lepszej sytuacji: pytający czy będący podmiotem pytania. Bzdura – wiem, to nie ja musze przez to przejsc, ja będę tylko nieudolnie probowala jakos pomoc.

ŻADNE zycie nie konczy się happy endem – wiec po co jeszcze te atrakcje W TRAKCIE?…

DRUGA FILIZANKA

Dzis rano w samochodzie:

TELEFON – pi piiiiiiii pipi pi PIIIII – pi piiiiiiiiii pipi pi…
N.: Halo… O dzien dobry panie ministrze… tak panie ministrze, będę od dwunastej, przypilnuje panie ministrze żeby było wyslane. To do widzenia.
JA: ?…
N.: Co? No ten sam co wczoraj dzwonil o 23.00 i nie odebralismy.
JA: ?…
N. No ale CO?…
JA: Jak mi nie chcesz powiedziec, to znaczy, ze dzwonil W.
N.: (smiech) Nie – akurat nie, facet z mojej rady nadzorczej.
JA: To dlaczego PANIE MINISTRZE?
N.: Bo był wiceministrem.
JA: Ale już NIE JEST.
N.: Ale to obecny czlonek mojej rady nadzorczej, zmiluj się!
JA: W takim razie – proponuję “Panie członku”!

A co – MOŻE ZLA PROPOZYCJA?…
Ktos ma LEPSZĄ?…

PS.
CHANDLER (do kelnera): Nakicha mi pan do ryby?…

PIERWSZA FILIZANKA

“Kwietniowa czarownice” już, już mialam odlozyc z powrotem na polke – raczej mnie odstraszaja, niż zachecaja nalepki “POITYKA POLECA”, “PATRONAT MEDIALNY” – a może nie powinny, bo przeciez do dzis się nabijam z N. za jego “Nie kupuje C.K. bo jest ZBYT POPULISTYCZNY”. Przewazyly dwie rzeczy: pewna rozmowa z Kbb dotyczaca autorow nie-anglosasow (zdecydowany BRAK na rynku wydawniczym) – a tu proszę, Szwedka jak na zamowienie, oraz mój jeden niesmialy zerk na podziekowanie autorki. Ray Bradburry 🙂

Nie pomylilam się – uwielbiam takie “snute” opowiesci z elementami nierealizmu, chociaz troche mi zal mewy.

W kinach – nowy ET. Podobno poddali biedaka forsownym zabiegom wygladzania zmarszczek i zmiany wyrazu twarzy na bardziej political correct. POLITYKA PRECZ OD ET! W ogole – polityka PRECZ, kropka…

Dostalam jablko od dyrektora i zastanawiam się wlasnie nad symbolika tego gestu. Obawiam się, ze przyjmowanie jablek w podarunku jeszcze nikomu w historii nie wyszlo na dobre…

CO SIE OKAZALO W PRAKTYCE

Okazalo się, ze nie jestem kociątkiem Shroedingera i nie mam patentu na dualizm korpuskularno – falowy, a teoria nieoznaczonosci dziala na mnie jedynie teoretycznie. Zmaterializowalam się w jednym z dwoch punktow, ale nie powiem w którym. Podpowiem jedynie, ze wracalam z zaawansowanymi wnioskami w postaci brzeczenia w glowie i jednej, uporczywie powtarzajacej sie mysli: “JA ZARAZ ZWARIUJE I TAK SIĘ TO WSZYSTKO ZAKONCZY”.

A wcale się NIE ZAKONCZYLO – powiem wiecej, NAWARSTWILO SIĘ i trwa, a raczej GALOPUJE! Tu nie KOTA Shroedingera, a jakas OSMIORNICE SHROEDINGERA lub stado ŻYRAF SHROEDINGERA przydaloby się zatrudnic, a zaczac od STANOWCZEGO upierdzielenia skrzydelek motylkowi chaosu.

CZY KTOS JESZCZE W KWESTII FIZYKI KWANTOWEJ?…

POWINNO

Powinno być o tym, jak w Katowicach były Maćki. Nigdzie nie ma Maćków, a w Katowicach były.

I o tym, jak rysowalam jednemu Wlochowi, chociaz maly był i kudlaty, ale potraktowalam go powaznie i rysowalam mu na tablicy kwadraty, romby i prostokaty, a nawet jedno koleczko, oznaczajace “Rzad Polski”. Koleczko jednakowoz skreslilismy za obopolna zgoda. Ja mu rysowalam prostokaty i traktowalam go powaznie, a on, zamiast docenic mój profesjonalizm, chcial się umowic na kolacje. Maly, brazowy szowinista.

A także o tym, jak przez caly weekend wszyscy zajmowali się plakaniem, a pies był prany dwa razy. Za pierwszym razem bowiem uzyty zostal nieodpowiedni szampon i pies nie przypominal psa, tylko bardzo stary dywan, który ostatnie 14 lat spedzil w wyjatkowo wilgotnej piwnicy.

Tylko, ze…

DEFICYT SPODNIC

Kolejna rewolucja w przemysle tekstylnym mnie ominela, jak się wczoraj okazalo. Mloda Zebra albowiem wywlokla mnie jako pomoc techniczna po zakup spodnicy (pomoc techniczna: wyszukiwanie rozmiaru 36, wstepna weryfikacja ceny, wznoszenie okrzykow entuzjazmu na widok przebranej Mlodej Zebry, obgadywanie pan w innych przebieralniach – to, nie ukrywam, wychodzi mi najlepiej: “Ta pani w tej sukieneczce – przesliczna jak ksiezniczka Fiona po polnocy”).

My tu, panie dziejku, za spodnica, a tu okazuje się, spodnic w tym sezonie SIĘ NIE NOSI. Nosi się bluzki i sukienki, i spodnie w rozmiarze “na sredniego slonia w biodrach”, ale nie spodnice. O przepraszam – było kilka ze zgrzebnej bawelenki a la pastereczka tudziez poganiaczka gąsek. Sliczne i bezpretensjonalne, można się nie martwic ze nie uprasowane (bo MODA PRZYSZLA na “psu z gardła wywleczone”), a idąc – kusząco kołysac i powiewac.

A ona się UPARLA, ze za gęsiami chadzac nie zamierza, zwlaszcza na weselu. COOOOOOO za maruda!

Tak, ze tylko nogi mnie rozbolaly z tego wszystkiego, co uwazam za niepotrzebne marnotrawstwo, bo nogi – jak wiadomo – nie sa do chodzenia, tylko do ogladania. Dobrze, ze chociaz “Ulice marzycieli” udalo mi się kupic, bo Haniuta codziennie od rana pytala “MASZ?” – a ja nie mialam i wtedy nie chciala ze mna gadac.

Natomiast nowa Fielding – a wlasciwie STARA Fielding, bo to jej ksiazka SPRZED Bridget Jones – bardzo! Podoba mi się zwlaszcza dystans autorki do pracownikow organizacji humanitarnych. Bo jawne jaja z tzw. slawnych na swieczniku robia sobie wszyscy i tu Helenka specjalnie zimnej fuzji nie odkryla… Swoja droga, skoro nikt ich nie lubi, to na czym oni robia pieniadze?…

Zreszta – co oni mnie obchodza, ja tu mam powazny problem w postaci nastawienia Mlodej kregoslupa emocjonalnego i wytlumaczenia jej, ze pewnych rzeczy po pewnych facetach nie należy się spodziewac, a wrecz można je było przewidziec. Dobrze, ze mam zaplecze argumentow w postaci Haniuty.

MY, KOBIETY, NIE MAMY LATWEGO ZYCIA. En masse – osobiscie chwilowo nie narzekam… Hmmmmm.

A RANO

A rano, jak wychodzilam do pracy, na skwerku naprzeciwko mojego domu kawka gonila wiewiorke.
Strasznie sie o cos poklocily.
Wiewiorka zwiala na drzewo, a kawka zrobila honorowa rundke dookola trawnika i o malo na mnie nie usiadla, bo stalam i sie gapilam jak urzeczona.