Z OSTATNIEJ CHWILI

Oddajmy glos Pepseemu:

“zepsul ci sie blog … tak jak wszystkim

tzreba bylo go uruchomic
wiec go uruchomilismy w piatek przez dopisanie notki ktora pozniej skasowalismy

ale nie wiemy gdzie siel linki z prawej podzialy…:(
to nei nasza wina”

Jesli by ktos szukal definicji PRAWDZIWEJ PRZYJAZNI – to polecam powyzsza wypowiedz.
Wzruszylam sie.

A LINKI SIE ZAWIĄZE od nowa ::))

A

A ja WLASNIE, ZE LUBIE taka pogode. I co mi pan zrobi.

Wyszlo tlumaczenie “Men at arms” Pratchetta. Na lotnisku widzialam “The Last Hero”, ale nie kupilam, bo strasznie wielkie, albumowe wydanie. Zreszta, musi byc albumowe, bo to ksiazka z obrazkami 🙂

Tak jakos wyszlo, ze w niedziele u nas impreza na osiemnascie osob. Tak, dobrze pani przeczytala. O SIEM NAŚ CIE (18). Tak sobie mysle, zeby dostac od rana pomieszania zmyslow, wyjsc z domu, udac sie w niewiadomym kierunku i odnalezc sie dopiero w poniedzialek, na dworcu w Radomiu, w jednej niebieskiej skarpetce frotte.

No chyba, ze uda mi sie przeforsowac wersje przyjecia w McDonaldzie.

Ratunku.

ZUPELNE ZAMIESZANIE ORAZ SZCZESLIWY POWROT

Pierwszego dnia zginal mi Parlament Europejski – O WIELKIE MI CO! Żaden wyczyn, jeśli chodzi o mnie, poprzednio zginal mi Grand Place. W sobote natomiast już bylam TAKA MIEJSCOWA, ze na skrzyzowaniu zmierzylam POGARDLIWYM WZROKIEM jakiegos nieszczesnego OBCOKRAJOWCA, który podlecial do mnie z mapą i gorączkowo pytał: “MEJDI? MEJDI?”. Zmuszona go bylam POINSTRUOWAC, ze nie żadne MEJDI, tylko MA-DOUUUUUU, ucz się jezykow, baranie, jakie te europejskie narody NIEWYKSZTALCONE!

Po czym cala dumna udalam się do Galerii Luiza.

I mam pytanie: Za ILE LAT trafią do Polski tegoroczne kolekcje Zary, Etam, Promodu, Morgana i pozostalych? I dlaczego JAK JUŻ za pare lat TRAFIĄ, to będą dwa razy DROŻSZE?

Z calego zamieszania najbardziej mi się podobala wystawa biodiversity – uwazam, ze NAPRAWDE prezentowane tam gatunki były ZRÓZNICOWANE, bo w rolach glownych wytapil OSIOŁ (przywiazany na trawniku przed Parlamentem Europejskim, zwracam uwagę) oraz PIJAWKI. Rozbawilam się do lez.

Wrocilam w niedziele rano samolotem pelnym bialoruskiej mafii – naprzeciwko mnie siedzialo dwoch takich z jedną oblubienicą i jak przejezdzal wozek dumnie zwany WOLNOCLOWY SKLEP POKLADOWY, to kupili oblubienicy PODARUNEK skromny: po jednej butelce wszystkich rodzajow GORZAŁY, jakie były na wozku.

Zaplacili karta i był niezly cyrk – dwie sympatyczne panie szarpaly maszynke i szarpaly – co one nie robily z ta maszynka: klękały na niej, jedna trzymala, a druga ciagnela, no – cuda rozmaite. Kiedy w koncu uzyskaly CZYTELNA odbitke, jedna wyjela nieszczesna karte kredytowa, z ktorej wlasciwie zrobil się z jednej strony wachlarzyk, i radosnie oznajmila drugiej:
– Ty, patrz… JAK TA MASZYNKA KARTY NISZCZY!

Najbardziej z calego wyjazdu podobal mi się powrót.

A najmniej – SMS od Chrabjego z delikatnym pytaniem, DLACZEGO w moim blogu jest “na razie pusto”. HA! – pomyslalam sobie- ciekawe, jakiemu skunksowi przeszkadzal mój blog.

Na szczescie jednakowoz, skunks bloga oddal, ale bez linkow.

A Marcys ma w pędzel – NIE PRZYSZEDL mnie odprowadzic do samolotu w srode, chociaz 1004357 razy OBIECYWAL.

A adres Hani Siostry dostalam po powrocie, o!

CHLEB I CUDA

Diabli ogonem nakryli plan Brukseli i zrobili to SKUTECZNIE. Nie udalo nam się go znalezc.

Od wczorajszego wieczoru – cierpie z przeżarcia. Obzarlam się kanapeczek z pachnacymi pomidorkami, ogoreczkami i innymi ozdobnikami smakowymi. Dobra strona mieszkania na wsi jest znakomity chleb. Chyba zjadlam dwa bochenki, może nawet trzy. I cala noc snila mi się FAKTURA – taka ksiegowa – rubryczka po rubryczce.

Coz. Dwa dni temu snilo mi się, ze stuknelam Kojotem – ORUROWANYM, zaznaczam – wartburga i wysiadl z niego jamnik. A jechalam na Slask. Zimą.

Nie wiem, czy CHCIALABYM wiedziec dokladnie, co się dzieje wewnatrz ludzkiej czaszki.

Zdolnosci umyslowe przekazywane sa w chromosomach X. HA, HA, HAAAAA! :))) No i CO WY NA TO, wladcy swiata! Zawsze powtarzalam, ze Y to wybrakowany X 😉 z ułamaną nóżką 😉

Dzis od rana znowu wszyscy – mecz i mecz! Zamiast meczec, posluchalam co mówią. Generalnie, chodzi o to, ze wszyscy czekali na cud, a cud się nie stal, no i teraz wszyscy sa GLEBOKO ROZCZAROWANI, bo gdzie jak gdzie, ale W POLSCE psim obowiązkiem CUDÓW jest STAWAĆ SIĘ! I to RE GU LAR NIE!

No to będę jechac, A MARCYS MA MI PRZYJSC POMACHAC! Bo jak nie – to przywioze do kraju pare kilo obywatela mniej. O!

"ALE O CO TOBIE CHODZI, WANDA?"

I jest tak, ze od jednej strony grzyba się rosnie, a od drugiej maleje.

Wczoraj się dowiedzialam, ze czeka mnie niespodziewana reszta tygodnia w BXL. No bardzo się ciesze. Pojde na smazone malze. Tylko DLACZEGO ZAWSZE W OSTATNIEJ CHWILI!

A wieczorem sporzadzalam bardzo ciekawa liste zakupow: “rynienki odplywowe z podwojnym dekielkiem i kolankiem – osiem sztuk”; “styropian FS 20 grubość 6 cm – trzy m3”.

I ja się pytam – dlaczego na liscie nie było, na przykład – “Wyjazd na Cypr, apartament NNNN, dwa tygodnie dla dwóch sztuk” albo “brylant siedmiokaratowy, czystosc D2, jedenascie sztuk”?

A teraz wszyscy biegają i krzyczą – MECZ! MECZ! Skoro KAŻĄ… “Meeeeeeeee!” – zameczalam. Popatrzyli się jak na idiotke.

ZNOWU mnie cos omija, czy to tylko moja bogata wyobraznia?…

I PO FESTIWALU

Oczywiście – spoznilismy się przez korki, wiec moje przebranie się w wieczorowa toalete polegalo na rozpieciu guzika pod szyja w bluzce, w ktorej bylam w pracy. Plus sztruksy.

Nie bylam wczesniej na festiwalu i myslalam – o naiwna – ze festiwal to dla tych, co siedza na niewygodnych lawkach i klaszcza, chociaz nie zawsze powinni. Mylilam się, bo TEN festiwal był DLA TIWI – TIWI zaplacila CIEZKI SZMAL z – tak, tak – także i twoich, dziewczynko, pieniazkow, naspraszala ARTYSTÓW przez duze T i Ó kreskowane oraz wywalila namiot z poczestunkiem, popitką i lodami MARYLA. Aby dostac się do namiotu, trzeba było przypiać sobie zolta smycz do nadgarstka. Auschwitz, cholera jasna – az tak zdesperowana, żeby wypic te lampke wina, nie bylam – ale i tak mnie wepchneli, bo z tylu tlum w zoltych smyczach nacieral.

Nagrody dostali zasluzeni, co przez wiele lat oplacali skladki – mianowicie Pan Wilk, nieco wylenialy i w ceratowych spodniach, oraz Pan Budka i jego Podkoszulek z Wycieciem, który od lat odslania coraz bardziej kurzą pierś, pokrytą wysluzonym nalotem. Pan Budka spiewal podpierajac się mikrofonem, ale cala bylam zdenerwowana, bo wygladal, jakby za chwile miał się wylozyc jak dlugi. Pozycja wertykalna zdecydowanie mu nie sluzyla.

Ja bym dala nagrode BEZAPELACYJNIE “SEKSBOMBIE”. Solista bardzo mi Wuja Rafala przypominal, choc wiele jeszcze powinien się od Wuja nauczyc.

O drugiej czesci festiwalu w ogole szkoda gadac, gdyby nie prowadzacy, to chyba bym wbila zęby w drewniana lawke i zaczela wyć. Chociaz nie – były ciekawe akcje, ale glownie na widowni, gdy opite jak bąki towarzystwo w zoltych smyczach zaczelo uzewnetrzniac swoje emocje, a jeden mlodzieniec (dobrze już sztywny) nawet rapował “NA DOBRE I NA ZLE”. No ale on nie robil tego ZA CIEZKI SZMAL, wiec nie ma o czym mowic.

A w ogrodku w tym roku plaga slimakow. Cos okropnego, jak się idzie przez trawnik i slyszy pod butem takie specyficzne CHRRUP. Jak nie przedziorki, to slimaki, dziamdzia ich glań. Ciekawe, czy takie rozdeptane slimaki będą mnie nawiedzac w koszmarnych snach.

A JEDNAK

A jednak – jestem w kilku miejscach jednoczesnie.
Interesujace dostwiadczenie – w dodatku TO NIE JA nie nadazam 😉

Ale numer. Dzis rano slucham Trojki, a tu – proszę, podawana jest pogoda na SPECJALNE ZYCZENIE CHRABJEGO. Chrabja ZAZYCZYL SOBIE stan opadow.

Nie no, swiat się konczy.

Nakupilam kiecek, a jury zlozone z moich rodzinnych kobitek stwierdzilo, ze I TAK NAJLEPIEJ MI w koszuli i starych sztruksach. Dziekuje, do widzenia.

ACH, GDYBY

Naprawde czasem zaluje, ze nie dzialaja na mnie proste, ludowe sposoby poprawiania sobie humoru, na przykład:
– popchniecie staruszki na pasach
– skopanie przygodnego psa
– zamiast dyskusji na temat strategizacji priorytetow – wylanie na oponenta wiadra z pomyjami
– naplucie do cudzej kawy
– wydanie calego limitu karty kredytowej na siedemnascie jednakowych par spodni i haczyki do zaslon
– wlozenie do pralki samych bialych koszul i jednej pary bardzo czerwonych majtek
– nakarmienie dalmatynczyka mojej babci wapnem niegaszonym
– powieszenie sasiadowi w kominie zdechlej wrony lub ogolenie jego kota nozykami Gilette wlasnego mezczyzny
– zlozenie zyczen mlodej parze “Musicie być bardzo szczesliwi WSZYSCY TROJE” z konfidencjonalnym poklepaniem dyskretnie zamaskowanego pieciomiesiecznego brzuszka już wkrotce mlodej mamusi – “TAK, TAK – niektórym mezczyznom trzeba POMOC PODJAC DECYZJE!”

… to bym sobie jak nic poprawila humor.
Zreszta, ten ostatni pomysl – calkiem niezly.
Pomysle nad tym.

NO I CO DALEJ?

W piątek mialam za zadanie pokazac takiemu jednemu Olsztyn jako rożnicę regionalną. Bardzo mi to wyszlo, zwlazcza, ze na tle tlumaczki, która tlumaczyla glownie “YOU KKNOW!” wypadlam jak egzotyczny, intelektualny kwiat na rozleglych bagnach ignorancji. Spytalam, czy da się zauwazyc, ze w Europie Wschodniej ludzie przestali zjadac się nawzajem. Usmiechnal się poblazliwie i wytknal mi delikatnie, ze niezaleznie od zmiany upodoban kulinarnych, ciagle nie wyksztalcila się kultura badania efektywnosci wydatkow publicznych.

Co mialam powiedziec. Ma racje – caly czas operuje się skala WYDATKOW, a nie EFEKTOW. Wydac pieniadze to każdy glupi potrafi, NAWET JA.

To pierwszy facet, jakiego poznalam, który miał na mankietach koszuli wyhaftowane monogramy – ze srodkowym inicjalem wlacznie. Przerazliwie wyrafinowane.

A w sobote mój najdrozszy N., dla którego DZIEN BEZ PRZYGOD TO DZIEN NIEWART SWOJEGO MIEJSCA W KALENDARZU, wymyslil wycieczke CZOŁGIEM do Czestochowy. Bo TAM I TYLKO TAM mieszka cudotworca, którego rece potrafia uleczyc klekoczacy gaznik w Range Roverze. Jechalo się… BARDZO – on jak czterech pancernych, a ja skulona jak pies… nawet nie Szarik, a Pankracy, a czolg spiewal nam piekna piesn drogi “RRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR” i przy 60 na godzine dawal wyrazne sygnaly, ze ZARAZ SIĘ WZBIJEMY W POWIETRZE, proszę zapiac pasy.

W Czestochowie odwiedzilismy miejce kultu… Coz mogę powiedziec, ksiadz Kordecki w swojej urnie musi wygladac jak miniaturowa traba powietrzna na widok tego, co się dzieje na Jasnej Gorze… Tam, gdzie Kmicic nadziewal armate kielbasa z prochu, przewalaja się ciala dorodnych chrzescijan i chrzescijanek – na kocykach, z kanapeczkami, radosny nastroj wycieczki zakladowej. W bazylice i kaplicy rodzinna atmosfera centrum handlowego JANKI – nieustajaca licytacja zakupionych pamiatek, wymiana pogubionych dzieci, wymachiwanie zdjeciami na kiju “ŚWIĘTOCHŁOWICE POZDRAWIAJĄ KRÓLOWĄ POLSKI!!!!”, stada nieletnich lolitek poprzebieranych za majoretki wymachuja nogami na oltarzu polowym… Cyrk wedrowny – jedyne, czego mi zabraklo, to niedzwiedzia na lancuszku, prowadzonego przez ksiedza. Nie wiem, CO się tam stalo i KIEDY to mialo miejsce, przez katedre w Sevilli tez przewalaja się codziennie tysiace ludzi, a jednak – nastroj zostal katedry, a nie Geanta Piaseczno. Ech.

A wczoraj z Mloda Zebra wyrąbalysmy dzbanek sangrii na pohybel mezczyznom generalnie, a mezczyznom, którym odbija palma, w szczegolnosci. Obecni mezczyzni w liczbie sztuk 1 pokrecili głową i poszli dlubac w samochodzie.

Nie mam się w co ubrac na koncert w Opolu.

MIĘDZY NAMI, KOBIETAMI

Informacja z domu rodzinnego, a wlasciwie gniazda: “Zrob cos z tym swoim bachorem (czyli Melania) – znowu się pogryzly z Calineczka! CHARAKTEREK MA PO TOBIE – zabieraj ja, albo BĘDZIE ODDANA DO SCHRONISKA!”

Ha ha ha. Akurat. Oddana do schroniska. Predzej mój rodzony ojciec będzie oddany do schroniska dla niezrozumianych przez wspolmieszkancow uzytkownikow glosno halasujacych pił tarczowych uruchamianych przed 6.00 rano w dni ustawowo wolne od pracy ™.

Melania jest kochana OBŁĘDNIE, noszona na rekach, spana pod koldra, na koldrze, na glowie albo gdzie jej się zazyczy – zreszta, co ja będę sobie jezor strzepic – powiesze jej zdjecia i wszystko będzie jasne. Jest przezabawna ze swoim nawykiem “pilnowania” – zwykle kawaleczka kielbasy czy innego pachnącego produktu mięsnego (im starszy, tym lepszy) – nosi go, spi z nim, szczeka z kielbasą w gębuli i w ogole – tylko ją zjeść.

W ogole, psy w ilosci wiekszej od jednego sa NIESAMOWITE. Jeden pies się po prostu NUDZI, uwaza się za czlowieka i zachowuje jak czlowiek – czyli nudnie. Kilka psow – o ho ho! Od razu organizuja sobie STADO i maja CALE FURY ZAJEC jak dzien dlugi – na przykład, Bieganie Za Wroblami, Turlanie Po Betonie, Sciganie Przechodzacych Za Plotem, Zaczepianie i Uciekanie. Tylko, ze…

No wlasnie. Stado to STADO i stado ma PRZYWODCE. A samodzielna i zadziorna Mela nie chce uznac wladzy Calineczki, która z kolei jest bardzo madra, bardzo charyzmatyczna i cholernie apodyktyczna.

W zwiazku z tym co jakis czas mamy kęsim, bo zlosliwa Calineczka zawsze znajdzie sposób, żeby podprowadzic ten ukochany kawalek Melowej kielbasy. Boze, co to się wtedy dzieje! Ostatnim razem krew ciekla po schodach, az się zrobila kaluza w przedpokoju, a mój ojciec miał wyszarpany kawalek skory, bo chcial je rozdzielic. Przez pomylke go użarły, ale TAKIE malpy były zawziete, ze jak podnosil jedną, to na niej zebami wisiala druga i tez jechala do gory! Melania po tych akcjach zyskala przydomek “BINDOWNICA”, bo jakos zawsze poharatana jest Calineczka – cala w dziury po zębach tego kudłatego diabła tasmańskiego.

No ale CO JA NA TO PORADZE, ze Melania jest taka wrazliwa! 😉

Przeciez to KOBIETY 😉 Co ja na to poradze, ze kobiety, zamiast uzywac racjonalnych argumentów, od razu upuszczają sobie nawzajem krew?…

Nie mogę zabrac Melanii do siebie – nie ma mnie w domu dziesięc godzin dziennie. Co ona będzie jadla, pająki? I co będzie robila przez caly dzien? Czytala antropologię? Chyba, ze kupi się jej drabinke i nauczy otwierac i zamykac lodowke…