Główna cecha mojego charakteru: Czerwone wino.
Cechy, których szukam u mężczyzny: Czerwone wino.
Cechy, których szukam u kobiety: Czerwone wino.
Co cenię u przyjaciół: Czerwone wino.
Moja główna wada: Czerwone wino 🙁
Moje ulubione zajęcie: Mmmm… Czerwone wino 🙂
Moje marzenie o szczęściu: Czerwone wino!…
Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: BRAK czerwonego wina.
Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: NIEISTNIENIE czerwonego wina.
Kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie była tym, kim jestem: Butelka czerwonego wina
Słowa, których nadużywam: “czerwone”, “wino”
Ulubieni bohaterowie literaccy: Czerwone wino
Ulubieni bohaterowie życia codziennego: Czerwone wino
Czego nie cierpię ponad wszystko: Bialego slodkiego wina
Dar natury, który chciałbym posiadać: Winnica
Jak chciałbym umrzeć: Utopic się w beczce czerwonego wina
Obecny stan mojego umysłu: Kieliszek czerwonego wina? Jeszcze jak!…
Błędy, które najłatwiej wybaczam: Zrekompensowane czerwonym winem
Archiwum autora: Barbarella
FLAMING WANTED
Słowo ASERTYWNOŚC wyparlo ostatnio już nawet mój ulubiony POSTMODERNIZM. Zawsze, jak slysze to slowo, to mam przed oczami ekskluzywny poradnik ZARZĄDZANIA STRATEGICZNEGO, 65 stron na blyszczacym papierze, z czego 45 stron to obrazki i diagramy, a reszta – druk czcionka 16-tka i koniecznie od czasu do czasu niebieska lub rozowa ramka.
Scena: Idziemy z Mloda Zebra ulica Marszalkowska, naszym celem jest sklep Bułgara z winami bułgarskimi. Mlody czlowiek wyciaga w moja strone ulotke dotyczaca cen wczasow, a może lekcji angielskiego, a może zaproszenia na spotkanie hodowców strusi kalifornijskich.
JA: Nie, dziekuje.
MZ: Tyyyyyyy… Ale ty jestes asertywna!
JA: Zwariowalas. Gdybym była asertywna, powiedzialabym “Spierdalaj”, a nie “Dziekuje”.
Jak pieknie Kasia Nosowska spiewa szmirowate “Kochac – jak to latwo powiedziec” na koncu “Poranku kojota” (Ale glupi film! Ale jaki smieszny). Spiewa prosciutko jak dziewczynka w przedszkolu, ale glosem wampirzycy, co daje cudowny efekt w polaczeniu ze slowami – nie wiem, dlaczego ta wersja nie zrobila kariery, bo powinna. Tak chyba spiewa Wednesday Adams 🙂
W sklepiku NICI (te odjazdowe zabaweczki) widzialam dzis rano flamingi… Oszaleje. MUSZE mieć takiego flaminga.
PAN GĄSIENICA MA GŁOS
Od jednej strony grzyba się rosnie, od drugiej – maleje.
*
Centrum onkologii na Ursynowie – “traficie na pewno, tego się nie da z niczym pomylic”. I racja – ten budynek uderza, jest jak ponure ladowanie Marsjan.
W srodku – prawie fizyczna ulga. Przestronne, otwarte wnetrze, jasny kamien i drewno, jak srodziemnomorskie hotele, Boze, jak dobrze, ze nie jakas ponura nora. Pierwsze wrazenia po pierwszym dniu – “sluchajcie, tu na dole jest bufet z takim pysznym jedzeniem – wszyscy tam chodza, chorzy i odwiedzajacy” – przetestowane zostaly ruskie pierogi i slaskie kluski. Siostry miłe? Mile, grzeczne, nie ma mowy, żeby ktoras chciala pieniadze za opieke po operacji. Widocznie w takich miejscach zostaje tylko czlowieczenstwo, ludzkie odruchy. “Bo kim ja jestem” – mysl na widok ludzi w bialych fartuchach – “co najwyzej, kolejnym potencjalnym przypadkiem”.
Wracamy; po drodze, w Trojce – wiwisekcja Wiatra. “No ale wspolpracowal” – “Gorzej! Nie tylko wspolpracowal, ale i sklamal!” – ludzie, kurwa mac. Siedem osob pierdoli glupoty rowno przez godzine. Tyle samo czasu potrzeba na Ursynowie, żeby uratowac jedno ludzkie zycie.
W domu okropnie nawrzeszczalam na ojca.
CO TAM KOMU SZKODZI
Na wyrazne zyczenie potencjalnego autora kucharskiego bestsellera (wpis ponizej) zamieszczam sprostowanie:
“NA PEWNO ZNAJDZIE SIĘ TAM ROZDZIAŁ O JAJECZNICY”
(PS. Tez z kielbasa, cebula, papryka i pieprzem – wiem z autopsji).
Frytki szkodza, okazalo się niedawno. Za badania nad szkodliwoscia frytek zaplacili pewnie producenci ziemniakow puree, cos jak wojna producentow masla z producentami margaryny, która bezapelacyjnie wygral slynny pies, wypluwajacy chlebek posmarowany margaryna.
Szkodzi bialy ser i zolty. Szkodzi pieczywo jasne, ciemne i posrednie. Szkodza dzemy, bo zawieraja cukier, te które nie zawieraja cukru szkodza jeszcze bardziej, bo zawieraja pektyny. Jedzac jajko, wlasnorecznie podpisujemy wyrok smierci przedwczesnej. Nawet owoce i warzywa maja za uszami.
A jeden pan to już nawet wystosowal pozew przeciwko sieciom fastfoodow, bo jest gruby, brzydki, ma miazdzyce i uwaza, ze to wszystko przez fastfoody. Bardzo jestem ciekawa, czy pojawi się papier do owijania hamburgerow z nadrukiem czaszek i piszczeli, a nad kasami zawisna ostrzezenia Ministra Zdrowia na wzor tych z paczek papierosow. MINISTER ZDROWIA OSTRZEGA – DWA HAMBURGERY SKRACAJA TWOJE ZYCIE O MIESIAC, SZESC PIKANTNYCH SKRZYDELEK O TRZY TYGODNIE, KAŻDY DODATKOWY MAJONEZ O 14 GODZIN.
Mój pradziadek dozyl 95 lat – chyba tylko dzieki temu, ze nikt mu nie powiedzial, jak rakotworczy i szkodliwy jest tlusty boczek, który namietnie jadal codziennie. Twierdzil, ze przy zyciu trzymaja go trzy rzeczy: wspomniany boczek, kieliszeczek wódki dziennie oraz zona – jedza, która jak nic innego sprawia, ze krew mu razniej w zylach krazy.
Zalosna pogon za liftingiem, gladkim tylkiem. Raczej zrobia z siebie wypacykowanego pajaca, niż przyznaja, ze czlowiek się zuzywa podczas zycia, po prostu. A szkodzi glupota, a nie kawalek smazonego ziemniaka czy suszonego zielska. “Ludzie nie pragna niesmiertelnosci – boja się, po prostu, umierac” – napisal Lem i ma swieta racje. Panuje przekonanie, ze jeśli ludzie będą zyli dluzej, to stana się przez to lepsi. Nic bardziej blednego – co by robil pan pijak z przystanku 512 kolo Dworca Centralnego, gdyby miał do dyspozycji cala wiecznosc? Ano, obawiam się, ze to samo.
A teraz ide sobie zrobic zabójczą kawe rozpuszczalna bez rakotworczego cukru, bo nie slodze.
Z CYKLU: MY BELOVED PODŚWIADOMOŚĆ
Snily mi się czaple, które jedza ludzi.
Gdyby mój ojciec, Leon, napisal ksiazke kucharska, to mialaby ona nastepujacy tytuł: “Tysiac i jeden potraw ze smażonej kiełbasy z cebulą, czosnkiem, papryką i pieprzem”.
BYLA SOBIE MLODA ZEBRA
Glowa mnie boli, ciekawe od czego, bo przeciez nie od tych paru malutkich kieliszeczkow wina bialego i jeszcze mniejszych – czerwonego. NO CHYBA, ze od POWIETRZA SUCHEGO, na czwartym pietrze jest bardzo suche powietrze, to wszyscy wiedza.
A ta Mloda Zebra to naprawde. Ma podejscie do czlowieka. Czulam się jak w 12 – gwiazdkowym hotelu albo i lepiej. Calodobowa, dyskretna obsluga – lozeczko poslane, jajecznica na sniadanko, puscila teledysk BeeGees z wczesnych lat 80-tych, gdzie panowie zasuwają w bialych, obcislych spodniach i za malych podkoszulkach. Rano pozyczyla mi kosmetykow i teraz nie wiem, czy mam oczy gwiazdziste, czy raczej wygladam jak wampir, bo to mój debiut w tych kolorach.
Był zgrzyt w postaci Marcysia, bo Marcys raz mowi, ze zabierze Mloda Zebre na Gwiezdne Wojny, a raz, ze nie zabierze, miga się po prostu.
I dzwonil N. z hotelu DYLIZANS. Rano już wiedzial, dlaczego ten hotel nazywa się DYLIZANS – bo slychac wszyskie przejezdzajace pociagi towarowe.
Przechodzilam obok Galerii Centrum i zrobilam sobie quiz ubraniowy. Nie jestem Orsay ani Frodo, raczej nie Morgan – już predzej Navy, Esprit, jeśli Zara – to Basics.
Niech N. już wraca, bo mnie glowa boli.
TAK WYGLADAJA NAGIE FAKTY
1. Natchło mnie religijnie na mieszanke wedlowska… MUSIALAM wyjsc i kupic! Nie wiem, o co chodzi – ja nie lubie cukierkow, a ta cholerna mieszanka chodzila za mna od tygodnia. Wlasnie jestem po dwoch bajecznych i jednym rekordzie, w trakcie irysa, a przed figlem i mam oko na paryskiego.
2. Budzi we mnie trwoge urzadzenie do wyjmowania rybom haczykow z ust…
3. Chyba jednak najbardziej pociąga mnie kariera barmanki w Paryzu w 1920 roku.
To na razie tyle.
PS. Ad 1 – Trafiaja mi się same galaretki. Nie lubie galaretek!
MUSIMY POROZMAWIAC O GLOBALIZACJI
Moja siec komorkowa postanowila mnie oblaskawic i przyslali mi “KUPON NA TELEFON”. Przestraszylam się, bo to się wiaze z wizyta w sklepie, czyli tzw. AUTORYZOWANYM SALONIE, a wole jednak nosic deski, niż pojawiac się w salonach sprzedazy, tym bardziej autoryzowanych.
Zadzwonilam zatem po ratunek do Mlodej Zebry, czy by… Na przykład, ja poczekam przed salonem, a jakby cos trzeba było podpisac, to ona mi wyniesie na zewnatrz, a ja podpisze. Wysmiala mnie, wyszydzila i zgodzila się ze mna pojsc. Uf.
A pozniej urzadzimy sobie wieczor panienski u niej, bo N. znowu poswieca się karierze zawodowej na poludniu Polski. Jestesmy znakomitymi organizatorkami i już nawet podzielilysmy miedzy siebie obowiazki. Wieczor poswiecony zostanie problematyce zdrowia i urody oraz (ale to już po pierwszej butelce) trendowi globalizacji. Ja jestem in charge of wino (witaminy), a ona – in charge of pizza hut (witaminy, witaminy i JESZCZE RAZ witaminy).
– Bo – oznajmila mi – ja NIE MAM ZAMIARU stac przy garach.
Z ulga przyjmuje coraz zdrowsze reakcje Mlodej Zebry i mam nadzieje, ze co najgorsze, ma już za soba, coraz dalej. Calkiem niedawno, u mnie, kiedy wyjmowalam pranie, przyszla mnie skrytykowac z jakims drinkiem:
– Co, koszulki mu wieszasz?… HA! WIESZAJ, wieeeszaj! JA TEZ WIESZALAM, i co mi z tego! – i zasmiala się, ochryple a demonicznie.
No i dobrze, bo byloby o wiele gorzej, gdyby ryczała. Albo dostala paranoi i chciala się mscic. Albo – nie daj Bóg – doszla do wniosku “JA GO I TAK KOCHAM I WSZYSTKO MU PRZEBACZE” – no wtedy to by ją trzeba było związać i zaaplikowac pare lewatyw, zimne przescieradla i chinine. Na szczescie – wystarczyly porady Haniuty, żeby mi się dziecko wykurowalo.
Zreszta, juz od dawna planowalysmy rozmowy na temat globalizacji – tak, ze swietnie sie sklada ::))
DLA WIELBICIELI URODY MELI

oraz

Marylin Monroe przy niej wymięka…