ZNALEZIONO PTASZNIKA

Ten ptasznik, co podobno zwiał z ktoregos zoo, to chcialam powiedziec, ze znalazl się u nas. Siedzial na scianie naprzeciwko kuchni. Oblizywal się. Nie chce tu nic sugerowac, ale obawiam się, ze wpierdzielił kota sąsiadow. Slyszalam, jak go wołali i wołali… A kot nie przychodzil i nie przychodzil…

N. standardowo wyniosl go w sloiku przy akompaniamencie moich powrzaskiwań.

Od piątku nie mogę spac. Dzieje się bardzo zle, a ja nic nie mogę na to poradzic. To znaczy – mogę, ale teoretycznie. Nic to – jak mawial Maly Rycerz – poki mamy glowe, to możemy nią walić w mur.

KTO ŻYW, NOSI DESKI

Do tablicy poprosimy Oblego.

W garazu leza deski. Kazda deska ma wymiary 150 cm x 3,5 cm x 12 cm i jest debowa. Desek jest 190. Deski trzeba przeniesc z garazu o 1,5 kondygnacji i ulozyc rowniutko na przekladkach, z odstepami, żeby mialy luft. Majac w malym paluszku ciezar wlasciwy debu, pan Obly poda calkowita wage przeniesionych przez N. i ulozonych przez mnie desek, a także wage jednej deski i jednego ladunku (N. nosil po cztery). Proszę także podac objetosc desek w metrach szesciennych oraz liczbe metrow biezacych deski debowej o podanych wymiarach. Pan Obly ma na rozwiazanie zadania 11 minut.

Mam niejasje podejrzenie, ze jedna deska wazyla około osmiu kilogramow. Przynajmniej tak twierdzily nastepnego dnia moje miesnie.

A wczoraj bylam w Kielcach i wrocilam chora. Cho – ra. Chyba czas, zebysmy z N. wprowadzili w zycie Plan B.

PS. A nastepnego dnia po deskach N. z Leonem przeniesli jeszcze 100 paczek parkietu z czeresni, ale już BEZE MNIE 🙂

ABSOLUTNA FIKCJA

Dialog – fikcyjny, oczywiscie – ktory MOGL MIEC MIEJSCE dzis rano, na przyklad w jakims samochodzie:

– Kupisz mi psa?
– O Jezu…
– Jakiego psa mi kupisz?
– Duzego. BIG, BIG PIES.
– Duzego nie. A jaki kolor?
– NIEBIESKI METALIC.

Oczywiscie, caly dialog jest fikcja literacka i niczym wiecej,ale to chyba widac na pierwszy rzut oka, prawda?…

KONKURS

Niniejszym oglaszam KONKURS na nazwe powstajacej posiadlosci.

Bo wczoraj przejezdzalismy kolo takiej jednej obory w stylu haj lajf na przedmiesciach, i ta obora miala, otóż, wypisaną czcionką swawolną nazwę KNIAŹ.

N. az zatoczylo na pobocze.

I stwierdzil, ze ON TEZ BĘDZIE MIAŁ NAZWE. Nie ma, ze boli!

Na zwyciezce czeka atrakcyjna pula nagrod jeszcze nie sprecyzowanych, ale cos się wymysli.

CZAS – START!

PS. Zdjecie juz troszku nieaktualne. Aktualne zdjecie zostanie wstawione, jak sie zrobi. B.

SORBET Z NIETOPERZA

Te Klaudyny tak mnie rozpaskudzily, ze zaczelam się zastanawiac, za jaka kobieta bym się obejrzala na ulicy, powiedzmy. No – które sa (bylyby?…) w moim typie.

Wyszlo mi, ze zdecydowanie BLONDYNKI! Widocznie nie szukam kontrastu, tylko chce pozostac przy swoim kolorycie…

– przede wszystkim Cameron Diaz
– przesliczna Gwyneth Paltrow
– Charlize Theron, ooooch… piekna! duza i wyniosla…
– Jennifer Aniston – taka “przytulińska”
– Meg Ryan – ale zanim sie zmanierowala

Ciekawe, czy ja z kolei mialabym wziecie u blondynek, czy u brunetek. No nieeee, zdecydowanie – “Klaudyny” powinnam odlozyc na dluzej.

Zreszta, N. tez lubi blondynki – jak szlismy na druga czesc Asterixa, to się dopytywal, czy będzie Falbala (w pierwszej czesci – kipiaca z obcislego kostiumu Laetitia Casta).

W domu w czasie weekendu – lazaret; wszyscy chorzy lub w trakcie zachorowywania. Żeby zanadto nie odstawac od sredniej, sprawilam sobie zatem bleszczate oko (lewe). Poza tym jeszcze mielismy cynaderke.
– Patrz patrz CYNADERKA! Przyleciala CYNADERKA…
– ?????????????
– No przyleciala I DZIOBIE WROBLE!

Sprostowanie po konfrontacji wizualno – skojarzeniowej: chodzilo oczywiście o synogarlice (dla nieposiadajacych babci, która by im wytlumaczyla: taki szary golab z czarna obrozka na szyi).

I pajaka mielismy, dorodnego, co to ledwo się zmiescil do pieciolitrowego sloika (eksmisja, oczywiście, nie robilam z niego konfitury na zime ani pająkówki). Nogi miał dlugie, niczym Twiggy. Swoja droga, w tym starym, modrzewiowym domu (XIX wiek, a co!) panuje jakis WYJATKOWO korzystny dla pajakow mikroklimat, rosna do rozmiarow Yorkshire Teriera i sa mniej wiecej tak samo owlosione.

Ciekawe, co by było, gdybym zaczela spacerowac z takim mutantem na smyczy, w brylantowej obrozce. Może WRESZCIE ktos by się nade mna ulitowal i zamknal w jakims dobrze strzezonym domu wariatow (z dostepem do internetu)…

WŁADCA KRAWATÓW

N.-san jest bardzo dobrym panem dla swoich krawatów. Przede wszystkim troszczy się o to, żeby jego krawaty nigdy nie były glodne.
Krawaty sa wdzieczne swojemu panu i jedza zdrowo. Najbardziej krawaty lubią buraczki, z zup – czerwony barszczyk, ale nie gardzą tez pomidorową. Przepadaja za surowka z czerwonej kapusty no i przede wszystkim – za pomidorami.

Z innej beczki: Mloda Zebra odraportowala mi, ze Leon Niemczyk zagral w niesamowitej liczbie filmow. W kilkuset. A to dlatego, ze z zasady nie odrzuca zadnej propozycji roli – nawet najmniejszej. Uwaza, ze jest aktorem, a aktor – to taki najemnik, który ma grac. Taki ma zawod – grac.

COS TAKIEGO!…
To chyba pierwszy aktor tak powiedzial.

Bo reszta Niesie na Barkach, Kreuje Postawy, Kieruje Przeslania, Odslania Cala Prawdę, Stosuje Srodki Wyrazu (np. gole cycki) Aby Uswiadomic Publicznosci, Ma Za Zadanie i generalnie – Spelnia Poslannictwo Narzucone Przez, nie to, żeby ich BAWILO przebieranie się w kolejne szmaty i latanie z przyjecia na przyjecie – O NIE! POSWIECAJA się, poswiecaja dla ciebie i ciebie, tak – i CIEBIE TEZ, zjadaczu kajzerki z salami, ty jesz kajzerke, a oni dla ciebie Chronia Dziedzictwo w miedzyczasie miedzy talk-show a coctail party na czesc urodzin Nokii.

Przepraszam, ale takie latanie z dzwonkiem “KLĘKAJTA! KLĘKAJTA BO ŚTUKA JEDZIE!” to ja dziekuje, wole isc do kina na ET. Sztuka to jak czlowiek sam kleka, bez dzwonka.

NO DOBRZE! Jak bylam w bazylice w Gdansku, to N. powiedzial “Zobacz, jaka niesamowita chrzcielnica” i powiedzial to doslownie na dwie sekundy przed tym, jak mialam zadac mu pytanie “NA CO KOMU FONTANNA W KOSCIELE?…”.

Żeby nie było, ze tylko na innych gadam.

Aha – ciekawe, dlaczego co druga kobieta u Sienkiewicza miala wąsy?…

A ZRESZTA – CMA TO MAŁE MIKI!

Cma to nic! Siedzi grzecznie na lampie, proponowalam jej otwarte okno, ale nie reflektowala. Z cmami da się wspolpracowac.

A zgestnial mi humor od rana, ponieważ N. wojazuje (tj. bardzo ciezko pracuje, dzwoni o dziesiatej ze wlasnie wstal, bo polozyl się o czwartej, ALE MA DLA MNIE CZEKOLADE!) i skazana zostalam na transport publiczny.

Ustawila się obok mnie parka – on mruk, za to ona – dysponujaca smiechem z gatunku Srebrny Dzwoneczek. Taki smiech, co to za pierwszym razem jest cieply i przyjemny dla ucha, za trzecim razem – jezy czlowiekowi wloski na karku, za piatym – palce zaczynaja się same wyginac w szpony, a od szostego wzwyz dźwięk tego smiechu szarpie bezposrednio rdzen kregowy. Srebrny Dzwoneczek zdawal relacje Mrukowi z przygotowan do urlopu w Pieninach (okolica, ceny kwater, towarzystwo, z którym się udaje, srodki transportu), okraszajac relacje srebrzystym smiechem co trzy slowa. Probowalam się skupic na moim “K-Pax”, ale gdzie tam. Chcac nie chcac, dzielilam troski i radosci Srebrnego Dzwoneczka.

Zyczac Srebrnemu Dzwoneczkowi siedmiu plag egipskich podczas urlopu, powiesilam oko na rudej dziumdzi naprzeciwko, w wielkim skupieniu czytajacej jakies (jak sadzilam) proroctwa czy objawienia. Okazalo się – ksiazke “JAK ZYC ZDROWO I DLUGO”. Sadzac z okladki, zdrowe i dlugie zycie polega na zjadaniu duzych misek ryzu w towarzystwie jednej marchewki. Sadzac z obwodu tylka i ud rudej dziuni, ta ksiazka to NAPRAWDE dla niej objawienie, a marchewka – wyzwanie i egzotyka.

Niech on już wraca, z czekolada albo na czekoladzie, bo jeszcze jeden taki Srebrny Dzwoneczek i sama się zaczne podawac za przybysza z planety RINGO w galaktyce STARR, ktorej mieszkancy zywia się wylacznie frytkami i nie znaja zwrotu “godziny pracy”.

Wlasciwie, to… moglabym zaczac od zaraz?… 🙂