Dzis rano (deszcz padał) mijalismy budkę z napisem “LANGOSZ”. Bardzo jestem ciekawa, czy w tej budce rzeczywiscie sprzedaja prawdziwe, przepyszne, wegierskie langosze. Takie langosze, jakimi się zazeralam w Budapeszcie lat temu kilka. Na slodko i na pikantnie… BARDZO BARDZO NIEZDROWE i bardzo pyszne (jak wiekszosc “niezdrowych” żarełek). Zawsze sobie wyobrazalam, ze bonsy smakuja tak jak wegierskie langosze (sciagawka dla mlodziezy: Stanislaw Lem, “Powrot z gwiazd”).
Ciekawe, czy ten LANGOSZ w centrum Warszawy smakuje przynajmniej podobnie. Bo na przykład tortilla z tunczykiem w Rzeszowie to był po prostu – z calym szacunkiem dla naprawde fajnego lokalu – gruby naleśnik na spulchniaczach, z polozona na wierzchu salatka z tunczyka i warzywek. Smaczne, naprawde niezle, ale nie tortilla. Moje zaskoczenie pierwsza angielska fasolka po bretonsku tez pamietam do dzis – mala fasolka w pomidorowym sosie, w ktorej JAKOS W OGOLE nie plywaly KAWAŁY TŁUSTEGO BOCZKU ani MAJERANEK, na przykład. Dziwni jacys ci Bretończycy, chyba NIGDY nie byli w Polsce i nie jedli FASOLKI PO BRETOŃSKU i nie umieją ugotować!
Aha – i jeszcze chcialam wszystkim robiącym głupie miny na temat brytyjskiej kuchni powiedziec, ze – OK., niech będzie, ze DZIWNA JAKAS jestem – ale: jadlam yorkshire pudding i bardzo mi smakowal. A także, jadlam oslawiona baranine w mietowym sosie. Była ZNA KO MI TA – na podgrzanych talerzach, w cieniutkich plasterkach, a sos na bazie vinaigrette – PYSZNY. I UWIELBIAM ich podwieczorki z mocna herbata, kanapkami (ja jestem kanapkojad, moglabym zyc na samych kanapkach) i ciastami. O! Możecie mnie ZLINCZOWAC.
Z przezyc kulinarnych – w najblizszych dniach planuje degustacje kurzego popkornu z KFC, który uwazam za odpowiedz tej korporacji na moje najskrytsze modły o statystycznie wiecej panierki na cm2 kury. Wlasciwie, moglabym się obejsc ZUPELNIE bez kury.
PS. Jest taka sprawa, żeby Oblego poprosic, żeby rozlozyl zyrafe na piksele…