1. Dlaczego już malym dzieciom pisze się idiotyczne motto dla akwizytorow “BABY, YOU’RE A STAR” na koszulkach?
2. Dlaczego wszystkie piosenki są o miłości?
3. GDZIE mogę, do jasnej, ciezkiej cholery, kupic buty BEZ CZUBA Z PRZODU?
Strefa wolna od sportu i lajfstajlu
1. Dlaczego już malym dzieciom pisze się idiotyczne motto dla akwizytorow “BABY, YOU’RE A STAR” na koszulkach?
2. Dlaczego wszystkie piosenki są o miłości?
3. GDZIE mogę, do jasnej, ciezkiej cholery, kupic buty BEZ CZUBA Z PRZODU?
Opowiada moj kolega z roboty:
“Nad oceanem widzialem doskonaly automat dla wedkarzy – z robakami. Zywe, trupy, mrozone, biale, czerwone – wszystko i w roznych opakowaniach.”
…
JEZUS!…
Moje, a raczej Kinga, LANGOLIERY przy tym to normalnie… MILK AND SUGAR!…
Niedobrze mi!…
Naprawde nie wiem, JAK to zrobilam.
Ale ZROBIŁAM TO.
Wykonałam 23 kilometrowy splyw kajakiem.
Ja. Kajakiem. 23 kilometry. I to nie – ze się plynie, majta wioslem i opala nogi. Nie, nie, nie! Wszystko było: noszenie kajakow, dreptanie na bosaka w lodowatej wodze po kamieniach, przenoszenie przez klody, przeplywanie pod kłodami… Mialam do wyboru: albo się rozplakac, obrazic i utopic, albo zasuwac dalej.
Bylam tak nieprzytomnie z siebie dumna, ze normalnie siedzialam i nie moglam wyjsc z podziwu dla siebie do 3 w nocy. A myslalam, ze po powrocie padnę jak kawka*. W dodatku, mialam nawet sile na zabawe ludową pod tytułem “zamienianie miedzy pokojami ciuchów suszących się na balkonach oraz dostarczanie Washington Post do rak wlasnych (o 3 w nocy) tym nieszczesnikom, którzy zdecydowali się już polozyc, MIMO, ZE NOC JESZCZE MLODA – dobrze im tak, ha, ha, ha”.
Poza tym, zaprzyjaznilam się z jednym labedziem, który łaził za mna jak pies, oraz z jednym barmanem, który nigdzie nie lazil, bo musial stac za barem i produkowac drinki z szybkoscia nadswietlną.
A nastepnie przyjechal N., zjadl dwa wedzone pstragi i policzyl moje siniaki.
Boze, jak mi się nie chce nic robic. Oszaleje. Mialam się przeprowadzac, ale jak zwykle cos się zatkło administracyjnie. A ja się już nastawilam, no to jak mam robic cos innego?…
* a propos kawka. Dzis rano Leon zauwazyl na swoim tarasie kawke – inwalidke, która miala tylko jedna łapke i kikutek bez stópki. Natychmiast przyniosl jej 2 kg chleba, “żeby miala co robic przez caly dzien”, i to MIEKKIEGO, ze srodka! Bez skorki!
PS. Pepsee, a sciagnalbys mi ten kawalek, co Bitelsi spiewaja “Three cool cats”?…
Jade dzis ciezko pracowac.
Nad jezioro Pluszne.
Bedziemy tam ciezko pracowac az do konca tygodnia.
Nad jeziorem Pluszne.
Mi sie tez cos od zycia nalezy, tak?
Jak mawia stare krakowskie przyslowie: “I nad twoim podworkiem ptaszek w koncu się zesra!”
Przeczytalam sobie nowa ksiazke Parsonsa. Z rozpusty – zamiast gotowac, oszczedzac, opiekowac się dziecmi, strzyc trawniki, kopac rabatki (po nerkach?…), rozwijac się zawodowo, pielegnowac wartosci, udzielac się spolecznie – to ja się rozwalilam z mrozona herbatka, bestsellerem, i przeczytalam.
I czegoz się mianowicie dowiedzialam o mezczyznach nowego?
NOWEGO? Nic nowego. Potwierdzilam tylko moja dotychczasowa wiedze.
– Mezczyzni to generalnie WRAZLIWCY. Swiat ich BOLI, uwiera i atakuje swoja GRUBOSKORNOŚCIA, podczas gdy oni TO TACY WRAZLIWI LUDZIE – glownie wrazliwi na mlode, jedrne cycki… Yyyyy! OSOBOWOSCI, naturalnie! OSOBOWOSCI kobiet nie pozostajacych z nimi w zwiazkach malzenskich;
– No wlasnie JEŚLI O MALZENSTWO CHODZI, to oni TEZ sa tacy wrazliwi! W ogole nie mogą się pogodzic z tym, ze takie piekne, cudowne, niesmiale, egzotyczne uczucie zostaje spłycone do codziennosci – w zwiazku z czym protestuja całym soba, a zwlaszcza penisem podazajacym jak wahadełko za wodą, za mlodymi, jedrnymi… itp
– Jeśli baba nie wezmie takiego WRAZLIWCA za łeb, nie wyleje mu na rzeczony łeb (pusty) wiadra zimnej wody i nie potrząsnie nim – to nic z tego nie będzie;
– Mezczyzni zasadniczo SAMI NIE WIEDZA, czego chca. Z tej wrazliwosci pewnie;
– Mezczyzni sami z siebie sa FANTASTYCZNYMI OJCAMI, tylko kobiety im w tym przeszkadzają, TE ZDZIRY;
– Mezczyzni ze zdziwieniem w swoich pieknych, szeroko otwartych oczach obserwuja zupelnie niezrozumialy dla nich SWIAT – swiat zamieszkaly przez zupelnie inna cywilizacje, uzywajaca trudnych slow “stabilizacja”, “wiernosc”, “zwiazek”, “odpowiedzialnosc” – zrozumienie i nauczenie których niektórym MEZCZYZNOM zajmuje cale zycie, a innym tego zycia na to nie starcza;
Plus dwa przeslania gratis na temat samego autora:
– Autor jest wrazliwy glownie na mlode Japonki
oraz
– Autor NAJPRAWDOPODOBNIEJ ZACZĄŁ ŁYSIEĆ – dowodem jest ciagle to samo zdjecie na ostatniej stronie obwoluty, mimo, ze pare ladnych lat już od pierwszej powiesci minelo
Już się nie mogę doczekac nastepnej powiesci pana Parsonsa. Ciekawe, czy jak Pat dorosnie, to tatus będzie mu podrywal kolezanki, bo cos mi na takiego wyglada.
Łabędzia na wodzie, białego jak kreda…
Nawet żyrafę ze stołka, gdy bieda!
I TYLKO JEŻA PRZELECIEĆ SIĘ NIE DA!
PSPSPSPS… wlasciwie powinno byc SOS… nie pamietam kiedy ostatni raz bralam prace do domu na weekend… Jak przyjdzie Korbaczewski po posag Lusi, to powiedzcie mu, ze zarobiona jestem!
Mam nadzieje, ze wszystko, co najgorsze, wydarzylo się do wczoraj i od dzis troche odetchne. Znowu jakis miesien mi się skurczyl ze stresu – albo wydluzyl – i nie mogę ruszac glowa.
– Ci, co chca wojny – będą ja mieli – powiedzialam i kupilam sobie nastepne bojówki. Chyba już szoste.
A pozniej byliśmy takie niesamowicie swiatowe ludzie, ze wieczor spedzilismy na werandzie. Pilismy wino z glinianych kubków, a N. wypalil zielone cygaro Iguana.
– Nie mamy w domu nic do jedzenia – powiedzial N. – to może kupmy cos, co?
– Kupmy – zgodzilam się – tak tak, jedzmy do Piotra i Pawla i zrobmy zakupy. Tak, koniecznie. Zakupy. Tak.
Pojechalismy.
Zrobilismy duze, rozsadne zakupy.
Zakupy skladaly się z:
– jednego bochenka chleba
– jednego okraglego, zoltego, woniejacego serka (dla Niego)
– jednego trojkatnego, niebieskiego kawalka sera (dla Niej)
– jednego pudelka z salatka diabelska (dla Nich)
– jednego zestawu trzech cienkopisow Stabilo
– jednego modelu samochodu Toyota RAV4 w kolorze granatowy metalic
– jednego szamponu
– jednego szuwaksu do wlosow długich pod tytulem “cośtam, cośtam, a wlosy jak jedwab – BEZ SPŁUKIWANIA”
– jednej butelki czerwonego wina
I tak nie mogę nic jesc.
Boziu dobra, co nawet slimaki masz w swojej opiece, jak wyjde cala i zywa z tego kołowrotu… To… Czy ja musialam w chwili narodzin dostac ten szczegolny talent do pakowania paluchów między drzwi? Czy ja jestem reinkarnacja Sir Lancelota, który serce miał czyste, a smokow się nie lękał? NO HALO, ILE MOŻNA! Się uzerac z tymi smokami!
PS. Jak mawial Mrożek: “Jak wstanę, to się położę”.
Droga Tajna Organizacjo Podziemna Pod Nazwą “SUPRAJS PARTY”!!!!
…Chyba skrzywdzilismy Leona…
Jako osoba dorosla, w pelni dojrzala i konsekwentna, znowu wczoraj pilam to niebieskie, co slubowalam, ze do konca zycia nie. Wracalam do domu do polowy skruszona jak zajac na pasztet, z drugiej strony – jak to baba pod wplywem – pelna bojowej energii i ze szczerym zamiarem odprawienia jakiejs sympatycznej awantury na tematy osobiste.
A tu DUPA MOKRA, proszę panstwa! Kolega N. przejrzal moje zamiary i strategicznie wrocil do domu o godzinie pierwszej w nocy!!! O ktorejz to godzinie spalam lamane przez mialam kaca i tluklam się po chalupie w poszukiwaniu kolejnych butelek z wodą.
Lekko gazowaną Muszynianką.
Mam dobra reke do ksiazek ostatnio. “Zaułek łgarza”, “Zona kuchennego boga” i “Chaotyczne akty bezsensownej przemocy” – re we la cja. Wszystkie trzy. Bardzo mi się podobaly, pewnie dlatego, ze: a. zadna z nich nie jest blogiem wydanym drukiem, b. żadna z nich nie jest “kolejnym wcieleniem Bridget Jones”, c. Żadna z nich nie jest “oparta na niesamowitych autentycznych wydazeniach – przezyciach mlodej Szwajcarki, ktorej tak z dobrobytu we lbie się popieprzylo, ze nie wiedziala co ze soba zrobic, wiec zafundowala sobie meza – Masaja i przezyla z nim cztery lata w dzungli i opisuje, jak jej brakowalo lazienki i spraya na komary na kazdym kroku – HIT HIT HIT REWELACJA WYDAWNICZA!”
No dobrze. A teraz wracam do moich baranow i jednego flaminga.
PS. I oczywiście – NIGDY WIECEJ W ZYCIU NIEBIESKIEGO, tak? Howgh!