JEDEN KAWAŁ OD HANIUTY I JEDNO PYTANIE BARDZO WAZNE

“Za górami, za lasami żyła sobie piękna, niezależna, pewna siebie księżniczka. Pewnego razu natrafiła na żabę siedzaca na kamieniu i przygladajaca się brzegom nieskazitelnie czystego stawu w pobliżu jej zamku. Żaba wskoczyła księżniczce na kolana i powiedziała:

– Piękna Pani, byłem przystojnym księciem, aż pewnego razu zła wiedźma rzuciła na mnie urok. Jednakże jeden Twój pocałunek wystarczy abym znów stał się młodym, żwawym księciem, jakim byłem przedtem. Wtedy, moja słodka, wezmiemy slub i będziemy razem z moja matka gospodarować w tym zamku. Tam będziesz przygotowywać mi posiłki, prać moje ubranie, rodzić mi dzieci, i będziemy żyli długo i szczęsliwie…

Tego wieczora przygotowujac kolację, przyprawiajac ja białym winem i sosem smietanowo-cebulowym, księżniczka chichoczac cichutko pomyslała:
– No kurwa, nie sadzę…
I dalej przewracała skwierczace na patelni żabie udka w panierce…”

PS. Czy, when a man loves a woman, to mowi o niej per “ŚPI JAK BORSUK”? No mowi? MÓWI?… Pomocy, Droga Redakcjo!…

SPIACA

Pokrzywa mnie poparzyła, złapalam prawa reka pokrzywe, jak probowalam się realizowac ogrodniczo i teraz cala reka mnie piecze i swedzi. Już drugi dzien. Ja się nie nadaje do przyrody, tak? Moim naturalnym srodowiskiem jest barowy stołek, szklanka z grubym dnem i komputer podlaczony do internetu. A nie tam jakies zielone ŻYJĄTKA, które trzeba PODLAC i dowartosciowac. I jeszcze usunac pokrzywy. Niedoczekanie.

Chociaz… Na przykład taka trawa w rolce jest OK. Gesta, soczysta, zielona, i ma te przewage konkurencyjna nad innymi roslinkami, ze wystarczy ja rozwinac. N. przywlokl caly samochod takiej trawy w sobote i porozwijał. Wyglada oblednie, czlowiek ma ochote się na nią rzucic i wytarzac.

W ogole jestem spiaca i nic, ale to N I C mi się nie chce.

PRZEZ RAMIE NA CZARNEGO KOTA

Dzis trzynasty piątek. Już, już mialam powiedziec “O – wydaje mi się ze ZACZYNAMY wychodzic na prostą” – no, ale w tej sytuacji to raczej sobie odgryze jęzor niż cos takiego wyartykułuje, gdyz wiadomo, ze jak tylko przebrzmi ostatnia zgloska, to natychmiast będzie telefon ze cos pierdolnelo w pajplajnie albo z jakims wnioskiem albo w ogole ze mielismy 40 milionow, a nie mamy zadnego. Na przykład. Wiec może będę siedziec cicho po prostu.

Wczoraj proszę ja was, myłam podłoge po tej kawie co szła w sobote o 2 rano z kuchni do salonu (tej, co Tszecia jak ja robila, to stlukla mój ulubiony kieliszek a ja jej SLOWA NIE POWIEDZIALAM, tak?) i tak mi się jakos RZEWNIE zrobilo. Tak cieplo kolo serca. Na widok tej kawy na podlodze. I przysiegam, ze nie z powodu, ze cycek mi wpadl do talerza z zupą, gdyz u mnie w domu nie ma nic do jedzenia ostatnio, za wyjątkiem pikli i marynat. Zreszta – badzmy uczciwi: jaki cycek. Umowmy się.

Tak, ze wrzucilam Shanie T. Shania się drze, jutro sobota, mam obiecany leraks na bujawce i tyle. Tylko niech ten 13 przejdzie…

BARDZO DZIKI KURCZAK MADRAS

Najadłam się wczoraj jak MOPS Krolowej Anglii w “India Curry” na Zurawiej (wlasciwie jak Welsh Corgi, Krolowa chyba trzyma corgi). Hinduskie zarcie to jedno z doznan, niezbednych do utrzymania duszy człowieczej (mojej) w stanie kompletnosci i harmonii. Bez hinduszczyzny nie ma efektu dopełnienia, Pepsee wie o czym mowie, bo on tak ma z sushi. Prawda?

W robocie jestem beznadziejnie zakopana w jakims tasiemcowym obliczaniu wszystkiego dzielonego przez wszystko inne i czasem jedyne, na co mam ochote, to wziąć butelke wody mineralnej gazowanej i rytmicznie uderzac nią w glowy CO PONIEKTÓRYCH wspolpracowników. No ale – sama tego chciałam. Pytali. Powiedziałam “TAK”. To teraz mam.

Wygladamy jak banda autystycznych rain manow, kazde przy swoim biurku, wpatrzone w monitor i belkoczace: “Kurwa. No tu się powinno zgadzac. A nie, zaraz. Zgadza się, ale z tym poprzednim. Dlaczego tu jest INACZEJ? Kurwa. A nie, dobrze! Nie, no JAK DOBRZE – ZLE! JAA się ZASTRZELE!” – i tak w kolko.

Mój ulubiony napoj: herbata z melisy
Mój ulubiony sport: strzelanie do bezbronnych urzędniczek pewnego Ministerstwa na “F”
Mój ulubiony bohater historyczny: wynalazca krzesła elektrycznego
Mój ulubiony deser: ogórki małosolne
Mój ulubiony sprzet gospodarstwa domowego: bujawka ogrodowa

Chce być misiem KOALA. Albo KANGUREM. Whatever.

ŻABKA?

“Stosujemy tylko najlepsze małe żabiątka, schwytane o świcie i dostarczone samolotem z Iraku, przemyte w najczystszej wodzie źródlanej, bezkonfliktowo zabite, polane wspaniałą szwedzką mleczną czekoladą i zamrożone w glukozie.”

HOWGH.

SEN, PROUST I GOLF

Ale mialam sen.

Snilo mi się, ze bylam na jakiejs tropikalnej wyspie w niesamowicie luksusowym hotelu. Spedzalam tam czas (ale nie wiem, czy urlop) – i to bardzo intensywnie, z mnostwem ludzi, w dodatku ten czas nam organizowano, ciagle były jakies zajecia grupowe, trzeba się było przebierac w jakies kostiumy (pamietam sukienki na cienkich ramiaczkach i do tego kowbojskie kozaki).

Glownie siedzialo się na plazy – bylam tam z jakimis babami, których nie lubilam, pomyslalam o nich sobie, ze to jakies idiotki, bo nosza na plazy klapki na wysokich, słupkowatych obcasach. Kretynki.

Nagle przylecial samolot. Bombowiec. Wszyscy zaczeli się drzec i uciekac z tej plazy, a samolot zbombardowal cala wyspe i wszyscy zgineli, oprocz mnie. Samej wyspie i hotelowi nic się nie stalo.

I zostalam sama na tej wyspie. I probowalam się stamtad wydostac, ale jakos nieudolnie. Pisalam na przykład listy do mojego ojca, którym we snie nie był Leon, tylko jakis pan, lezacy w szpitalu, chory na serce. Wiec pisalam do niego te listy, ale delikatnie, żeby się nie zdenerwowal.

Po listy przylatywala awionetka z pilotem. Probowalam z nim porozmawiac, zeby mnie zabral, ale on był swirniety. Wiec pozniej, jak awionetka przylatywala po listy, to się chowałam ze strachu.

Generalnie chodzilam po pustym hotelu. Dziwnie, bo był prad, były zapasy jedzenia, obficie zaopatrzony barek i czynne telefony. A ja tylko chodzila, bylam koszmarnie sama i balam się jednego – ze gdzies NATKNE SIĘ na te zwloki! Te zbombardowane.

Najgorsze, ze przeciez się z tej wyspy nie wydostałam, bo trzeba było wstawac. A jesli tam WROCE?…

Aha – czytalam wczoraj “Tako rzecze Monty Python”. CU DO :). (Przygody z cenzura – do skeczu o streszczaniu Prousta wpisali jakiemus gostkowi hobby “Duszenie zwierzat, golf i masturbacja” – “Cenzura kazala nam skreslic masturbacje. Dziwne, prawda?”).

IMIENINY BYŁY!

Pepsee:
– Cemu sieeeeee nieeeeeeeee rodzi szarotkaaa w doliiiiinieeeeeee!

WSZYSCY:
– CEMU SIEEEEEE NIEEEEEEE RODZI SZAROTKA W DO LI NIE!!!!!

Motyl:
– Aaaaaa ooooooonaaaaaaaaa….

WSZYSCY:
– Robilodamuuuuu…. BO LUBIIIIIIII!!!!!!!!

Tszecia:
– Powiecpowiec midla czeeeeeee goooooooo… ZNOWU JEEESTEM SAAAAAAAMAAAAA!

Mloda Zebra:
– HIK! (uchlała się strasznie).

I tak do 2 w nocy, z mala przerwa na St Germain.
Taka mam Rodzine!

A kolega N. posiada PIEKNA sliwke na prawym oku. PIEKNA. Mowi, ze to od tego chodzenia po płocie.

Strasznie dużo zarcia zostalo, tak w ogole. I gorzały. I wszystkiego. To co?…

DZIS POD TYTUŁEM…

Nikt mnie nie kocha;
Jestem nieinteresująca, szablonowa jedza;
Już niedlugo będę miala zmarszczki;
Już nigdy, NIGDY nikt mnie nie poprosi o dowod w knajpie;
Jestem leniwa;
Mam jakis niedzisiejszy rozmiar stopy, na jaki przestano robic BUTY;
Nie umiem pic alkoholu Z UMIAREM;
Moje wlosy prowadza samodzielne zycie bez konsultacji ze mna;
Mój pies się sfilcował;
Nic mi się nie zgadza w tej pierdolonej tabelce;
NIC – nie zgadza mi się NIC, ale to N_I_C, pieprzone NIC – NAFINK
Czyli WSZYSTKO!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ide po wódke…

DZIS W KARCIE DAŃ – PODZIEKOWANIA

Ja dzis, z tego miejsca (a jeśli ktos sobie zażyczy – to mogę się udac w jakies inne) chcialam bardzo goraco, serdecznie i ciepło podziekowac. Mogę, mogę?

W pierwszysch slowach chcialam goraco podziekowac pewnej grupie madrych ludzi. Madrych, inteligentnych, perspektywicznie patrzacych, co to mysla o tym, żeby innym ludziom było dobrze w zyciu. I na te intencje ci ludzie – ci madrzy, ci, którym dziekuje – sadza, proszę ja was, w miastach, w niedalekiej odleglosci od siedzib ludzkich, a najchetniej w ogole naprzeciwko okien – no wiec, sadza TOPOLE.

Topola jest to drzewo strzeliste, jak pamietamy z poezji, które charakteryzuje się tym, ze raz na rok, przez około 3 tygodnie, sieje wokół siebie bialy puch w ilosciach przemysłowych. Ten bialy puch ma zdolnosci MAGICZNE i przedostaje się do mieszkan i w ogole wszedzie nawet przez zamkniete drzwi i okna. A jeśli ktos zostawi okno otwarte (np. na 3 dni, bo jedzie po swoja ukochana nad jezioro Pluszne, tak, skarbie?…) – nooooo… TO SAM SIĘ PROSIŁ! Żeby po powrocie zastac w sypialni topolowe nasienie az po same kolana.

Na ulico topola przylepia się do butów, ubran, wlazi do torebek, jest nie do zycia i w ogole – czepna, sliska i kleista. Pozamiatac tego gówna tez nie ma jak, bo jest nieslychanie lekkie i jedno machniecie szczotka wzbija topole w powietrze, gdzie dokonuje ona przegrupowania, naradza się, jak by tu najzlosliwiej wylądowac – i tak w kolko.

A od czego się zaczyna? Ano od tego, ze idzie sobie pan, patrzy na skwerek zieleni miejskiej, a w glowie jego kiełkuje idea: “Hejjjj, hej! Co za miejsce cudne – W SAM RAZ NA TOPOLĘ! Hej, będzie miala pani z tamtego domku naprzeciwko, o – tego z oknem dachowym w sypialni – pocieche PRZEZ DLUGIE LATA! Hej! DAWAJ, JÓZEK, ŁOPATĘ!”.

I temu panu ja dzis chcialam zlozyc wyrazy, najchetniej osobiscie, jakby się nawinął. Tak – zamierzam wziąć ze sobą nóż.

A w drugich slowach chcialam podziekowac za nieustajaca pozywke intelektualna tworcom reklam rodzimych produktów. “Grzeski” już były, to czas dzis na “Aviomarin”, który – jak się dzis rano dowiedzialam – “od pawia nas wybawia”. No – pysznie! BRAWO! Tak trzymac! Mam nadzieje, ze w pismach dla doroslych – np. PLAYBOY, CKM – pojawi się niedlugo wersja HARD – np. “OD RZYGANIA NAS ZASŁANIA”.

Kelner! Topolę dla tych państwa autorów od aviomarinu.