Wrócił, wrócił.
Cały, zdrowy i niepogryziony przez komary. Choć to ostatnie wydaje mi się nieco podejrzane.
(- Kochanie, ty chyba nie byłeś z nimi na tych rybach, zobacz, jak Kiko i Jezus wyglądają, CALI W KROPKI i bąble! A ty nie masz zadnych ukąszeń komarów! Ty chyba byles na dziwkach.
– A co, mam ukąszenia dziwek?…)
W domu mamy aktualnie UE w pigułce (znowu again – siedzą, piją, krzyczą i machaja rękami), ale najgorsze jest to, ze ODZWYCZAILI SIĘ SPAC przez te biale noce, w związku z czym PROSZĘ DO MNIE DZIS NIC NIE MOWIC, albo mowic POWOOOLI i WYRAAAZNIE i powtarzac wszystko dwa razy, bo jestem TAK cholernie niewyspana, ze chyba zaraz wybuchnę albo się rozleję szeroko.
Łososia, po złapaniu i sfotografowaniu się z, należy wypuścic następnie do rzeki, ale nie gwałtownie – najpierw trzeba go ocucić, ustawić pyskiem pod prąd i zrobić masaż karku, delikatnie nadając mu ruchy łososiowe. Bo jak się wyciąga łososie, to one tak walczą, żeby ich jednak NIE wyciągać, że aż mdleją.
A-a-a, kotki dwa. Oba w dupę pijane.