A TIGER! IN AFRICA?…

Ja już nie mogę! Dzis snilo mi się dla odmiany, ze z Zebrą robiłyśmy ciasto drożdżowe. Było go strasznie dużo i ręce mnie rozbolały. Czy ja nie mogę mieć normalnych, frojdowskich snów o drabinie, świadczących o tym, ze pożądam swojej matki (czy jakoś tak)?…

Inna sprawa, że rzeczywiście od paru dni bola mnie kości. A to oznacza – jak doszłyśmy do wniosku z Hanna – ze idzie wiosna. Bo jak starych ludzi bola kości, to wiosna idzie.

Z tym, że chyba gdzies wstąpiła na piwo. Ta wiosna. Wczoraj było już tak pięknie, a dzis apiać białe gówno z niebios. Może faktycznie, żaba w lutym to lekkie nieporozumienie.

A właśnie. Jak wczoraj wracaliśmy, to była straszna mgła, i w pewnym momencie mówie do mojego homara: „Przycisz radio, bo ja nic nie widzę”, co go okrutnie ubawiło. A ja NAPRAWDE słabiej widzę, jak głosno radio gra w samochodzie. Ktos jeszcze tak ma?… Bo może faktycznie to ja mam jakies lewe oczy, które niechcący odbieraja fale radiowe, albo co… No słyszałam o kolesiu, któremu plomby w zębach odbierały radio, ale żeby któs okiem radia słuchał, to chyba ja jestem pierwsza.

A w domu robimy sobie powtórke OBCEGO. Bardzo dobry, pouczający tryptyk z głębokim morałem: TYLKO BABA WYGRA Z OBCYM.

Miłego dnia życzę.

NIENAJGORZEJ

Znowu sniła mi się winda. Często mi się śnia windy. Dziś w nocy jak zwykle winda nie chciała się zatrzymać, mimo, ze dawno już minęła ostatnie piętro budynku, dalej zasuwała do góry.

W poprzednim życiu musiałam być ŻABĄ. Albowiem jak deszcz pada, to od razu chce mi się żyć. Mała zielona rzekotką (tak, wiem – pewnie smutną, pryszczata szarą ropuchą, ale co – pomarzyć nie można?…).

W nocy padał deszcz. Wstałam rano, po kilku rytualnych porannych kurwach na poprawienie krążenia trzasnęłam sobie oko na złoto – turkusowo i nie jest źle.

WY ŁY SIĘ JĘ

Mówcie mi Klusko Francuska
Opcjonalnie: Omlecie Biszkoptowy Salzburski

Czuję od kilku dni, jak wyrasta mi na ciele WARSTWA OCHRONNA złożona z 5 cm cellulitisu. Pokrywa mnie szczelnie JAK KORA, za kilka tygodni nie będę potrzebowała pianki do nurkowania, a za jakies 2 – 3 miesiące będę wyglądała JAK MICHELIN.

Tematem dyzurnym dzisiejszego dnia jest także: Czy Skóra Raz Rozciągnięta Pozostaje Rozwleczona, Czy Można Ją Jednakowoż Przywrócic do Poprzedniego Stanu.

Taka karma dzisiaj.

PROSZE PANSTWA – PROSZE ZAPIĄC PASY!

Wchodze ci ja sztywna ze zmeczenia po robocie do domu wczoraj i co widze?…

MROWKA!
Mróweczka! Mróweńka!…

Maszeruje mi centralnie via przedpokój. Blada, chuda i słaniająca sie na nogach po zimie, ale OBUDZIŁA SIĘ!

AAAAAHAHAH! POSZŁA WON ty zimna biała suko! (“Gudbaj starucho” – jak mawiają nieocenione Potemy). Wiosna idzie i NIC NA TO NIE PORADZISZ!

MOŻE JUŻ WYSTARCZY TEJ KIEŁBASY?…

Zarobiona jestem!… Straszliwie.
Głownie dlatego, ze z okazji zmiany warty naprzychodziło do nasz takich wiecej do dekoracji, niż do roboty. A roboty nie ubyło, wprost przeciwnie.
No a KTOŚ zrobić musi (ze tez ZAWSZE na mnie wypadnie, np. jak się w liceum facet od fizyki zdenerwował, ze nikt nie odrobił pracy domowej, to ZAWSZE JA leciałam do tablicy. ZAWSZE! No można mieć traume).

Małżonek kiełbasy nie odpuści, już to widze. Troche się boję, ze mogą go aresztować przy próbie zakupu 30 kg mięsa, i kto mnie będzie do roboty woził?…

Natomiast, jako że jest człowiekiem o wielu pasjach (w tym kilku moich – np. SZEWSKIEJ), to teraz hoduje KIWI.

Kiwi otrzymaliśmy przesyłka rurową z Hiszpanii. Miały postać ośmiu patyków, naczyńka z pszenicą i instrukcji. Patyki (sześc dziewczynek i dwóch chłopców – bo kiwi ma płeć) należało przez dni kilka moczyć w wodzie, następnie naciąć u dołu, wsadzić tam po ziarnku pszenicy i wetknąć w ziemię.

(Tak, próbowałam polemizować, ze początek lutego to chyba nie jest najlepszy czas na rozród roślin owocowych, ale mogłam sobie gadać)

Pierwszy szczebel trudności napotkaliśmy przy czynności „naciąć u dołu”.
Bo te patyki były po prostu… well, PATYKOWATE. A gdzie patyk ma DÓŁ?… Próbowaliśmy dedukować z ułożenia oczek (gałązka powinna rosnąć do góry, nie?…), a i tak dwa kiwi wylądowały w doniczce – jak się okazało – do góry nogami. Co się okazało, jak wypuściły kiełki. BO WYPUŚCIŁY 🙂 Strasznie muszą być zdeterminowane. Albo po prostu boją się N. (N. na hodowle roślinek jest trochę za nerwowy, np. sporo roślinek nie dało rady zareagować na czas na jego ultimatum „ALBO DO JUTRA BĘDZIE TU KIEŁEK ALBO WYRZUCAM”; N. troche trudno jest pojąc, ze roślinki mają jakby wolniejsze tempo zycia, niż on).

Tak więc, oprócz moich 300 tulipanów (przy czym każdego mam odnotowanego i skatalogowanego i NIECH MI KTÓRYŚ NIE WYROŚNIE! Nogi z dupy powyrywam!) oczekujemy soczystych kiwi na wiosnę.

W sam raz będą na deser po kiełbasie.

MOJ MAZ CHCE ZEBYM MU ZROBILA KIELBASKI NA WALENTYNKI

Nawet mi przyslal przepis.

“Hola Norbert

Por fin encontré la receta para hacer los chorizos. No me había olvidado pero siempre guardo tan bien las cosas, que luego no las encuentro.

Espero que todos os encontréis bien y haya pasado el frío. Aquí tenemos unas buenas temperaturas, por el día sobre 12 a 14 grados y por la noche 2 o 3, pero creo que va a empezar a llover. La verdad es que hace falta.

RECETA:

Para una cantidad de: 30 kilos de carne.
400 gramos de pimentón dulce.
150 gramos de pimentón picante.
3 ó 4 cabezas de ajo, sin la piel
500 gramos de sal.
Se pasa la sal y los ajos mondados por la batidora y se mezcla con los pimentones dulce y picante, se le echa a la carne y se deja con esta mezcla 2 ó 3 días.

Si tenéis alguna duda me preguntas, vale?”

…W BIEGU…

Mam strasznie duzo pracy.
N. chory.
Mrożone wiewiórki wybijają szyby w samochodach.

Jeden ptaszek, który się pożywia w naszym karmniku, to podobno kwiczoł. Musze pilnowac N., aby jego wrażeń estetycznych nie zdominowały wrażenia kulinarne.

Niech. Ta. Zima. Już. Się. Skończy.

OJ DZIEJE SIĘ DZIEJE

Wewiórka nam dzis droge przebiegła. O mało nie skonałam na atak serca, bo oczywiście KILKA MILIMETRÓW przed samochodem przebiegła, mała ruda puchata zdzira.

Na szczęście to, azaliz na odwrót?…

Dzwonię do Zebry. A ona mi tak: „Uhm… Uhm… słuchaj, MUSZE KOŃCZYĆ bo własnie laborantka skończyła PRZYKLEJAĆ ŚRUBKI do głów dżerbili i jak ona skonczy te srubki, to ja zaraz muszę POWKŁADAĆ IM DO GŁOWY SONDY przez te śrubki, tak, że nie mam czasu teraz gadać… to paaaaaa!”.

Czy ja jeszcze kiedys będę w stanie nocować z nią pod jednym dachem, bez strachu, ze OBUDZE SIĘ ZE SRUBKĄ przyklejona do głowy ORAZ STERCZĄCYM Z TEJ ŚRUBKI DRUTEM, którego drugi koniec tkwi w moim MÓZGU?…

Ktos ma fajniejszą siostre?…

PS. Motto na dziś: “Arke Noego zbudowali amatorzy, a Titanica – profesjonaliści”.

O TYM, ZE NOWE ZA KONTUAREM

Mamy nowych portierów.
Pardą!!… FIRMĘ OCHRONIARSKĄ, oczywiście.

Szkoda mi tamtych, bo byli fajni i wszystkich nas znali. Z daleka wyciągali klucz. Czasem się poskarżyli, jak ktoś już trzeci klucz w tym miesiącu zgubił albo zostawił otwarte drzwi, włączony sprzęt i poszedł precz. A tak to miłego dnia życzyli, pozdrawiali.

No ale dobre czasy się skończyły, nowe przyszło.
I teraz nowe siedzi za kontuarem z końcówką jakiegoś kabla wetknięta do ucha. Zanim wyda klucz, trzeba okazać identyfikator (na zdjęciu wyszłam jak starawa alkoholiczka) oraz swoje odczekać, az sprawdzi w memuarach, a później doszuka się właściwego numeru pokoju. Robota nie jest łatwa, o nie.

Już nie wspomnę, jaka radością jest poranne łowienie w czeluściach torby identyfikatora, bo to chyba każdy zna.

Jasne, że kiedyś się oswoja i przyzwyczają. Ale co się teraz rano nastoję, to się nastoję.

Chociaż, pomału, pomału zaczynają ODTAIWAĆ.
Dziś jeden zagadał ludzkim głosem:
– Oooo, a co to pani tu niesie, hahahaha? ZNICZ?…
– Kubek – odpowiedziałam, na razie oschle i oficjalnie. Niech sobie nie myślą, że od razu padne im do stóp i zapomne o tamtych.

Znicz!… Pffffffff.

PS. N. mi nie pozwala ufarbować włosów na rudo, tak jak ma Bree.