O POSZUKIWANIACH I LAMPCE NOCNEJ

Leje. No i dobrze, bo susza u nas straszliwa – na spacerze przez las zapadałam się po kostki w piachu, paprocie uschnięte, borówki uschnięte. Niech popada, natomiast efektem ubocznym jest Mangusta, która odmawia wyjścia na siusiu, kiedy ją namawiam – patrzy na mnie jakbym miała deficyty umysłowe (niewykluczone, a nawet coraz bardziej prawdopodobne) i ogólnie nie podoba jej się. No trudno, dostała kawałek parówki na pocieszenie.

N. przez całą noc słyszał helikoptery, a ja – oczywiście – całą awanturę przespałam. W sumie – no i dobrze, po co się miałam denerwować, i tak się rano zdenerwowałam, aż mnie łeb rozbolał. Na dodatek zadzwonił nasz przyjaciel z Hiszpanii, czy już spakowaliśmy dobytek i do niego jedziemy. Długo rozmawiali z N. i zostało wspólnie ustalone, że to wszystko jest puta mierda, najbardziej oczywiście ruskie łobuzy, ale sporo innych politicos też. 

Na szczęście nie miałam specjalnie czasu, żeby się zamartwiać, bo N. zażyczył sobie odszukania niezwykle ważnych dokumentów sprzed piętnastu lat (albo i lepiej), w związku z czym dwa ostatnie dni spędziłam przewalając Apallachy papierzysk w domu (i zagrodzie) i biurze. I niektóre się znalazły, a niektóre nie, za to mam pocięte papierem palce i dokonałam kilku niezłych odkryć przy okazji. I nie wiem już gdzie szukać, za wszelką cenę chciałabym uniknąć takiej jednej narożnej szafki, bo tam jest bajzel STRASZLIWY i bez kilofa i latarki czołowej nie mam po co tam w ogóle podchodzić. Trzeba by świętego Antoniego zaprosić do współpracy, jak to było z tym kubkiem? Trzeba postawić kubek do góry nogami i co? Naprawdę nie chce mi się tej szafki ruszać.

Na pocieszenie odebrałam wczoraj ósmy tom Cormorana i byłabym czytała całą noc, ale N. na mnie nakrzyczał i kazał gasić światło, no bo poprzedniej nocy nie spał. Jakby te helikoptery to była moja wina. Muszę mu kupić żelki Zzzquil (czy jak tam się pisze) na mocniejszy sen, żeby mu moja nocna lampka nie przeszkadzała. 

Ech – wolałabym, żeby wróciły czasy, w których człowiek przejmował się głównie bezsensem istnienia. Może dorzucić do petycji do świętego Antoniego?…

6 odpowiedzi na “O POSZUKIWANIACH I LAMPCE NOCNEJ”

  1. W kwestii seriali.
    Może podam suchary, które już znacie, ale bardzo, bardzo polecam brytyjski “Vera” na Canal+ – chyba 14 sezonów po kilka odcinków, ale długich jak filmy kinowe. Ostatnio zafascynował mnie “Bosch”. Kończymy już nawet “Bosch – Legacy” – Prime Video.
    “Kulawe Konie” na Apple TV – doskonały. Godny polecenia “Bad Sisters” tamże i “Sprostowanie”.

  2. Chciałam ci podziękować za „Kulawe Konie”. Nie jestem serialowa ale dużo czytam i już ściągnęłam wszystkie tomy.
    Przeczytałam dwa; drugi wyraźniej lepiej przetłumaczony niż pierwszy , widać że tłumacz opanował styl.
    Pewnie zauważyłaś że obecnie jest dużo fatalnych tłumaczeń .
    Ostatnio wylewałam pomyje na tłumaczkę z duńskiego . Przeczytałam wszystkie 10 części departamentu Q , ale co się nadenerwowałam …. Borze szumiacy ! Pozdrawiam

  3. Też myślałam , że to są Apallachy, lepiej brzmi niż właściwe – Appalachy . Ps. Poleć , proszę, jakiś serial dobry na 4 dni robienia przecieru pomidorowego , w październiku odłączam Netflix

    • Hm, z najnowszych odkryć to Pernile oczywiście (ale czy do przetworów?). A ze starszych – Collateral z Carey Mulligan bardzo dobry, Brooklyn 9 – 9 bardzo śmieszny, wszystko z Ricky Gervaisem, a ostatnio Derry Girls – o Irlandii Północnej. Główna bohaterka (znaczy aktorka) jest trochę denerwująca, ale klimaty związane z życiem w Irlandii pokazane świetnie. W życiu się nie spodziewałam, że polubię zakonnicę – przełożoną katolickiej szkoły.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*