W nocy z sierpnia na wrzesień śnił mi się Trump. Obudziłam się zmęczona i przygnębiona – oczywiście, sama sobie jestem winna, bo jadłam kurki. Wiadomo, co grzyby wyprawiają z człowiekiem. Ja sobie wypraszam takie atrakcje! Następne kurki przewiduję nieprędko, a kurki w śmietanie to już NADZWYCZAJ nieprędko. Łakomstwo ukarane, ale żeby aż tak?…
A w ogóle wyskoczyła mi na fejsie (ciekawe, dlaczego) japońska zasada „Hara Hachi Bu”, co oznacza – jedz do momentu, aż będziesz w 80% najedzony. Bardzo mądra stara zasada i bardzo trudna do realizacji w praktyce (ale będę próbować). Ja jeszcze bym dodała zalecenie, żeby nie jeść, jak człowiek jest głodny, bo wtedy w ogóle się je za dużo i bez umiaru. Jak powiedział Ringo w „Żółtej Łodzi Podwodnej”: „I warned you not to eat on empty stomach”.
Taka Anna Wintour na przykład – pozostając w kręgach kulinarnych – podobno od wielu lat je taki sam lunch: stek i sałatka caprese. Z tym, że królowa mody nie znosi warzyw, więc sałatkę je bez pomidorów. Przeczytałam tego niusa i miałam takie „ALE ŻE JAK?”, bo sałatka caprese to pomidory i mozarella, więc bez pomidorów zostaje… Może mi się sałatki pomyliły, może chodziło o Waldorfa albo Cobba? Ale nie, chodziło o caprese i komentarze potwierdziły mój tok rozumowania. Głownie ludzie pisali „A nie można napisać po prostu, że wciąga kotleta i poprawia serem?”. No ale jak się napisze „SAŁATKA”, to od razu jest bardziej elegancko i dystyngowanie. Coś jak nazwanie parówek „delikatnym musem wieprzowym”.
(Jak można pomidorów nie lubić? Zwłaszcza teraz, na koniec lata?) (AAAAA, koniec lata!…).
Poza tym co – komary mnie pogryzły. Ale jak! Dawno mnie tak nie pożarły, zachciało się spacerów po lasach nad jeziorem (bo N. musiał sobie porzucać z pomostu – przypilnowałam, wszystkie wypuścił) (ale nie pochwalam). Ugryzły mnie w TAKIE miejsca, że lepiej nie mówić w obecności młodzieży, np. jeden w powiekę mnie upierdzielił. To znaczy, że było ich bardzo dużo i strasznie głodne – bo zwykle gryzą N., a mnie zostawiają w spokoju. Jeśli rzuciły się na mnie, to naprawdę miały kryzys.
Drugi japoński kryminał mnie niestety rozczarował, miała być wielokrotnie złożona intryga, a wyszła dziwaczna plątanina. Może i dla Japończyków te motywacje są zrozumiałe, ale nie dla mnie – ja nawet za zieloną herbatą nie przepadam, więc co mogę wiedzieć o uczuciach, jakie się kłębią w sercu japońskiego pisarza. Ba – nie przepadam również za tym japońskim puszystym sernikiem. Sernik to powinien być sernik, a nie ptasie mleczko (tylko rodzynki proszę trzymać z daleka).
Dlaczego tak szybko się robi ciemno? Tzn. wiem dlaczego (nie bojkotowałam nauki w szkole, jak to obecnie jest modne w pewnych kręgach), ale nie pochwalam i protestuję.
No i masz ci los – niechcący wywołałam tomatinę! W życiu by mi do głowy nie przyszło, że POMIDOR może być kontrowersyjny. Pietruszka i jej natka – owszem. Marchewka (nie cierpię gotowanej marchewki!). Seler – wiadomo. Ale pomidory?
A tu proszę.
Ja też mogłabym się żywić kanapkami z pomidorem – ale takim letnim, dojrzałym na krzaczku. Te z marketów i chłodni są niejadalne, w środku zgniłe i kwaśne, zwłaszcza zimą.
A ja nie przepadam za awokado! Jest OK w sałatkach (chociaż zależy od sałatki), ale tost z awokado – nie, żeby mnie odrzucało, ale z własnej woli nie sięgnę po coś takiego.
Ja z kolei nie umiem żyć bez pomidorów. Nie. Umiem. Mogę jeść tylko chleb i pomidory.
Ciemno się, bo idzie jesień! Człowiek tylko leżałby i spał…
Ech. My mamy komara w sypialni i kot najmłodszy wciąż jeszcze go nie zjadł; doprawdy, czuję się oburzona zaniedbywaniem przez niego obowiązków!
Moja córka i jej ciotka ze strony ojca też nie lubią pomidorów. Ta awersja jest zakodowana w genach. Reszta rodziny, w tym pozostałe moje dzieci w liczbie czterech sztuk, uwielbiają pomidory pod każdą postacią. Kiedyś oglądałam dokument na temat dziedziczenia. Z niego dowiedziałam się ze zdziwieniem, że też nie każdy umie zwinąć język w rurkę, bo to warinkują geny.
Dlaczego tak późno robi się jasno? Wcześnie wstaję, tak już mam od dzieciństwa, i ciemny poranek przygnębia mnie bardzo. A będzie tylko gorzej 🙁
mnie się ostatnio snił Nawrocki, że zaczął wetować wlasne ustawy :]
Nie lubię pomidorów. Tak normalnie. Wykręca mnie od smaku, a i konsystencja jest z lekka obrzydliwa. Przetworzone mogę – suszone, gotowane, pieczone. Ale surowe – NOPE.
(Teraz czekam na ekskomunikę, przyjmę z godnością!)
Mam dokładnie tak samo. Surowe pomidory to największy scam żywieniowy, nie wierzę, że ktoś może to jeść z własnej woli.