O LEKARSTWIE NA NIEMOC

Znowu nie mam energii ani ochoty na nic. Poskarżyłam się Zebrze i pytam, czy mają tam u niej jakieś fajne prochy na to.

– Żadne prochy – mówi ona – TYLKO WKURW. O jak mnie dziś wkurwili, mówię ci, o mało połowy wsi nie wysadziłam w powietrze.

Zatem wczoraj w biurze od rana postanowiłam zastosować się do jej wskazówek, a mianowicie odebrałam maila z księgowości z podatkami za zeszły miesiąc. O JAK SIĘ WKURWIŁAM, a jak  zalogowałam się do banku i je zapłaciłam, to jeszcze bardziej. I co? I NIC. Dalej mi się spać chce i nie mam na nic siły. 

Może to wynika z różnic w naszej konsystencji – ja jestem flakiem ciągliwym, a ona jednak bardziej sprężystym. 

No owszem, udało mi się coś wysadzić, ale nie w powietrze, tylko wszystkie korki w biurze. Opiekaczem do kanapeczek (bajgla na śniadanko sobie grillowałam). Chyba przedłużaczowi znudziła się ziemska egzystencja albo ma dosyć prądu z węgla. 

No nic. Dostałam od koleżanki MEGACUKINIĘ, prawie metrową, w kształcie maczugi. Albo będzie leczo (wiadro leczo) (czy leczo się odmienia?), albo będę się nią uderzać w głowę w równych odstępach, aż mi chandra przejdzie. Albo najpierw się walnę kilka razy, a następnie leczo – czyli wilk syty i Manchester City.

13 Replies to “O LEKARSTWIE NA NIEMOC”

  1. Weekend przed nami, spróbuj odpocząć. Chociaż po sobie wiem, że jak niemoc mam to dobrze jest wpaść w wir czegoś np. porządków i jest lepiej. Każdy jednak jest inny 😉
    pozdrawiam.

  2. Ha, widziałam wczoraj na ulicy taką metrową cukinię, rozwaloną. Barbarello, czyżbyś kogoś TAK rąbnęła nią w głowę, że szczątki ( cukinii, nie głowy) doleciały do Jeleniej Góry?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*