Po pierwsze – mam doła, jak zwykle co roku o tej porze, oczywiście przez palce mi nie przejdzie prawdziwy powód, więc ustalmy, że mam doła bo mi zimno w stopy od rana do wieczora. No.
Po drugie – na dodatek do doła muszę kupić cienkie rajstopy na wesele, pierwszy raz od nie pamiętam jak dawna! Niestety, nie jestem pancerną celebrytką odporną na mróz i słotę i raczej nie dam rady w październiku świecić gołymi nogami wymalowanymi na brązowo. KIEDYŚ cienkie rajstopy to była moja CODZIENNOŚĆ – wiem, to straszne. No w każdym razie byłam oblatana w denach i kolorach, a teraz chciałam kupić przez internet, ale wszystkie wydają mi się ŻÓŁTE. A jeszcze jak trafię na świecące… Więc po prostu muszę się wybrać do sklepu istniejącego fizycznie z towarem na półkach. A tak się cieszyłam, że cienkie rajstopy należą już do przeszłości!
Nawet zakończenie bajek bym zmieniła. Po „I żyli długo i szczęśliwie” dopisałabym „i królewna już nigdy nie musiała nosić cienkich rajstop. Królewicz też nie. No chyba, że akurat miał ochotę – to wtedy mógł, bo na tym polegają prawa człowieka i równouprawnienie”.
Gdybym kogoś w najbliższych dniach zablokowała na fejsbuku, to dlatego, że napisał zbyt radosnego i pozytywnego posta afirmującego pozytywne myślenie. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.