Najpierw kącik niedzielnej poezji:
„Poszłam z psem na spacer do lasu.
Poślizgnęłam się na gównie.
Dobrze,
że miałam kalosze.”
I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje wychodzenie z domu w celach zdrowotno – kondycyjnych. Przysięgam, że nie był to pierwszy raz – za każdym razem, jak przezwyciężę lenistwo (co nie jest łatwe), jak się już wygrzebię, wyczołgam z mojej nory, to dostaję takie PLASK! z liścia od Wszechświata, że szybciutko wracam z podkulonym ogonem i ładuję się pod puchaty kocyk w celu spędzenia pod nim najbliższych stu lat. To żart oczywiście, umrę z głodu po drugim miesiącu na emeryturze (bo w pierwszym będę jeszcze mieć resztki w lodówce).
Powinnam iść do fryzjera, bo na głowie mam coś równie ponurego, jak pogoda za oknem i wnętrze Sejmu i Senatu, a przecież nie o to chodzi w życiu. Ale jakoś tak nie mogę się zebrać, a że większość życia spędzam z psem, a pies nie zgłasza obiekcji, to mam niezbyt mocną motywację.
W dodatku N. znalazł jedną taką koszulę…
Jest taki głupi film, nawet kiedyś o nim pisałam, chyba „Czego pragną kobiety” – wkurzył mnie, bo tam baby ciągle chodzą za facetami i coś im jęczą, a faceci się od nich opędzają jak od końskich much (z tego, co pamiętam). W każdym razie, Jennifer Aniston jest tam związana z Benem Affleckiem i już, już prawie mają się pobrać, ale on ma takie jedne spodnie, których ona NIENAWIDZI i mówi do niego „albo ja, albo te spodnie”. Nie jest to jej najszczęśliwszy pomysł, gdyż Ben bierze spodnie pod pachę i się wyprowadza. Założę się, że większość facetów MA takie elementy garderoby; N. jak najbardziej MA. Tu kilka ciepłych słów do producentów odzieży tzw. „taktycznej” – najchętniej bym was wypatroszyła nożycami do drobiu, na żywca, jak w American Horror Story – żeby rozwiesić wywleczone z brzucha jelita na okolicznych krzakach.
No i od kilku dni chodził i szukał takiej jednej koszuli cholernej TAKTYCZNEJ. Nie wiem, dlaczego mu się przypomniała po ładnych kilku latach. Cały czas mu tłumaczyłam, że od dawna jej nie widziałam, prawdopodobnie gdzieś zaginęła przy przeprowadzce, a może była poplamiona i ją wyrzuciliśmy. Nie – uparł się i rył jak borsuk po wszystkich możliwych szufladach i szafkach, nawet takich, co od czasu malowania były sklejone farbą i nawet pająki tam nie zaglądały. I co? ZNALAZŁ tę cholerę.
ZNALAZŁ, czujecie? Mój mąż, który potrafi nie znaleźć tabasco, chociaż stoi centralnie przed jego nosem w pudełku z napisem „Tabasco”. A tego łacha znalazł, chociaż musiał przewrócić pół domu do góry nogami! Przytulał się do tej koszuli, ale śmierdziała szafką i dał mi do uprania i będzie w niej teraz chodził codziennie i żyli długo i szczęśliwie.
A ja sobie dla równowagi (bo nie mam takiej koszuli) znalazłam nowy serial „Designated Survivor”, w którym Jack Bauer nareszcie został prezydentem USA! Wcale się nie zmienił, może taki trochę bardziej frasobliwy jest i jeszcze nikomu w ryj nie dał. Ma nową żonę z wyłupiastymi oczami (on ma słabość do wyłupiastookich, z tego co pamiętam), łapią terrorystów, grzebią w ruinach Kapitolu i byłoby nieźle, gdyby w tle przez cały czas nie grała taka wkurwiająca, typowo amerykańska muzyczka mocno patriotyczna (znaczy z założenia patriotyczna, mnie wkurwia). No ale co zrobisz, nic nie zrobisz – w ostateczności można oglądać bez dźwięku z napisami.
A dziś Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień – a zatem pozdrawiam życzliwie! (za wyjątkiem tych od taktycznej odzieży, ma się rozumieć).
PS. A w horoskopie mam dziś “Musisz zadbać o siebie bardziej serdecznie”. Znaczy się, konkretnie jak to jest zadbać o siebie SERDECZNIE? Jak ja nie nadążam za tym światem…