Nie żaden gluten, tylko oskarżam jednak winogrona. Żakiuz! Bolały mnie jelita trzy dni i N. też. Już się martwiłam, że trzeba będzie pożyczać trokar od naszego kochanego weterynarza i zrobić z tym porządek. Nie wiem, czy faktycznie były niedojrzałe i sztucznie podpędzone w dojrzewalni, czy zwyczajnie złośliwe. W każdym razie przez dwa dni jadłam tylko przypalone tosty (o, jak mnie zdenerwował ten odcinek Black Mirror, w którym pretensjonalna baba odsyła tosty, bo są LECIUTKO przybrązowione, bo ona jada tylko całkiem jasne – po co robić tosta, jak nie jest cały brązowy i o aromacie węgla? Taki jasny to nawet porządnie nie chrzęści – ludzie nie wiedzą, co dobre).
A dziś czytam, że plantator truskawek spod Kielc jest oskarżony o zabójstwo osiemnastu osób. A nie mówiłam? Na owoce trzeba uważać. Gluten jest moim przyjacielem, tak samo jak masło (ogólnie tłuszcz) i wino. A surowe owoce to podstępne skurwysyny.
Natomiast oglądam fantastyczny serial na Netflixie – „Modliszka”. Kryminalny, ale francuski. Bohaterką wokół której wszystko się kręci jest kobieta, która zamordowała ośmiu facetów, którzy ogólnie rzecz biorąc byli NIEMILI (przemoc domowa, kazirodztwo, takie typy), przyznała się do tego i od dwudziestu pięciu lat siedzi w więzieniu. No i pokazali, jak ona w tym więzieniu siedzi. Ludzie, ja chcę do więzienia!
Izolatka, telewizor, internet, czajnik elektryczny, jakieś książki tez leżały, tapczanik, biureczko. Ona zadbana, w świetnych ciuchach, dobrze obcięte włosy… Jako, że to francuskie więzienie, więc podejrzewam, że żarcie dostaje dość atrakcyjne (chociaż sosy mają przyciężkawe). Naprawdę, nic tylko jechać do Francji, trochę pomordować i człowiek jest ustawiony do końca życia. A żeby przysłużyć się przy okazji społeczeństwu, to proponuję wybierać na ofiary polityków – prawdopodobieństwo trafienia na uczciwego człowieka wśród polityków jest tak mikre, że w zasadzie pomijalne.
Czyli do zapamiętania na przyszłość: winogrona spożywać wyłącznie po kwarantannie w dębowych beczkach. Inaczej niejadalne.
PS. We frazach z wyszukiwarki prowadzących na nowego bloga (starego, ale w nowym miejscu) pojawiły się “gołe dupy”. No to chyba już całkiem jesteśmy w domu.



