Wiecie, że nawet papuga mojej koleżanki dostała depresji?
(Świetne zdanie do tłumaczenia na kolokwia – „Papuga mojej koleżanki miała depresję”).
Normalnie wozili ją do weterynarza na badania, pobierali kupę na posiew (ptaki nie sikają) i wyszła depresja. Tylko nie dopytałam, czy dostała jakiś papuzi prozac.
Wydaje mi się, powtarzam – WYDAJE – że jakby mi trochę przechodziło. Ale nie chcę okazywać nadmiernego entuzjazmu, bo ja generalnie nie jestem fanką nadmiernego entuzjazmu, poza tym jak się człowiek cieszy, to zaraz się wszystko zesra.
O, wiem co jeszcze mnie wkurwia: za krótkie rękawy. Wszystko teraz ma za krótkie rękawy – trzy czwarte czy tam pięć ósmych – nawet kurtki czy płaszcze potrafią być z takimi rękawami! I ja się pytam, dlaczego? Rozumiem – jakieś lekkie koszulki, ale gruba zimowa bluza czy dresowa kiecka i rękaw TRZY CZWARTE! Nie znoszę, bo nie mogę sobie schować zziębniętych łap w rękawy. A Zebra mówi, że jestem głupia, bo takie rękawy to jest WYBAWIENIE dla takich kobiet jak my, czyli niskich. Podobno sylwetka na tym zyskuje. W dupie mam sylwetkę, wolałabym żeby mi było ciepło.
Takie mam brudne okna (i z takimi szerokimi szprosami), a ptaszki i tak w nie uderzają. W piątek to już jednemu szykowałam pogrzeb, tak walnął. Pozbierałam go z tarasu i ułożyłam w trumience, wyścielonej papierowymi ręcznikami. Z zakopywaniem postanowiłam poczekać aż N. wróci z podróży – i NA SZCZĘŚCIE, gdyż w tym czasie ptaszek widocznie doszedł do siebie, bo obsrał papierowe ręczniki i opuścił trumienkę o własnych siłach. Cieszę się, że go od razu nie zakopałam, bo by głupio wyszło.
