Pociagi popoludniowe z Katowic do Warszawy ZAWSZE się spozniaja. Zawsze. Dlaczego PKP na przykład nie uwzgledni sobie tego NOTORYCZNEGO spoznienia w rozkladziku jazduni, żeby setka ludzikow nie stala na peroniku otoczona powietrzem o temperaturze minus szescdziesieciu stopni celsjusza, przytupujac razno? Tego JA nie wiem – może pan prezes PKP? Tez nie? No skad mialby wiedziec, przeciez ma sluzbowa bryke.
Sam dworzec w Katowicach to zjawisko godne szerszej analizy i o wiele zacjniejszych, niż moje, piór (czy klawiatur). Powiem tylko tyle, ze gdyby planowano nakrecenie kolejnej czesci “OBCEGO” w porzuconym zakladzie karnym w galaktyce far, far away, to proponuje scenografom DWORZEC W KATOWICACH. Trzeba by co prawda zaslonic kioski z owocami i slonymi paluszkami, ale KONIECZNIE pozostawic NIETKNIETY “BAR Z DOMOWYM JEDZONKIEM”. I pani barmanka niech zbombarduje potwora GOLONKAMI wlasnej produkcji, a kiedy już ZLEGNIE – poleje go goraca woda z czajnika i naszpikuje plastikowymi lyzeczkami. Obcy zamienia się w smierdzaca kaluze zoltej galarety, dymi, paruje, znika. Kurtyna, oklaski, lista plac, tantiemy, podziekowania.
Urzad Miasta Krakowa wydal calkiem sympatyczny kalendarz z Falczakiem na każdy dzien i zartem rysunkowym na kartce z weekendem. Najbardziej podobal mi się ten – dwoch odwalonych we fraki gosci siedzi w lokalu i przegladaja rachunek, wlasnie podany przez kelnera: “Bilans naszego ostatniego balu charytatywnego jest taki, ze biedne dzieci sa nam winne 2 500 zl”.

