O MNIE

Moje wlosy wygladaja ladnie drugiego dnia po umyciu.
DRUGIEGO.

Bo PIERWSZEGO dnia po umyciu to nie wygladaja ladnie, tylko co najmniej DZIWNIE. Jest ich duzo i sa we wszystkich kierunkach naraz. Czesanie nie pomaga, tylko je STROSZY.

Wychodzi mi, ze jest na to jedna tylko rada: myc glowe zawsze PRZEDWCZORAJ. Proste, prawda?

O DUCHACH

Wstapilam wczoraj do babci. Babcia ostatnio zle się czula, wiec zajrzalam zapytac o zdrowie, takie tam. Babcia oddala mi przeczytana „Nostalgie anioła”, ale pyta się:
– Myslisz, ze to naprawde jest takie niebo? Ze tak na nas z gory patrza?

(Babcia teskni za dziadkiem).

– Nie wiem, babciu, nikt nie wie, czy jest. Ale nikt nie wie, ze nie ma. No i na przykład u znajomych w domu chodzi nocami dziadek i stuka. Tak łomocze, ze sasiedzi się skarza. – bardzo chcialam babcie podniesc na duchu (nomen, omen).

– CO TY POWIESZ, dziadek stuka? A ja to znalam takie malzenstwo, mieszkali w tym fabrycznym domu przy kosciele. Ona taka pulchna kobietka, spokojna, ale meza miala takiego co mu zona nie wystarczala i chodzil na amory.

(oho!)

– No i powiem ci, ze chodzil do takiej sąsiadki, wdowy. A jej mąż…
– Tej wdowy?
– Wdowy mąż… Swietej pamieci… To za kazdym razem, jak przychodzil tamten w zaloty, to strasznie tłukł szufladami w szafie. Bo kiedyś to były takie szafy z szufladami. I wszyscy sasiedzi wiedzieli, i jego zona tez, ze on siedzi u tej wdowy, bo ten zmarly maz okropnie hałasował.
– Co babcia powie. Aż tak?
– A jedna pani znowu…
– Jezu. Babcia!…
– No bo jedna pani poszła, to przed wojną było, poszla na wies po blachy do pieca i jak wracala, to weszla do kosciola. I była msza za zmarlych, i ona spojrzala na chor. A na tym chorze siedzieli wszyscy ci zmarli, za których była msza! Z dyrygentem! I spiewali, i ona to bardzo wyraznie wszystko widziala. Wszystkich poznala. A to modra kobieta była, moja mame ziolami leczyla zawsze.
– Dzieki, babcia. BOJE SIĘ ISC DO DOMU TERAZ.
– Dziecko! Nie boj się, tu sami dobrzy ludzie mieszkali zawsze. Odkad ja zyje, nikomu się krzywda nie stala. Domu się wlasnego boisz?

Troche się balam.
W dodatku w nocy najpierw pohukiwało jakies stworzenie, a pozniej lał deszcz.
Ale szufladami nikt nie tłukł.
Chociaz tyle.

WATER WATER EVERYWHERE BUT NOT A DROP TO DRINK

Widzialam wczoraj… TO COŚ co zeżarło naszego OBŁEGO!…

Było OGROMNE, ubrane w płaszczyk.
Obłemu tylko głowa wystawała.

Siedze w robocie i obgryzam paznokcie.

Raport tulipana:
– stan sztuk – 17
– kwitną – 2 biale z obwódką i 1 się wykluł pączek takiego oranżowoczerwonego, będzie piękny

Melania ma mnie w nosie.

“TERMINATOR 2” kupiony. Strasznie żylasta ta Connorowa.

"CZY PANA ŻONA SIĘ SZLAJA?"

A na Węgrzech jedna spikerka (prezenterka się teraz mowi, to tak jak wszystkie sekretarki sa od jakiegos czasu asystentkami) rozebrala się do golasa, usiadla przed kamera i oswiadczyla, ze będzie kandydowac do Parlamentu Europejskiego.

I JA JESTEM ZA! I nawet bym na nia glosowala, pod warunkiem, ze nic jej nie obwisa (a pewnie nie obwisa, Wegierki sa bardzo ladne). I tez bym chciala, żeby u nas kampania była taka fajna jak na Wegrzech. No bo kurna, ile można ogladac w kolko te same mordy, wylizie toto i znowu będzie obiecywalo, ze cuda panie i w ogole. To ja wole, żeby się rozebral! I żeby do towarzystwa rozebral prezenterke, a co! Macie pojecie? Jedynka, studio wyborcze, naga Pienkowska przeprowadza wywiady po kolei z nagim Tuskiem, Oleksym i Romanem Giertychem. To prawda, ze apteki musialyby wtedy zwiekszyc zapasy kropli nasercowych, bo nie wierze, żeby ktos bez medykamentow dal rade obejrzec blok wyborczy Samoobrony w takim wydaniu. Ja bardzo proszę i postuluje do Telewizji Polskiej, żeby zrobila ten odwazny krok i przelamala bariery, pod warunkiem jednakowoz, ze nikt nie odwazy się rozebrac Terentiew.

Jeśli chodzi o tulipany, to uwaga – DWA ZAKWITŁY! Sa przepiekne, bielutkie jak cukier, z purpurowymi obwódkami. Obmacalam pozostale i wydaje mi się, ze tez maja pąki. Czyli jednak musialy im zmarznac tyłki. O kazdym kolejnym przypadku zakwitniecia będę meldowac.

A dzis jest DZIEN na miare SWIETA PANSTWOWEGO, dzien wyczekiwany przez N. o dodbrych kilkunastu miesiecy: WYCHODZI NA DVD “TERMINATOR 2”. Czeka mnie najprawdopodobniej bezsenna noc i ogladanie cudownej przemiany złego Arniego w dobrego Arniego i napakowanej Lindy Hamilton. Mogę tego nie przezyc, bowiem już mi cos pękło w lewym oku, które mam cale czerwone i opowiadam w pracy, ze mój facet mnie bije, dzieki czemu wszyscy mnie lubią (bo ludzie lubią nieszczesliwych i tych, co się skarza, a jak ktos ma dobrze i fajnie, to go nienawidzą, nie?).

NORMALNA WIZYTA Z PSEM U WETERYNARZA

Melania w sobote była na manicure.

Kto uwaza, ze obcinanie panokci psu to normalny zabieg pielegnacyjny, to… ma racje, zasadniczo, pod warunkiem jednak, ze nie wchodzi w gre Melania. Bo obcinanie paznokci Melanii przypomina nocleg w Czerwonej Oberży polaczony z wyjatkowo krwawym swiniobiciem.

Po pierwsze, Melania się wyrywa, jakby w nia wstapily demony wszystkich siedmiu kregow piekielnych. Malego kundysa nie sa w stanie utrzymac dwie dorosle osoby. Po drugie, Melania krzyczy.

Nie szczeka. Nie piszczy. KRZYCZY. Wydaje z siebie rozpaczliwy, przeciagly WRZASK, wcale nie psi. I nie ludzki. Za to bardzo, ale to BARDZO glosny. Ostatnim razem, kiedy wyszlysmy z Zebra z gabinetu po zabiegu, wszyscy ludzie w poczekalni (i ich zwierzeta tez) mieli w oczach pytanie “DLACZEGO obdzieraliscie tego biednego pieska ze skory BEZ ZNIECZULENIA?…” – taki to jest bowiem wrzask.

To mamy naszkicowane tło. Tak?

Najpierw Melania zaliczyla spektakularna UCIECZKE SPOD DRZWI lecznicy. Po prostu zrobila W TYŁ ZWROT, zdjeła obrozke przez glowe i dała dyla. Ja za nią. N. za mną. Ludzie się gapia, Mela gna, dobiegla do samochodu i zawahala się, co dalej, i w tym momencie dopadl ją N. i zaniosl do lecznicy.

W kolejce do lekarza Melania przybrala taktykę “na litosc”: rozplaszczyla się, przylgnela do kolan N. i dygotała. Jednoglosnie zdobyla tytul “Najgrzeczniejszego Pieska w Kolejce”. “Ten piesek to chory?” – “BARDZO” – “A co mu jest?…” – “STAN PRZEDZAWAŁOWY”.

W miedzyczasie do lecznicy weszla mama z dwojgiem dzieci. Jeden chlopczyk trzymal w rekach gruba, welniana czapke, najwyrazniej Z CZYMS W SRODKU.
– Co tam masz w tej czapeczce? – zainteresowala się pani recepcjonistka.
– Rybki – mowi dziecko.
– Rybki? Ale do leczenia?…
– NIE – DO SMAŻENIA – zakonczyl rozmowe mój najdroższy N., ku uciesze wszystkich obecnych.

O dziwo, obciecie paznokci obylo się bez krzyku, za to z intensywnym WYRYWANIEM. Ja spiewalam, N. opowiadal Meli bajki, miala obiecywane gigantyczne porcje surowych kurczakow i wiewiórek, i frytek, i naleśników, tylko niech się przestanie WYRYWAĆ. Dodatkowo, przy okazji, skoro już i tak wszyscy byliśmy potargani, podrapani, spoceni i czerwoni na gębach, pan doktor powyrywal Melanii z uszu włosy, co podobno robic należy systematycznie. Bardzo to subtelnie zrobil, wcale jej nie bolalo, chyba powinnam podsunac namiary do niego takiemu jednemu panu, z którym wspolpracuje, a któremu zabieg ten ZDECYDOWANIE by się przydal.

Bardzo kocham mojego małego pieska.

Na nastepne obcinanie paznokci pojdziemy MINIMUM za 3 lata i to pod warunkiem, ze uda nam się kupic skafandry kosmiczne.

UWAGA – SMUTNO!

Moje zycie ostatnio sklada się z pisania pism przewodnich, przesylajacych w zalaczeniu materialy, o których zaakceptowanie zwracam się z uprzejma prosba w pismie przewodnim. Urzednicy, do których zwracam się z uprzejma prosba, nienawidza mnie, ponieważ zarabiam wiecej od nich (powod podstawowy) oraz ponieważ przysparzam im pracy. Gdyby nie moje pisma i materialy, to i tak mieliby swoje biureczka, kaweczki i godzinki od 8.15 do 16.15 i ani pol minuty dluzej. A przeze mnie musza przynajmniej odpisac na pismo. Wiec mszcza się jak mogą, glownie tygodniami calymi przesylajac sobie nawzajem moje kukułcze jaja. Wobec tego w kolejnym pismie przewodnim odwoluje się do coraz dluzszej i dluzszej listy pism przekazanych, na które nie otrzymalam odpowiedzi, i tak nakreca się spirala obledu, praca nie posuwa się do przodu, a ludzie w wojewodztwie Podkarpackim nie moga wyremontowac szkoly.

Nazbieralo mi się tego ostatnio i jestem przygnebiona.

Nie spalam cala noc, bo wyrwal mnie z pierwszego snu radosny SMS od N. o godzinie 00.27 i dupa blada. Nie moglam usnac, czytalam „Dziwny przypadek psa nocną porą”. I pomyslec, ze w dzisiejszych czasach MOŻNA, jednak można napisac ksiazke, zachowujac poprawny szyk gramatyczny zdania i wlasciwa interpunkcję. Okazuje się, ze można.

„Było 7 minut po północy. Pies leżał na środku trawnika przed domem pani Shears. Oczy miał zamknięte. Wyglądał, jakby leżąc na boku, biegł, tak jak biegnie pies, któremu śni się, że goni kota. Ale ten pies nie biegł ani nie spał. Był martwy. Sterczały z niego ogrodowe widły. Musiały przeszyć go na wylot i wbić się w ziemię, skoro nie upadły. Ponieważ nie dostrzegłem żadnych innych ran, uznałem, że zabito go właśnie widłami, bo po co ktoś miałby wbijać ogrodowe widły w psa, który zdechł z innego powodu, na przykład skonał na raka albo zginął w wypadku drogowym. Ale nie miałem co do tego pewności.”
Mark Haddon, „Dziwny przypadek psa nocną porą”