(uwielbiam ś.p. Dobrowolskiego, jogi babu)
Nie ma co ukrywać ani czego się wstydzić – rano mam piękny umysł.
To smutne, ale pierwszą moją myślą po usłyszeniu budzika jest „O KURRRRRRRRRRR…” – czasem ze dwa „r” więcej, czasem mniej. Zanim otrząsnę z siebie resztki przyczepionych dziwadeł sennych (np. tego pana, który mnie ścigał z łopatą po Nieborowie dziś w nocy, a także śniły mi się bardzo krótkie jednorazowe długopisy), zanim logika świata z powrotem wskoczy na swoje miejsce – potrzebne mi kilka – kilkanaście minut.
Dzisiejszego poranka (imieniny Eligiusza) przedarły się do mojego odrętwiałego umysłu dwa niusy Trójkowe:
– pierwszy – o tym, że znaleźli wodę na Marsie (nie lód, tylko normalną, żywą, cieknącą wodę);
– drugi – o tym, ze LPR likwiduje żlobki i przedszkola.
Ja nie wiem, czy to moja szwankująca poranna ocena rzeczywistości, ale np. woda na Marsie jest dla mnie informacja logiczną i pozytywną (nareszcie nadzieja na inteligentne zycie w Kosmosie), natomiast z tą likwidacja przedszkoli… e? To zart taki, tak? Poza tym, dlaczego akurat ZLOBKOW I PRZEDSZKOLI, a nie, powiedzmy, SKLEPOW Z RAJSTOPAMI I POŃCZOCHAMI? Moim zdaniem – zarówno jedne, jak i drugie wpływają negatywnie na pozycie rodzinne (w rozumieniu LPR)! Bo, panie dziejku, baba, miast siedzieć na zapiecku i dziergać skarpetę, a łydke owijac onucą, to się wystroi w nylony i dawaj, szaleć po świecie! I nogę w lajkrze prezentować! Skad w ogole taki pomysl, ze kobieta udupiona w domu wbrew wlasnej woli będzie dobra zona i matka?…
Przy okazji gwiazdkowych akcji „Podaruj dzieciom słońce” może by pomyśleć o jakiejs „Podaruj poslowi 3 deko mózgu albo przynajmniej ze dwie godziny psychoterapii”. Bo pierwsze co mi przyszło do głowy, to – o matko, jakie ci ludzie musieli mieć potworne dzieciństwo. Do ósmego roku życia siedzieli w ziemiance albo pod stołem, wiecznie pijana matka ich kopała, a do zabawy mieli czaszke psa, który zdechł z głodu. A jeśli nie – TO JUŻ NIE WIEM, o co im chodzi, biednym misiom.
Ja chcę na Marsa.

// koniec włamania //