Moj mozg ma tak, ze caly czas sobie brzęczy w tle. Ja na pierwszym planie rozmyslam sobie o sprawach ważkich, tj. „co zjeść”, „w co sie ubrać”, „dlaczego za nic na swiecie nie chcę oglądac Aleksandra Wielkiego”, a ten sobie cichutko, z tyłu, zgryza jakis temat (i później NAGLE budze sie o 3 w nocy z gotowym wzorem na zimną fuzję, hahaha).
I tak mnie natchło (o 3 w nocy dzis) na motywach cywilizacji i epidemii.
Było takie opowiadanie SF, gdzie głowny bohater powiedział, że a co, jesli celem ewolucji jest kieliszek koniaku z cytryną? A caly rozwój ludzkosci miał temu posłużyc.
A mi sie wydaje, ze jest jeszcze straszniej. Bo komu i do czego potrzebna jest cywilizacja?
Wirusom jest potrzebna.
Zeby mogły sie szybciej i sprawniej przemieszczać.
Wyobraźmy sobie naprawde letalny wirus. W dzisiejszych czasach zdechnięcie całej Europy na coś w rodzaju dzumy płucnej to kwestia… dwóch tygodni? Lekarze nawet by nie zdążyli złapać pacjenta zerowego. Ochrona przed rozprzestrzenianiem wirusa, aby była skuteczna, musiałaby sparaliżować wszystkie, ale to wszystkie główne mechanizmy. Zadnego przemieszczania, siedzenie wyłącznie w domu. A jedzenie?… A dostawy prądu, wody, gazu? A wielkie betonowe osiedla? Jak skutecznie odizolowac od siebie tysiące ludzi stłoczone na kilkunastu metrach kwadratowych?… Jak wytropić zrodło zarazy w bezimiennych tramwajach, autobusach, w metrze?
Jedyna nadzieja w tym, że wirusy mają instynkt samozachowawczy i zdają sobie sprawę, że jak ubija wszystkich nosicieli w zbyt krótkim czasie, to zabawa im sie urwie. Koniec jeżdzenia dookoła kuli ziemskiej w te i nazad! Na krowach im sie to nie uda.
Mówie wam. Trzeba trzymac kciuki, żeby nie trafił się jakiś szalony wirus – samobójca, bo normalnie po nas. Będzie jak w „Bastionie” Kinga: szast, prast i po wszystkim.
Wirusy nami rządzą i nie ma przebacz. To ja idę po kawę.