Słonko grzeje, slicznie jest.
(Trochę jednakowoż szkoda, ze od soboty mają być 4 stopnie).
Na ulicach i w miejscach pożytku publicznego pojawiły się, jak to wiosną bywa, pary mieszane. Ich aktywnośc kończyn górnych i odgłosy jakie wydają przywodzą na myśl wyjątkowo wkurzoną ośmiornicę, odrywaną siłą od szyby.
Miałam okazje jechać autobusem z jedną taką parą. Dobrze, ze nie dali mi w zęby, bo nie mogłam od nich oderwac oczu. Ona była słusznego wzrostu blondynką, sporej tuszy, o ładnej buzi, on był ciemny i O POŁOWE OD NIEJ MNIEJSZY – we wszystkich kierunkach. Wił sie wokół swojej wybranki, wydając odgłosy jedzonej łyżeczką galaretki.
I nie, żebym oceniała ludzi po wyglądzie. No… STARAM SIĘ, żeby nie, tak? Nie zawsze jest to łatwe, wiecie. Choćby taka fotkapeel – duże wyzwanie, każdy to przyzna. Ale jasne, siurofkors, że ta pani w sandałach a la szynka babuni na pewno jest strasznie fajna i czyta Prousta.
Jestem natomiast fizjonomistką.
A raczej taka odmianą fizjonomisty, która uważa, że z wiekiem charakter człowiekowi wychodzi na twarz.
Młode oblicza są początkowo nieskażone, jasne, każdy może miec mniejszy czy wiekszy nos czy usta, ale z wiekiem przybywa na twarzy takich… elementów nabytych. I nie chodzi tu tylko o zmarszczki, chociaż zmarszczki tez mówią sporo o włascicielu. Inaczej sie pomarszczy zyczliwa ludziom starsza pani, a inaczej zapiekły z wsciekłosci na cały swiat babsztyl. Nes pa?
I dlatego nie umiem sie przekonac do ludzi, którzy kwieciście wygłaszaja przepiękne prawdy ogólnoludzkie, a z twarzy patrzy im tzw. chujem (kopyrajt by Zebra). Człowiek nie rodzi się ze świńskimi oczkami. Na świńskie oczka trzeba sobie rzetelnie zapracować.
No.
Com rzekła, tom rzekła, a teraz idę wypełniać misję dziejową.