CHCĘ BYC BLONDYNKĄ!

…a nie, kurwa, użerac się z konfiguracją Neostrady na Mac-u.

Po siedemnastokrotnym instalowaniu, deinstalowaniu, podłączaniu modemu po USB, odłączaniu (komputer nie widzi modemu, diody sie nie palą) i od nowa Pani Janowa… Weszłam se do internetu Pecetem.

Po przeryciu wszystkich możliwych forów wyszło mi, że do modemu, jaki zafundowała mi Tepsa – ZXDSL 852 – nie ma sterowników na mojego Maca OSX z Intelem. NIE BO NIE. Nie ma i nie wiadomo, kiedy (i czy) będą. Oszuści cholerni, oczywiście w żadnym miejscu w pakiecie instalacyjnym Tepsy nie ma takiej informacji – że te sterowniki na płytce to owszem, dla Mac-ów, ale jakby nie dla wszystkich.

Rady są dwie:
– kupić router z modemem ADSL lub
– kupic liveboxa od tych je… lernych neostradzistów.

I co ja mam zrobić, droga Gosiu?
Boję się, że router to już jednak ponad moje siły i że prędzej osiwieje, niż go skonfiguruję. A z drugiej strony – skąd mam wiedzieć, że livebox mi zadziała?…

Normalnie paznokcie mi się rozdwajają od tego stresu.

Mam jeszcze taki pomysł, żeby spróbowac naprawic modem, podłączony do Maca, poprzez cykliczne walenie w niego pałką do ubijania ziemniaków. MOŻE ZASKOCZY.

I jak ja sie mam nie denerwować i zdystansować do świata!

KATE MOSS SIĘ SYPIE!

Mój mąż odbywa dziś jakis kolejny quest (z mężczyznami to jest tak, że muszą mieć quest, inaczej są nie do życia), a ja, no cóż, odrabiam zaległości towarzyskie. Na Pudelku i przyległościach, naturalnie.

Jedną z sympatyczniejszych informacji jest ta, że Kate Moss się sypie. Nie, żebym jej źle życzyła – sama wiem, jak to jest, mieć 33 lata i iśc sobie kupowac bikini w Calzedonii. MOŻE I NIE JEST JESZCZE TAK ŹLE, ALE TO JUZ NIE TO, CO KIEDYŚ, że tak powiem. Ale może nareszcie, NARESZCIE przestaną nam wmawiać, ze ta laska jest ŁADNA, do kurwy nędzy.

Frytka sie skarży, że są takie dni, kiedy nie ma co do garnka włożyc. Biedactwo!… Zostały mi dwie torebki brązowego ryżu HALINA, jakbys Frytko przechodziła z tragarzami nieopodal.

Ale zupełnie rozsmarowała mnie Amy Winehouse, kobieta, która budzi we mnie uczucia ambiwalentne: śpiewa jak anioł, ale wygląda jak COŚ BARDZO DZIWNEGO, jest chuda jak trup, cała w bliznach i tatuażach, z tyłu ma OGON, no i ten makijaz… Ale oto co powiedziała, odbierając nagrode za piosenkę roku:

“Trochę mam to wszystko w dupie. Dziękuję. To prawdziwy zaszczyt. Teraz pójdę się upić.”

Lubię Amy 🙂

W KOSZYCZKu – JABLUSZKO, W JABŁUSZKU – ROBACZEK!

Szalenie podoba mi sie nicnieróbstwo.
SZALENIE.

Mogłabym zawodowo leżeć całymi dniami na leżaku i czytac “Historie medycyny” (wiecie, ze Chińczcy uczą sie wyrywania zębów palcami, a trepanacje czaszek u ludów pierwotnych wykonywane były ptaktycznie co drugi dzień, żeby dostarczyć DOBREJ JAKOŚCI SUROWCA NA AMULETY?…).

W ramach obiadu wykonałam Bardzo Dziwny Makaron z Sardynkami (w ostatniej chwili okazało się, że nie mam pomidorów w puszce, i wzięłam keczup Pudliszek… no bardzo to wyszło… INTERESUJĄCE).

Kawał Andrzeja mam juz zrobiony.

dziesiec lat temu sama bym na siebie napluła, za to co teraz powiem, ale powiem, ze KOBIETY NIE SĄ STWORZONE DO PRACY ZAROBKOWEJ. Kobieta o wiele lepiej się czuje, bumelując w domu.

Podrzucilibyscie człowiekowi jakiegos fajnego escape the rooma, co?…

Z PAMIETNIKA BEZETATNIKA DZIEN DRUGI

Piszemy.
Okazalo sie to czynnoscia szalenie stresujaca.

Mnie najbardziej uspokaja robienie na szydelku, rozpoczęłam zatem bieznik (ściegiem filetowym). Mam juz dla niego imię – nazywa sie Andrzej.

Zawsze to cos mi zostanie po tej szalonej przygodzie z szołbiznesem.

Rotacyjnie robimy eksperymenty “Ile się czlowiek moze nie myc”.
(“Latają już nad toba muchy?” – “Na razie owocówki!” – “E, to jeszcze słabo! Wytrzymaj jescze pare godzin!”).

Żywię się dziwnymi rzeczami, bo nie mam czasu odchodzić od komputera. Np. wczoraj zjadłam kubeł makaronu wymieszanego naprędce z pesto, ktore okazalo się chyba przeterminowane, bo bardzo mnie pozniej męczyło.

A adrenaliny mam więcej, niż podczas najbardziej krwawych awantur w robocie. Tak mi cały czas we łbie huczy, ze nie mogę spać.

Matko kochana.

No nic. Musze dodac Andrzejowi pięc okienek w następnym rządku.

ROZWAZANIA CZŁOWIEKA SIEDZĄCEGO W DOMU

Na poczet tego żeby zobaczyc, JAK TO BĘDZIE NIE MIEĆ ETATU, wzięłam cztery dni wolnego.

I siedzę.
I patrzę co się dzieje z człowiekiem.

(na razie człowiek siedzi od rana w Internecie i gra w bąble. Stęskniłam się za Bablami, bo nie mam ich w pracy. Wlasnie wypaliły mi siatkówkę trochę).

Tak się zastanawiam, jak to będzie być NA UTRZYMANIU MĘŻA.
Bo od 10 lat dysponowałam wlasną pulą odcinków płatniczych, które nie raz zdarzyło mi się ulokowac nieco fantazyjnie.

Czy to będzie tak, że mąż wręczy mi raz na tydzień 20 złotych i powie KUP BUŁKI, PARÓWKI A ZA RESZTĘ SIĘ UBIERZ? (na szczęście on je nie parówek).

A co będzie, jak powie „SKORO JUŻ SIEDZISZ W DOMU, TO ZRÓB MI OZÓR W GALARECIE”.

Aaaaaaaaaaaaaa!… NIGDY W ŻYCIU nie ugotuje ozora… nigdy… i nie obiore go ze skóry… Widziałam raz ugotowany ozór przygotowany do zdjęcia skóry… aaaaaaaa!… Słabo mi.

NO więc siedze i tak dumam.
I pije piatą herbatę Dilmah.
Po ilu herbatach zabiera człowieka pogotowie?

JEZUSIE JAK MNIE PLECY RYPIĄ!

W tej części zaras nad tyłkiem.
Co to może być za cholera pasiasta?
Jak normalnie lubie sobie pospac w weekendy, tak mnie wygoniły z łóżka. Za cholerę nie da się leżeć dłużej z takim bólem pleców.

(I może co? Może mam zacząc kurna… JEŹDZIĆ NA ROWERZE, zeby przestało?… Albo SPACEROWAĆ?… I co jeszcze?…)

Qurrito w KFC jadły?… Bo mi smakuje.
Nietłuste wogle. Takie DIETETYCZNE, nie? Zerokaloryczne. Z ananasem, to sie liczy jako sałatka, nie?…

I dzis mam znowuż wery bizi dej i wiecie co. Dojrzałam do tego, żeby pirzgnąć etat. Dziesięć lat mi to zajęło, żeby stwierdzić, że na takim etacie to się netto traci, a nie zyskuje. Traci się to co w życiu najważniejsze. Czyli czas na głupoty. A ten czas mozna super fajnie wykorzystać w inny sposób. Na przykład siedzieć na tarasie, machać nogą, pić kawkę*, pisac maile do przyjaciółek, robić kolację dla męża, pasac guniaki czerwczyki, czytać kryminały…

No.

* Dokonałam ostatnio super odkrycia. Otóż ja w pracy pije rozpuszczalną neske – FUJ, ale pomaga mi funkcjonowac. No i jedna kolezanka mnie poczęstowala takim czyms, co sie nazywa SLIM COFFEE i powiem wam, że jest PYSZNE! Znaczy – mi smakuje, bo tam jest mnóstwo cykorii, ekstrakt z zielonej herbaty plus dodatkowo jakieś witaminy i minerały, bo to ma wspomagać przemiane materii, ale głównie chodzi mi o ten smak – smak kawy zbożowej, normalnej takiej naszej kawy zbożowej, którą uwielbiam. Chyba się na to przerzucę.

NA POMOC SŁOWACKIM NIEDŹWIEDZIOM

Czy ja naprawde nie mogę mieć chwili spokoju, zając się pracą, domem, ogrodem…

Krew mi się w żyłach ostatnio zestaliła na wieść, że Słowakom niedźwiedzie za bardzo obrodziły tego roku i muszą cześć odstrzelić. Konkretnie POŁOWĘ. CZTERYSTA. Musza ubić CZTERYSTA NIEDŹWIEDZI bo mają osiemset i ponoc jak na Słowację to za dużo.

Co za bandyci!…

W DODATKU PODOBNIEŻ te niedźwiedzie to UCHODŹCY z Ukrainy na przykład albo z Rumunii. No ludzie! Takie biedne niedźwiedzie przedzierają się przez granicę… Przeprowadza je ubrany w moro świstak z partyzantki… Przybywają do Słowacji całymi rodzinami, krzyczą „Wolność, wolnoooooooość!” i padają sobie w objęcia… Po czym zza krzaka wyłania się słowacki myśliwy z fuzja i…

Nie, nawet nie mogę myśleć na ten temat.

(Czasem Hanka mnie mityguje „Wyobraź sobie takiego niedźwiedzia, skołtunionego, z nieświeżym oddechem, pijanego i z kupą przyklejoną do futra!”)

(A mój mąż twierdzi, że niedźwiedzie żywią się OWOCAMI LEŚNYMI I MIODEM. Że może owszem czasem złapią sobie rybę, ale bez przyjemności. Kocham go)

Musimy cos z tym zrobic i ja proponuje te niedźwiedzie sprowadzic do nas. Do Polski. Mamy dużo miejsca – zmieszczą się. Co to jest, czterysta miśków. Nawet nikt nie zauważy różnicy.

Może uruchomimy akcje PRZYGARNIJ MISIA i każdy będzie mógł sobie adoptowac słowackiego niedźwiedzia, co? Ja bym jednego wzięła. Przebrałabym go w cygańską sukieneczkę i prowadzała ze sobą na smyczy do pracy.

Świetnie by się wkomponował.

CO BY TU…

Siedze i nie mam co z rekami zrobić. Nie mam pracy domowej na dzisiejszy wieczór!

Wobec powyższego kupiłam nowego Clarksona i czytam.

Jak ja go nienawidzę!

Nienawidze go za to, że pisze DOKŁADNIE to, co ja czuję; opisuje to, co myslę, a w dodatku robi to w TAKIM stylu, że ja nigdy, przenigdy bym tak nie napisała, nawet gdybym żyla 400 lat i terminowała u Bułhakowa.

Nienawidzę tego wielkiego rozrabiaki.

Poza tym znowu wpadłyśmy w histerię i rozważamy problemy w stylu “Jeśli mężczyzna pisze do ciebie ‘MYSZKO’ to znaczy, ze cię lubi, czy ze ZAMIERZA CI POWIEDZIEĆ COS STRASZNEGO BO ONI ZAWSZE SĄ MILI, KIEDY CHCĄ NAM ZROBIĆ COŚ STRASZNEGO”.

No czy ja wiem.
Myślicie, że np. mężowie alkoholicy sa MILI dla swoich żon, zanim połamią im żebra, wybiją zęby albo przypala papierosami?… Że przedtem mówią do nich “MYSZKO”?…

PS. Oraz obejrzałam “Jabłka Adama”. MATKO BOSKA. Jaka jestem pozamiatana.

O TRAUMATYCZNYM WEEKENDZIE I PORZADKACH

(Najbardziej na świecie boje się pająków – dziś po N. jeden latał, i tak się wydarłam, że N. mi powiedział „A teraz idź przeproś sąsiadów!” – a zaraz po pająkach boję się, kiedy mój mąż sprząta. Właśnie teraz sprząta, usunęłam się zatem pokornie w kąt, żeby mnie nie owinął folią i nie wystawił obok śmietnika w szale porządkowania).

W ramach spędzania weekendu umyłam frytkownicę.
Japierdolę.
Więźniowie w ramach resocjalizacji powinni dostawać frytkownice do mycia. Paris Hilton zamiast odsiadki powinna umyć frytkownicę. Na spotkaniach odchudzającym grubasy powinny dostawać frytkownice do mycia i powinno im się wizualizować, że ich tłuszcz i cellulitis jest właśnie taki ohydny, lepiący i niemożliwy do umycia.

Było to strasznie traumatyczne doświadczenie i na nim powinnam zakończyć, ale – nie nie nie! Zachciało mi się obejrzeć WOJNĘ ŚWIATÓW z Tomkiem Krusem.

Film jest szalenie poruszający, Tomek w roli zbuntowanego ojca zakochanego w byłej żonie jak zwykle wymiata, ale najpiękniejsze było zakończenie.
Powaliło mnie na kolana.

Zakończenie wyglądało tak, jakby do ekipy na planie przyszła żona Tomka Krusa i powiedziała „Tomek do domu! Zapomniałeś, że wydajemy dziś obiad dla tych twoich masonów scjentologów? Jazda mi skrobać kartofle!”, a Tomek posłusznie spakować tornister i wyszedł z planu trzaskając drzwiami. Reżyser za nim wołał „Panie Tomku ale panie Tomku! No jak to tak! I co my teraz powiemy widzom!”. A Tomek mu na to: „Spoko, panie Staszku, powie się, że to zarazki!”

I jak umyślili, tak zrobili.
Tomek poszedł do domu skrobać kartofle, a widzom się powiedziało, że ufoków wykończyły zarazki.

No bo co. Zarazków mamy się wstydzić przed byle ufokami?…

(Boże, naprawde się boję, za oknem apokalipsa z piorunami, a jak spytałam mojego męża „Kochanie, ale co ty robisz?” to mi odpowiedział „NIE BÓJ SIĘ STARA – porządek też jest dla ludzi!…”)

Idę sobie chlapnąc winka.