"KOŃ Z SOLĄ? SOLIKOŃ!"

Lubię sobie znajdować fajne zajęcia w weekendy. Tedy umyłam lodówkę. Lodówkę – potwora. Rozebrałam ja na kawałki i umyłam je w wannie. Ciekawe, czy teraz ja złoże z powrotem.

JAK DORWĘ kogoś, kto mi ROZLEJE MLEKO w lodówce albo wsadzi jakieś OCHŁAPY Z GRILLA NIE OWINIĘTE W FOLIĘ – zatłukę.

Albo nie.
ZANIM ZATŁUKĘ, będzie musiał UMYĆ LODÓWKĘ. Całą. Szczoteczką do zębów. A potem zatłukę.

Co u Szczypawki?
Ma się świetnie. Nie chce jeść smażonego sandacza. A ja owszem. I brzuch mnie teraz boli. O. A mówi się, że ryby zdrowe.

Doszłam w Capital City do odcinka, w którym Max przyjechał do Warszawy. Bardzo mi się spodobała wizualizacja moich rodaków jako niedomytych kolesi w skórzanych kurtkach i z wąsami oraz romantyczna kolacja Maxa, podczas której spożywał kiełbasę z tłuczonymi ziemniakami na stole nakrytym ceratą w biało – niebieską kratkę.

Kto nie widział na Youtube występów duetu “Two Polish Boys”, ten trąba.

PADA. PO PROSTU LIPIEC (NIE MINISTER)

Pająk mi drogę przebiegł.
Ale nie profesor.
Bez tytułu naukowego, za to z ośmioma nogami.

Spędziłam dzien na zastanawianiu się, jak by tu sie okazac suką po tym awansie. Na razie wymyśliłam, że:
– będe rano zabierała listę, stawiała haczyki za 3 min. spóźnienia i kazała pisać wyjaśnienia ze szczegółami;
– będe zwoływała zebranie na 16.10, spóźniała się pół godziny i mówiła, że teraz to juz muszę iść, ale spotkajmy się wobec tego jutro za pięć ósma;
– będe chodziła po pokojach, zaglądała każdemu przez ramię w monitor i pytała “A czym się teraz zajmujesz”;
– każę wszystkim napisać RAPORT OTWARCIA, a w nim – co zrobili przez ostatni rok oraz jakie mają cele i gdzie widzą się w departamencie za rok;

Ma ktoś jakies fajne pomysły? Zeby poszło w eter, że jestem MEGA STRASZNĄ SUKĄ i żeby nie chciał u mnie pracowac żaden następny kosmita (na razie mam listę oczekujących jak na przeszczep nerki, cholera jasna!).

Oraz jadłam wczoraj przepyszną zupę.
Karaibska się nazywała.
Chyba była z sokiem pomarańczowym, a może z ananasem… Cytrusy w każdym razie, ale zupa wytrawna i w ogóle przepyszna. Na forum Kuchnia na gazecie nie ma przepisu. Ma ktos pojęcie, jak taką zupę wykonać?…

NOCĄ WAS ZASKOCZĄ

Śmiejcie się wszyscy z profesora Pająka… Śmiejcie… Tylko ciekawe, co powiecie, kiedy nagle PĘDZĄCY UFONAUTA NAWIEDZI WASZ DOM!

MÓJ WŁASNIE NAWIEDZIŁ
WCZORAJ
W NOCY

Wtargnął mi do lodówki!!!!!!!!!!

Przysięgam!

Siedziliśmy w kuchni… N. wyjął coś z lodówki, zamknął drzwi i nagle CAŁA LODÓWKA ZACZĘŁA ŁOMOTAĆ, jakby tam w środku COŚ siedziało i gwałtownie chciało się wydostać.

Chryste Panie, co przeżyłam, to moje!
N. też lekko zzieleniał na twarzy.
Po jakiejs minucie przestało, ale żadne z nas się nie rwało sprawdzić, czy zdechło tam w środku, czy jakoś wylazło przez agregat, a może się przyczaiło za słoikiem z dżemem?…

Zawsze się trochę bałam tej mojej lodówki, nie dość, że czasem dyszy jak Darth Vader (ma nawet taką ksywę, np. N. mówi “znowu coś się zaśmiardło w Vaderze”), to jeszcze, okazuje się, udziela noclegu włóczącycm się po Ziemi ufonautom.

No i tak o.
“Co robicie w sobotę wieczorem?” – “A, nic specjalnego, mamy UFO w lodówce”.

Odkrywam coraz więcej pozytków płynących z posiadania MacBooka. Na przykład – nie musze oglądać “OSĄDZONEGO” ze Sly Stallone, tylko normalnie kładę sobie maczka na kolanach i puszczam Capital City.

Aaaaaaaaaaaaaaaa! Jak ja kochałam ten seriaaaaaaaal!…

Kochałam się w Declanie i Hudsonie (nienawidziłam żony Hudsona, głupiej zdziry, która go zostawiła z małym dzieckiem) i chciałam byc taka jak Michelle i w ogóle JAK DOROSNĘ BĘDE MAKLEREM (dopiero po rynkach kapitałowych mi przeszło – o kurnamać JAKIE TO SĄ NUDYYYYYYYYYYYY), Boże i ta Sirkka normalnie bierze i wypija butelke Bolsa z lodem…

Ach.
Piękny serial.

Muszę schować masło do lodówki.
A JAK ON TAM SIEDZI?…

PS. Aaaaaaaa!… Może to TO mi wpadło do lodowki?…

BAB KATAR

Oj tam!
Rzeczywiscie.
KATAR W LIPCU.
Tez mi cos.
Pfffffff!

(z przodu zamiast nosa zwisa mi coś a la RURA OD DOKURZACZA bardzo starego i zniszczonego i zapchanego)

Doprawdy jaka ja jestem delikatna, jak nie przymierzając stułbia jakaś.
Dostałam kataru bo ZMOKŁAM JAK PIES przedzierając się w najgorszą ulewę dwa dni temu do ministerstwa (niech oni wszyscy sierścią porosną!), a dziś do pani notariusz.

Booooooooooże, pani notariusz normalnie aż długopis z reki wypadł.

– No ja nie mogę tak… od razu! Na szybko! Pani widzi co tu się dzieje!

(Rozejrzałam się. Kanciapa w lekko starej kamieniucy, zupełnie pusta, jeśli nie liczyć ziewającej przy biurku solarki z tipsami długości 6 cm).

– Noooooooo… Ja dziś oszalaję! – wrzasnęła pani notariusz – Pani da ten dowód! Ale to dopiero wpół do czwartej będzie do odebrania!

Była pierwsza.

– Ja zaczekam – powiedziałam, albowiem nie uśmiechało mi się wędrować w te i nazad po skondinąd opiewanej w wielu pieśniach stolicy.

I zaczekałam.

Pani notariusz nerwowo grała w pasjansa na swoim komputerze.

Solarka z tipsami mozolnie wklepywała do komputera jakies tajemne receptury.

Za półtorej godziny pani notariusz westchnęła ciężko, oderwała się od pasjansa i powiedziała:

– Panią proszę!

I wpusciła mnie do gabinetu.
Tam przy ciężkim stole odczytała mi treśc upoważnienia.

Wyjęłam jej papier z reki. Poprawiłam literówki, imiona, nazwiska, imiona rodziców, numery PESEL, NIP, skreśliłam kilka niezbyt korzystnych dla mnie zapisów, poprawiłam nieco ortografię, gramatykę, przecinki postawiłam, gdzie ich rola, a nie gdzie korespondowały optycznie z daszkami i ogonkami.

Pani notariusz nawet sie nie pogniewała.

– No widzi pani. Jak mam taki dzień jak dziś, to zupełnie nie moge sie skupić!

(TO ZNACZY JAKI?)

Zaledwie za 40 minut treśc upowaznienia była przepisana na nowo, ściągnięta dwukolorowym sznurkiem, opieczetowana 60 pieczątkami. Tipsiara kończyła wypisywać rachunek.

60 złotych.

Pfffffffff!
Za 3 godziny pracy?…
To mi by sie nie chciało tak harować za ledwo 60 zybli!
Naprawdę, co ten nasz naród chce od notariuszy! Że za dużo zarabiają? Co to za zarobek, rzeczywiście!

A pani notariusz trochę się przestałam dziwić, ze siedzi w takiej odrapanej kamienicy.

W drodze powrotnej do biura połamało mi parasolkę i zmokłam jak stary wodołaz.

Oraz dostałam awans.

Jesli chodzi o awanse i podwyżki, rozgryzłyśmy z Hanką system: Jeśli jesteś miła i pracowita – to cię zwalniają. Jeśli masz wszystko w dupie i mówisz to głośno – to cię awansują i dają ci podwyżki.

Tak to wygląda.

To cheers. Idę pić wino z mężem.

HITY HANKI I INNE CIEKAWOSTKI

No ja nie mogę, Hanka to zawsze znajdzie TAKIEGO HITA, że ojapierdole. Tym razem znalazła Prof. dr inż Jana Pająka , który zajął się jednocześnie wyjaśnianiem ewolucji Boga, UFO na ziemi, jednolitej teorii wszystkiego, napędem magnetycznym, cudownymi uzdrowieniami oraz rozwiązywaniem kostki Rubika. NARAZ. W dodatku ilustrując wszystko własnoręcznymi zdjęciami.

Chyba do niego napiszę z prośba o zdjęcia UFO z jego autografem. Albo o zdjęcie Jana Pająka z autografem UFO.

Słaby jest?…

A mnie wkurwiają ekolodzy.
Jak mnie wkurwiają ekolodzy, to nie mam na to w ogóle słow.

Organizacje ekologiczne zajmują sie głównie organizowaniem bankietów charytatywnych, których efekt finansowy jest taki, że ginące pandy sa na koniec winne organizatorom jakies 200 tysięcy dolarów.

Ekolodzy i ekolożki wpierdalają sie na wszystkie możliwe konferencje dotyczące wszystkiego, gdzie najgłośniej gardłują i mają najmniej do zaproponowania. Do dzis pamiętam, jaka miałam ochote udusic Elizabeth z WWF na konferencji poświęconej zrównoważonemu rozwojowi, kiedy wszyscy już chcieli sobie iść, a ona napierdalała trzy godziny przez mikrofon, a pózniej zeżarła całego łososia z bufetu. W dodatku jak większośc ekologów ubrana była w najdroższy garniturek, ze skórzanym paskiem, a buty i torebkę miała z krokodyla.

Gdyby organizacje ekologiczne przeznaczyły swoje ciemne fundusze na schroniska dla psów, to każdy pies miałby własną manikiurzystkę i bekał z przejedzenia kawiorem.

Doprawdy, ze wszystkich ludzi na Ziemi wole już profesora Pająka niż ekologów.

Bardzo sie cieszę, ze Clarkson ma to samo (chociaż on ich nienawidzi za to, że szkodzą inzynierom. Ja mam tak samo z finansistami. Finansista to człowiek, który nigdy w zyciu nie stworzy niczego pożytecznego, tylko będzie ci zawracał dupę, żebyś dał mu do łapy swoje pieniądze, za co w dodatku będziesz musiał mu bardzo dużo zapłacić).

Skoro już jesteśmy przy wkurwianiu – to wkurwiają mnie ludzie, jeżdżący lewym pasem. Oczywiście, jada oni lewym pasem: maluchem, polonezem tranzytem, wartburgiem, rozlatującym się żukiem, fiatem 125 pe i nigdy nie przekraczają prędkości 50 km na godzinę, i nigdy, NIGDY nie zjadą na prawy pas, żeby przepuścić cały ogon samochodów, które jadą za nimi i trąbią, ponieważ a) nie mają lusterek wstecznych w swoich gratach, b) sa głusi, c) są niewidomi, d) sa nieprawdopodobnymi chamami, e) nie wiedzą jak zmienic pas lub włączyć kierunkowskaz, gdyż prawo jazdy ukradli.

Osobną kategorią pojazdów na lewym pasie są ciężarówki, które jadą konwojem na prawym pasie, przy czym jednemu sie nudzi, więc zjeżdza na lewy pas i zrównuje się z kolegą, żeby z nim pogadac przez otwarte okno.

Czterdzieści minut.

Wraca na prawy pas dopiero, kiedy korek na Katowickiej sięgnie Częstochowy, a policja przyśle helikopter, żeby sprawdzić, co to za masakra.

W dodatku boli mnie gardło od klimatyzacji.

Chyba odkryję jakis międzynarodowy spisek związny z MAFIĄ KLIMATYZACYJNĄ, na dowód tego, że na ziemi mieszka UFO. I mieszka w klimatyzatorach.

NIE NIE NIE! MIALO BYC NA LUZIKU!

No przyszlam do pracy odpocząc i co?

I teraz jedna taka małpa, co przez cały rok miałam z nią na pieńku, chyba robi moją laleczke voodoo, żeby jeździc po niej czołgiem, bo całkiem nieźle jej się dziś dostało trochę przeze mnie. Bo mi już naprawdę nie zależy i wywalam co myslę (tj. ja zawsze wywalam, co myślę, ale starałam się być dyplomatyczna, a teraz już mi sie nie chce opierdalać i naprawdę czekam na dzień, kiedy mnie zwolnią, bo nie chce mi się latac z obiegówką, a jak sama się zwolnię, to będe musiała, a ci jak na złe mnie dowartosciowują! No cholery można dostac).

W dodatku na koniec dnia mój mąż obraził sie na Castoramę, dzięki czemu w niebyt odeszła wizja daszku z płyt poliwęglowych – OHYDY, na którą sie UPARŁ jak kozioł, a ja płaczem i błaganiem nie byłam go w stanie namowic na nic innego. No to dziś sie pokłocił z panami z Castoramy i normalnie będzie blacha.

I Boże, jest jakies nowe menu w Pizza Hut, a ja co? Jak mawia Sosko – a ja w przysłowiowej dupie.

Nawet nie miałam czasu zamówić sobie Bubleja na Merlinie (kocham Bubleja odkąd po raz pierwszy go usłyszałam, ale miałam na niego szlaban, bo N. był zazdrosny. DO SOBOTY. W sobote zobaczył klip z Bublejem – który umówmy sie nie wygląda jak Mister Gay Universum, tylko jest normalnym, ciapkowatym grubawym kolesiem – i mu odpuścił. I teraz moge sobie kupic jego płyty! Hura hura hura!).

Za to zamówiłam (w piątek) Anię Dąbrowską.

Ona tez ma takie pozytywne fuidy w głosie. Jak Bublej.

ORAZ ALBUM SEXBOMBY. Chłopaków z Sexbomby kocham za “Molo” i za “Pędzę do cieeeeeebieeeeeee światłowodeeeeeeeeeeem – halooooooooo, to jaaaaaaaaaaa…”

Dobra. Bo sie rozmarzyłam 🙂

WEEKEND Z DODĄ W RMF FM

Słuchali państwo?…

Straszliwie jestem skołowana. DObrze, że jutro do pracy. Odpocznie człowiek trochę.

Mielismy w weekend polsko-hiszpańską wymianę doświadczeń. Głównie kulinarnych. Tak juz jest, że pokazujemy sobie nawzajem swoje ojczyzny od kuchni. Tym razem kompetiszn wygrała wątróbka drobiowa z jabłkami i suszoną śliwką! Widac tak to już jest, jak się człowiekowi przejedzą wszystkie kawiory, szampany i homary. Wątróbka najlepsza. Zaraz po wątróbce – ozór w galarecie mojej babci (tj. żeby nie było niedomówień – galareta była mojej babci, nie ozór. Ozór za zycia należał do jakiejś Krasuli, świeć Panie nad jej łaciatą duszą).

Wina człowiek trochę popił (bo przecież nie przyjechali z pustymi rekami! Lubię tych naszych gości z Hiszpanii), złapał troche języka (“Esta careterra es muy mal!”), nie wyspał się…

No muszę odejść z tej roboty, bo naprawdę. Brakuje mi czasu dla Szczypawki.

PS. Po hiszpańsku – duchy domowe – espiritos.

PSPS. Oraz widzielismy miliardy bocianów. Po hiszpansku – ciguenias.

PRÓBY ODPOWIEDZI NA TRUDNE PYTANIA

W robocie lekka mendoza.

Staram się przebywac myślami gdzie indziej, co udaje mi się naprawde prześwietnie. Troche czasem zapominam, że nie jestem u siebie na blogu, tylko w realu – w białej koszuli, z wizytówką, z poczta przychodzącą – i zdarza mi się wbiec do sekretariatu z okrzykiem “KOŃ LIZAŁ PIERSI ANDŻELINY DZOLI!!!!”.

Swoją drogą, co na to obrońcy zwierząt!
Cholera wie, co ona tam ma, w tych cyckach, zatankowanych na full, i czy to przypadkiem nie wyłazi przez skórę i nie jest trujące dla koni! Moim zdaniem, to skandal. Koń powinien dostać wysokie odszkodowanie. Natychmiast.

Co do skorków.
Czy skorkom podnoszą się uszka po czapim?
Obawiam się, że wątpię.

Tak myślę, że Hanka ma wiele racji. Te wszystkie stworzenia obserwują nas uważnie, udając bezrozumnośc, a tak naprawdę to one sa prawdziwymi władcami świata i BLISKI JEST DZIEŃ, KIEDY SPUSZCZĄ NAM ŁOMOT. Wyobrażacie sobie inwazję ślimaków na Francję?…

Idę robić Andrzeja.

TERAZ TROCHE O SLIMAKACH LUDOJADACH

Dobra! Dosyc na razie tej techniki (panstwo wyjątkowo zgodne: livebox wek, kupic ruter. Dobra, tylko zeby potem nie bylo, ze nie bedzie mi mial kto pomoc w konfiguracji, tak? Oczekuje PELNEJ GOTOWOSCI). Ja zawsze wolalam metafizyke od fizyki i opowiem zaraz piekna historie o slimakach ludojadach.

Proszę usiasc wyodnie i zaopatrzyc sie w drinka, bo to nie na słabe nerwy jest.

NO WIĘC.
(wszystkie fajne historie zaczynają się od NO WIĘC).
moj mąz przywiózł z questu kawał smażonego sandacza.
SĄ TACY CO PRZYWOŻĄ ŻONOM PERŁY i diamenty – on przywozi ryby.
Na tego sandacza nie mógł jednakowoz patrzeć, bo zeżarli ze szwagrem siedem kilo tego specjału, więc udał sie on, ten sandacz, do lodówki.

Po odbyciu stosownego vacatio legis moj mąż postanowil poczęstować sandaczem Fryderyka, Kota z Siódmej Czeluści Piekieł.

(Fryderyk jak na swoje lata ma się nieźle, sprowadził sobie kilka lubieżnych kocic – preferuje umaszczenie czrno – białe – i dmucha je w co słoneczniejsze dni na trawniku na wporst okna babci, która to ze zgrozą mi pozniej opowiada – “NO LEDWO CHODZI a jeszcze mu się na amory zbiera!”. Tak, że o).

Wyniósł, ułożył estetycznie, nieco rozdrobnił.

Za jakies piętnaście minut mowi – chodź, zobaczymy, czy Fred go zjadł.

WYCHODZIMY
A TAM
DOOKOŁA SANDACZA
WIANUSZEK
i wyglądało to NAPRAWDĘ potwornie

SLIMAKÓW takich ohydnych, tłustych, jak napisal Clarkson – z rodzaju tych sans un maison.

O MATKOOOOOOOOOOOO BOSKA!

JAK TE SLIMAKI zwąchały padlinę, ja się pytam, i zleciały się z całego ogródka?… W kwadrans?… Jak one musiały biegiem zapierniczać!…

I CZY ONE SĄ GROŹNE DLA LUDZI?
Slimak zjada sandacza, człowiek zjada sndacza, czy to jest jakos przechodnie na SLIMAK ZJADA CZŁOWIEKA?…

Chcialam tylko przypomniec, ze jakis rok temu czatował na mnie pod drzwiami ŚLIMAK WIELKOSCI SZCZENIĘCIA i ja się wtedy ha ha ha, smialam, ze ooo, jaki duzy slimak PEWNO KOSMITA. No i kurna teraz mam. CAŁY OGRODEK KOSMITÓW LUDOJADÓW. Musze sie przed nimi barykadować w domu, bo a nuż przysnę w fotelu i obudzę sie CAŁA POKRYTA ŚLIMAKAMI?… A co bedzie, jak wlezą na górę do sypialni?…

JAKBYM SIE NIE ODZYWAŁA jakies dwa tygodnie
to wyslijcie kogos, zeby sprawdzil
czy nie wpieprzyły mnie SLIMAKI.

Mówiła wasza Riplej.