Jest taka akcja, że pies przyjechał do biura. Razem z budą (zwaną Grotą Łokietka). Trochę jest grzeczna, a trochę się drze, w każdym razie – żywa i dziarska w swoim żółtym ubranku. Za to ja owszem niewyspana i wymięta. Na nic przepiękne cienie Urban Decay, wyglądam jak małpi tyłek. O. Taki początek roku. To zjem pączka wiedeńskiego na pocieszenie.

