Bociany odleciały, dni już krótsze, a wieczory chłodne. Miałam mały ataczek paniczki na widok czerwonej jarzębiny (wiadomo, co niesie w koszu Pani Jesień, jak idzie lasem – od przedszkola nam to wpajają).
Byliśmy grupowo nad jeziorem na Warmii. NA WARMII. Krzyczałam na wszystkich, jak mówili „Ale tu ładnie na tych Mazurach”, bo ktoś musi nosić te kagańce i krużganki oświaty, nieprawdaż. Pływaliśmy elektryczną łódką i katamaranem, bo tam jest strefa ciszy – bardzo fajne, nie chlapie i paliwo nie śmierdzi, a Mangusta nawet wchodziła na SUPa. Z grupy w porywach do sześciu osób (plus jamnik) była tylko jedna osoba, która nie zanurzyła w jeziorze nawet palca u stopy – zagadka, kto to był? TAK, TO BYŁAM JA (podobno woda była ciepła – well, mamy trochę inny zakres temperaturowy).
Jedna koleżanka przyjechała z podwójnym bagażem, bo przywiozła całe naręcze ciuchów z lumpeksów. Jest mistrzynią lumpeksów – zawsze znajdzie piękne kolorowe kiecki, świetne koszule, spodnie, kiedyś byłam z nią w malutkim sklepiku – ja nie widziałam nic, a ona rzuciła okiem na wieszaki i wyciągnęła przepiękną spódnicę w słonie, jak z jakiegoś filmu kostiumowego o arystokratkach w latach dwudziestych. Po prostu jedni mają oko do takich zakupów, a inni kompletnie nie. No i ona nie dość, że kupuje dla siebie, to jeszcze jak znajdzie ładne a nie w jej rozmiarze, to obdarowuje koleżanki. I tym sposobem dostałam przepiękne spodnie w paski. Co ja się naszukałam spodni w paski, ale każde były nie takie – a to za długie, a to sztywny materiał, a to zupełnie piżamowe, a to skrojone tak, że kończą mi się pod pachami i wyglądam jak Obeliks. A ona wyciąga z torby IDEALNE – wiskozowe, powiewne, z eleganckim paseczkiem i mówi PRZYMIERZ. No i mam wymarzone spodnie w paski, jakich nie znalazłam w żadnym sklepie od wczesnej wiosny.
Powiedziałam jej, że musi organizować takie wycieczki z przewodnikiem po lumpach, jak w Hiszpanii robią po barach – ja się od razu zapisuję.
Po powrocie poszliśmy do mojej ciotki na gołąbki (zaprosiła nas, nie, że na krzywy ryj) i ona mówi:
– W tym tygodniu pani na rynku będzie miała anielskie skrzydła.
Zawiesiłam się z gołąbkiem w pysku, bo wyobraziłam sobie kobietę ze śnieżnobiałymi, pierzastymi skrzydłami, stojącą za ladą straganu – ale jak, wyrosną jej przez tydzień? Czy będzie miała przyczepiane? W sierpniu? Sezon na skrzydła to jest raczej pod koniec grudnia? Musiałam mieć dziwną minę, bo moja ciotka doprecyzowała:
– Te kwiatki, co wyglądają jak uszy słonia!
No chyba że tak. Teraz już tylko zostałam z wizją aniołów ze skrzydłami jak uszy słonia. Też pięknie.
Wnioski są takie, że jeziora na Warmii wyglądają jak Malediwy, a ja zrobiłam już cztery prania i jeszcze mam całą górę w kolejce. Nie wiem, dlaczego – przecież się nie przebieraliśmy cztery razy dziennie!
A na deser upolowałam w Bonito wznowiony cykl o Gateway. Moje oryginalne wydanie chyba skończyło pożyczone komuś (mam kilku podejrzanych ananasów na liście – i ananasice – którzy nigdy nie oddawali pożyczonych książek), a w dodatku miałam tylko pierwszą część. A tu wydali cztery części w dwóch tomach – już do mnie jadą, razem z najnowszą książką Elizabeth Strout; nie mogę się doczekać.
A na wyjeździe znowu miałam sen o szkole, szukaniu klasy i zaległościach z historii. Koleżanki mówią, że mam nieprzepracowaną traumę. Co zrobić, żeby ją przepracować – może przelać jajko?…
A mnie się wydaje, że mi sąsiedzi pranie podrzucają, bo przecież to niemożliwe, żeby tyle tego było…
Ej, teraz mnie ciśnie, co to za kwiatki!
Też się zawsze tej Warmii czepiam, że to nie Mazury 😛
W Krakowie w grudniu ustawiają na rondach takie świetlne dekoracje, nie wiem, pewnie żeby jeszcze bardziej zdezorientować kierowców. W zestawie jest anioł z trąbką. No i podsłuchałam kiedyś babcię z dziecięciem w autobusie. Dziecię pyta babcię : a co to? a babcia niewzruszona – no jak to? słonik! tu ma trąbę, tu ma uszka…(tak mi się skojarzyło)
W kwestii przepracowania traumy:
Pójść do szkoły i nadrobić zaległości?
To dopiero byłby koszmar.
Też zawsze mam cztery pralki prania po powrocie z wakacji- nawet, jak wyjeżdżam tylko na kilka dni 🙂