Majówka, majówka i po majówce – kalendarzowo i pogodowo. Za oknem listopad, w kalendarzu poniedziałek, a mieliśmy taki koniec wyjazdu majowego, że będzie mi się śnił po nocach jeszcze długo.
Byliśmy w Borach Tucholskich, gdzie z założenia jest przepięknie, a jeszcze we wsi co stacjonujemy wysiali rzepak PO HORYZONT. I nie dość, że to wygląda, to jeszcze pachnie – i człowiek chodził taki oczadziały i robił zdjęcia temu pohoryzontu, bo to jest naprawdę niesamowity widok – i z daleka, i z bliska. Tak, oczywiście, że cykałyśmy sobie fotki w rzepaku, ale odpowiedzialnie i po ścieżce. Żaden rzepak nie został pozbawiony życia podczas fotografowania (na stojąco, bez tarzania się, kucania i tym podobnych nieodpowiedzialnych zachowań).
A na dodatek obok był kanał Brdy i kaczki gągole. Tyle lat przeżyłam i nie miałam POJĘCIA BLADEGO, że mamy u nas w kraju taką piękną kaczkę, właściwie gabarytowo trzy czwarte kaczki i na dodatek czarno – białe. Wyglądają bardzo ładnie i stylowo, taki przedwojenny Paryż, powiedziałabym – totalnie widzę je nad Sekwaną, jak gardzą rzucaną bagietką. A mój mąż jak zwykle serwował trudne zagadnienia, jak na przykład – jakiej płci był ptak drapieżny, którego widzieliśmy kiedy polował (no ciekawe, jak z takiej odległości sprawdzić ptaku płeć – ma cycki? Za daleko żeby zauważyć, poza tym ptaki nie mają cycków, tylko piersi).
I była piękna pogoda, tylko jakoś coraz gorzej znoszę łowienie ryb dla rozrywki. Nawet tych robaków mi szkoda (dowiedziałam się, że importujemy ochotkę – już naprawdę, NAPRAWDĘ ten świat spłonie, jeśli opłaca się wozić z zagranicy robale w pudełkach), a dżdżownic to już w ogóle, chociaż to nie dżdżownica, tylko dendrobena i jako taka stanowi gatunek obcy. Ale wygląda znajomo. (Faceci pojechali na zakupy i spytali się, czy coś chcemy – na co my, żeby nam kupili coś ładnego. Po powrocie pytamy, co dla nas mają, a te gady „Dżdżownice. Chcecie długą czy krótką?”).
A zakończenie wyjazdu było z mocnym pierdolnięciem, bo na lokalnym SOR (który podobno w ogóle nie wygląda jak w amerykańskich serialach).
Wyszło wznowienie opowiadań Henry’ego Kuttnera – z czego się bardzo cieszę, bo stare wydania mam częściowo poszarpane, a częściowo gdzieś zniknięte. I ja patrzę, a w nowym wydaniu Lible są Lybblesami i mówią „Świat jest mój” zamiast „Świat należy do mnie”! No po prostu – SKANDAL. No już dobrze, niech będą te Lybblesy, ale „Świat jest mój” w ogóle nie brzmi. W ogóle! „Świat należy do mnie” było o wiele, wiele, wiele, wiele lepsze i powinno zostać.
W ogóle z niczym nie nadążam ostatnio, Drogi Pamiętniku. Nawet nie wiem, co nowego w serialach (zakończenie „Białego Lotosu” mnie wkurwiło – rozumiem, że ten serial ma właśnie takie przesłanie, a nie inne, ale i tak się zdenerwowałam).
Jestem programowo przeciwna nowym tłumaczeniom – ZAWSZE są gorsze.
Ja dostałam szoku termicznego wysiadając z samolotu z Rzymu. Taki teochę efekt mrożący na zakończenie majowki
Ale jak to na SOR-ze?
Ha, jak się punkt widzenia zmienia z punktem leżenia… ja w Czechach, a tu rzepak to symbol domieszek do biopaliw, symbol zła i niszczenia agrokultury, syfiasty pył i pustoszenie pól uprawnych… 😉
mam nadzieję że ten SOR to przez przypadek się napatoczył i nic poważnego nikomu się nie stało…
Mnie tez wkurzyło zakończenie Białego Lotosu, choć się niestety spodziewałam właśnie takiego :/ I zdarza mi się myśleć o nim. Oraz o tym, jak wiele drobnych rzeczy, decyzji, głównych bohaterów i pobocznych, doprowadziło do takiego zakończenia. Wystarczyło powiedzieć wcześniej coś innego i mogłoby być inaczej.
A ponieważ nie chcę nikomu spojlerować, to nawet nie mogę tutaj z Tobą przegadać innych wątków 😉
Ha! Co do dzdzownic to mój mąż zamówił paczkę – najpierw obczytawszy fora dla domorosłych ogrodników – i zdecydował się na dżdżownice polskie (bo ryją głębiej niż np. kalifornijskie, które nadają się z kolei do kompostowników) i kazał mi je wypuścić na trawnik, a potem pilnować, bo kosy sie zlatywały na ucztowanie.
Ale z kolei ktoś narzekał na tym forum, że dżdżownice narobiły mu w ogrodzie kopczyków, więc to nie taka prosta sprawa. Przy kopczykach skisłam i przestałam słuchać.