O TYM, ŻE NIE MA SIĘ CO ŁUDZIĆ – JESIEŃ

No dobra, kto ma doła i chce się przyłączyć? W temacie „już nigdy nie będzie takiego lata” (takich wędlin, takiej coca coli). Teraz już tylko pająki, zgnilizna i ciemności po piętnastej. Zaokrąglając w górę – życie nie ma sensu, co stwierdzili nawet filozofowie i Monty Python, a czasoprzestrzeń się ugina (patrz – odkrycie fal grawitacyjnych). I do Hiszpanii nie jedziemy – no znikąd nadziei, znikąd. 

Dobrze, że jeszcze wino zostało na tym łez padole – w związku z czym wpadły wczoraj koleżanki; przyniosły zupę, przystawki, w zasadzie całe przyjęcie, plus kolorowe peruki i mężów. Faceci cały wieczór gadali o samochodach, ale zabawa z perukami była świetna (chociaż ja nie umiem nosić grzywki – miałam pełne oczy kolorowych kłaków i nic nie widziałam). W związku z czym mam dziś lekutkiego kaca (ale N. ma większego) oraz dostałam w prezencie pierścionek.

Piękny i praktyczny, prawda? Po pierwsze, pasuje do wszystkiego, a po drugie – jakby się trafił niemiły albo nudny rozmówca, to bez specjalnego wysiłku można mu wybić ząb, albo przynajmniej usunąć licówki. Zawsze lubiłam praktyczne prezenty.

No i leje. Nie lubię jesieni (zimy bardziej, ale jesieni też).

7 Replies to “O TYM, ŻE NIE MA SIĘ CO ŁUDZIĆ – JESIEŃ”

  1. Pokazałam zdjęcie z pierścionkiem mężu. Na powiększeniu. On nie wie kto Ty. Spytałam: Ile ona ma lat? On: No tak z 35? No to spieszę donieść 🙂 Ciepła życzę 🙂

  2. lubie jesien – na jeziorach, na plazy prawie pusto – z pensjonatu wyjezdzaja ostatni wczasowicze (to ci sami z plazy) – jeszcze troche i wyemigruje w cieplejsze okolice czyli do domu.

    • Nie znoszę. W Hadze pada i wieje, tak że łeb urywa. Albo deszcz leci poziomo. Zwiewa ludzi z rowerów, a już na pewno taką melepetę, jak ja. Bo przecież prawdziwy Holendrzy, to sobie jescze papierosa zapalą. W Warszawie pizdzi i pada, ochlapują mnie samochody i mam doroczną pielgrzymkę po lekarzach z Ojcem. W tym jedną wizytę w Radomskim Centrum Onko. To nie jest coś, na co przesadnie czekam. Poza tym, home office w połączeniu z tą podłą pogodą oznacza areszt domowy na 5 jebaniutkich miesięcy.Przerywany jedynie miotaniem się miedzy NL i PL. Bo normalnie miotalabym się jeszcze między biurem, biurem firmy i licznymi biurami klienta. Zawsze jakieś urozmaicenie plus zakupy.
      Teraz to nawet nie wiem, czy SPA rezerwować.

  3. Jeju, jak to nie lubicie jesieni? Dla mnie niepojęte. Ja kocham jesień, a najbardziej listopad. Jesienią: nie muszę pielić i podlewać ogrodu. Mogę tylko żreć co wyrosło. Nie muszę obsługiwać gości w pensjonacie, bo z końcem lata zawieszam działalność. Na jesień i zimę przeprowadzam się do Berlina, i tu nikt mnie nie pyta, dlaczego mam takie białe nogi? I jeszcze dużo innych faktorów składa się na moją miłość do jesieni…..na przykład mam dużo czasu na dzierganie, czytanie, oglądanie filmów i tak dalej….. PS Miłe koleżanki poszukiwane :), Ela

  4. Ja tez nie lubię jesieni. I nie byłam jeszcze na wakacjach, moja córka wyszła zamąż(!), a ja jeszcze nie.
    Za to czartery na Kanary latają i nie zawaham się ich użyć (wizzair z Eindhoven też lata). I w listopadzie bedzie nowy Dehnel. To mnie trzyma przy życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*