Chyba jednak jestem Zła Kobieta. Psow nie karmie (bo ze mna nie mieszkaja, ale jakby mieszkaly, to tez bym pewnie zapominala karmic), kwiatkow nie podlewam (z premedytacja). Zwijam skarpetki po trzy różne. Nawet nie ze zlosliwosci, po prostu – zwykle mi zostaja trzy rozne, to je zwijam.
W ogole nie rozumiem wycieczek do Praktikera i jak N. bierze do reki nastepne zielone urzadzenie Black’n’Deckera, to niestety wyrywa mi się „O JEZUUUUUU SIEDEMNASTE TAKIE SAMO I PO CO CI?…” i przyznam ze tlumaczenie, ze szesnascie poprzednich umie odkrecac tylko takie i takie srubki i to tylko w jedna strone, a to już umie W OGOLE WSZYSTKO NA SWIECIE lacznie ze stawianiem horoskopow… no wiec, TAKIE tlumaczenie trafia do mnie SREDNIO.
W domu natomiast W OGOLE NIECZUŁA JESTEM jak zimna ryba i kaze mu np. SCHOWAC SIEKIERE która 4 dzien lezy na stole obok kominka. Mam za swoje, bo teraz od 2 tygodni na stole obok kominka stoi BELGIJSKA SKRZYNIA NA BRON, do ktorej się cala mieszcze. Wiem, bo wlazlam na probe. Trzeba było się nie czepiac tej siekierki, skrzynia się bardziej w oczy rzuca…
Ale najgorsze jest to, ze haczę. Oj, jak haczę… A chlopaki mowia, ze kobieta jak HACZY, to jest ZLA KOBIETA.
No i co to teraz będzie?…