NA POTĘGĘ POSĘPNEGO CZEREPU!

Kruca fix, pogoda się poprawiła.
Już miałam tiny-tajny nadzieję, że akcja JACHT zostanie odwołana z uwagi na deszcze, a tu ci masz. Przestało padać.

(Boje się głebokiej wody, boję sie niestabilnych powierzchni, na łódkach buja, chce do mamy).

Na zdjęciach z Lanzarotte najładniej wyszła jastszurka.
Zagadka: kto ma więcej zdjęc? Ja czy wulkany? Ja czy winnice? Ja czy kaktusy?

Ależ.

(Boże, jak mi się nie chce iśc kończyć artykuł na poniedziałek. NIECH MNIE KTOŚ KOPNIE W DUPĘ.)

Z tą NASZA KLASĄ to trochę tak na razie lekka ściema. Głównie odnalazłam Hankę, Change’a i Piotrka. Co jest o tyle dziwne, że nawet nie zdążyłam ich zgubić.

Aha i słuchajcie, ja wiem, że ten kawał był juz na wszystkich blogach, ALE TO NA WSZYSTKICH, ale on mnie tak rozwala, ze ile razy go słysze, to płacze ze śmiechu:

– Babciu, nie widziałaś moich tabletek, miały napisane “LSD”?…
– Pierdolić tabletki, wnusiu, widziałaś kurwa tego SMOKA W KUCHNI?…

A dziś mojej babci imieniny!…
A ja sie głupia zastanawiałam, co jej kupić 🙂

O HOROSKOPACH I OUTFITACH

Ale mam horoskop na dziś:
„Pamiętaj, że mężczyźni, mimo, że są przekonani, że jest inaczej, najczęściej nie są domyślni i ich intuicja pozostawia wiele do życzenia. Swoje oczekiwania czy wątpliwości przedstaw spokojnie, ale jasno, bez jakichkolwiek alegorii. Tylko poprzez jasne postawienie sprawy możesz uzyskać jasność swojej sytuacji.”

No ludzie! Tak, jakbym o tym nie wiedziała od paru ładnych lat.
No więc jasno stawiam sprawę: OBIADU DZIŚ NIE BĘDZIE! (Jasno, nie? Krótko, czytelnie bez niedomówień).

Jesteśmy zaproszeni na jacht w niedzielę.
(Za oknem plus cztery i woda lejąca się cebrami).

No ale nic. Ruszyłam się wystylizować. Kupiłam kurtkę (na jacht), apaszkę (na jacht), okulary (na jacht).

Pierwszy zonk nastąpił, kiedy mój mąz obejrzał propozycję outfitu, roześmiał się, pocałował mnie w czoło i powiedział, że obcasów na jachcie nie nada. I że spoko, założę trapery i będzie git.

HALO?
Od pasa w górę Grace Kelly, a dołem harcerka w Bieszczadach?…

Drugi zonk nastąpił jak zaczęło w nocy lać i jeszcze nie przestało. Te (ciemne) okulary nie mają wycieraczek, wiecie.

A trzeci gwóźdź do mojej outfitowej trumny wbija dziś moja najbliższa przyjaciółka Haniuta: „Puchowke??? BOZE JAK TY SIE NIE ZNASZ!!! Nasiaknie puch woda i pojdziesz na DNO!!!!!! Jak fortepian ta od fortepiana sciagnal pod wode! MUSISZ MIEC SZTORMIAK i DMUCHANY PONTON, co sie pociaga za linke i on sie napelnia powietrzem, albo taka KURTKE RATUNKOWA, ze jak pociagniesz za linke to zminia sie w ponton!!!! Masz ja na sobie, CIAGNIESZ , i ciabach jestes w wielkim nadmuchanym pontonie!!!
Boze, jakie szczescie ze masz mnie, bo widze, ze tam w Polsce Centralnej jestescie dosc slabi z ratownictwa morskiego!…”

WSZYSTKO PRZECIWKO MNIE!
Poza tym błagam: czy Jacqueline Bouvier – Kennedy – Onassis nosiła na sobie PONTONY, jak spacerowała po jachtach swojego starego? I ZAŁOŻĘ SIĘ, że miała obcasy. Troche nie wyobrażam sobie Jackie O. w traperach.

CHYBA KTOŚ PRÓBUJE MNIE ZROBIC W BALONA.
A właściwie w pontona.

PS. O proszę,, co sie na swiecie dzieje – A PODOBNO TO JA JESTEM PSYCHICZNA!…

O MENU

Co my tu dzis mamy w menu…

Pamela Anderson miała w menu, i to na własnym weselu, wieprzowe parówki i tort z kartonu. Zuch dziewczyna. Pamiętam jak dziś dyskusje o menu na moim weselu, ile mnie to kosztowało nerwów i łez, a i tak teściowa się obraziła, bo NIE BYŁO LODÓW. Naprawdę, jaka ja byłam głupia, zamiast tupnąć nogą i zakrzyknąć SPOKÓJ MI TU! BO BĘDĄ WIEPRZOWE PARÓWKI! Ale człowiek młody to głupi i się przejmuje (zamiast rąbnąć sobie setkę wódki, zapalić Sporta i roześmiać się ochryple). Brawo Pamela.

A propos wódki – to książę Harry piję wyżej wymienioną nosem. Bardzo rezolutny z niego młodzieniec. Mamy tu lokalnie w rodzinie opowieści o jednym takim, co pił wódke okiem – myślę, że chłopaki znaleźliby wspólny język. I z tym, co otwiera kapslowane butelki oczodołem – myślę, że też.

A poza tym – to nuda, nuda, tu u nas w Polsce Centralnej – nuda. Bo na Wybrzeżu to dzis mają przynajmniej namiastkę Armageddonu, a my tu?…

Nic tylko ziewać.

Idę przeobrazić dwa bakłażany i puszkę pomidorów w symfonię kulinarną do makaronu typu tagliatele.

O TAJEMNICZEJ MAŚLANCE

Everybody decydujący się na ogród powinni znać Pierwsze Prawo Ogrodów: Ogrody produkuja biomasę (która następnie trzeba sprzątać i pakować w worki, albo kupić sobie lamę. Jeden nasz sąsiad sobie kupił dwie lamy).

(No chyba, że się cały ogród wyasfaltuje albo pokryje betonem. Jest to pewne rozwiązanie).

Liście, trawa, gałęzie, suche badyle, szyszki, orzechy… Samych liści mamy już kilka wielkich worków, a to jeszcze nie koniec.

Oraz grzyby.
Nasz ogród postanowił w tym roku wykonac plan sześcioletni w zakresie produkcji grzybów. Tych jadalnych i tych nie.

Tych jadalnych ususzyliśmy cały piekarnik i jeszcze ciągle N. natyka się na podgrzybki i koźlaki (koźlarze?). Muchomory mamy najpiękniejsze na świecie – wypisz wymaluj jak z książeczek dla dzieci o krasnoludkach – narkomanach, co mieszkaja pod muchomorkiem. Mamy olszówki, gołąbki (białe i cytrynowe), surojadki, oraz takie cóś niedużego w kępkach, co w potwornej masie porosło nam dębowy bruk pod altaną.

Wczoraj się za to zabrałam. Wyrwałam tego draństwa PIĘC WIADEREK (pełniutkich). Co mi będzie podłoge zżerało. Jak tak wyrywałam, to nawet mi przyjemnie pachniało i myslę – a może to jest jadalne? Wygląda miło, twardziutkie jest, pachnie powiedziałabym zalotnie, może by na kims przetestować?… Tylko na kim?… Na kandydatach do debaty?…

Z literatury i doświadczenia wiem, że z grzybami nie ma co przesadnie eksperymentować, więc te parę wiaderek mojego grzybka halucypka spod altany trafiło do kominka.

Wieczorem się wyciągnęło atlas i się sprawdziło.
Otóż, wywaliłam spod altany pięc wiaderek niejakiej MAŚLANKI. Czasem mylnie branej za rodzaj opieńki.
Tej maślanki były w atlasie trzy rodzaje – na moje oko niczym się nie różniące – opisane jako: „smaczny grzyb jadalny”, „lekko trujący” oraz „silnie trujący z bardzo jadowitymi toksynami”.

I bądź tu człowieku mądry. Wyrzuciłam pięc wiader smacznego jadalnego czy jadowitego zabójcy?…

I ufaj tu człowieku grzybom.
Ja tam nadal uważam, że to kosmici.

DLACZEGO…

…wygnanie z Raju wszyscy zwalaja na Ewę?…
Że to ona z tym wężem i to jabłko od niego wzięła…

A otóż JAK NAJBARDZIEJ WINNY JEST ADAM!

Bo – kiedy Ewa rozmawiała z węzem – GDZIE BYŁ WTEDY ADAM?
NO?
Gdzie?

Podpowiem wam: BYŁ NA RYBACH. Albo – grał w piłkę. Albo pojechał na rajd 4 na 4, albo pojeździc na motorze… w każdym razie – URWAŁ SIĘ Z CHAŁUPY, a ile można, no ile, SIEDZIEĆ TAK SAMEJ I GAPIĆ SIĘ NA CZTERY ŚCIANY i nie mieć do kogo gęby otworzyć? NO? ILE? W dodatku jak już WRÓCIŁ z tych RYB, bunkrów, motorów, maczu, jachtów… To myslicie, że się do Ewy odezwał po całym dniu?… hę?… A SKĄD! Dopadł do komputera i siedział na forach tematycznych o CZĘŚCIACH DO SAMOCHODU i APARATACH FOTOGRAFICZNYCH albo NOWOŚCIACH WĘDKARSKICH… A ona wołała go na kolacje i wołała… A on jej mówił NIE MAM CZASU i sprawdzał, ILE MAŁYSZ MA PUNKTÓW w pucharze świata albo CO TAM NA GIEŁDZIE…

NO MÓWIE WAM
Kobita po prostu musiała z kims pogadać.

Tak mi się wydaje.

MUSIMY SIĘ SPOTKAĆ

– Czas się spotkać! – oznajmiła mi pewnego dnia od rana Haniuta. – Musimy się spotkac, mam nowe filmy, to obejrzymy!
– Obejrzyjmy – zgodziłam się. – A jakie?…
– A mam tu taki jeden. Czekaj, gdzie ja mam ten opis… O jest: „Pewnego dnia, człowiek specjalizujący się w demaskowaniu zjawisk paranormalnych, zatrzymuje się w Hotelu Dolphin. Wszystko co do tej pory go spotkało, to nic w porównaniu z tym, co czeka na niego w pokoju 1408”…
– Bardzo piękny! A długi?
– Półtorej godzinki.
– A to znajdź cos jeszcze, nie będę się do Gdyni wlokła na jeden film.
– A dobrze. Pa to: „Zawodnicy odkryją, że naprawdę muszą walczyć o przeżycie – przeciwko rodzinie paskudnie zdeformowanych endogamicznie kanibali, którzy planują bezwzględnie ich zmasakrować”
– Przepiękny! Zachęciłaś mnie. Ale przydałoby się cos na deser!
– No na deser od dawna mam „ATAK GIGANTYCZNYCH PIJAWEK” przecież – o proszę: „Znikąd, w wodzie pojawiają się wielkie pijawki i atakują. Mimo braku kończyn i dziwnie podejrzanie ludzkiego wyglądu udaje im się zaciągnąć w odmęty bagna swe ofiary”.

No jak tak, to tak.

Faktycznie, musimy się spotkać.

O CHLEBIE, ŻABIE, TULUPACH I JAJKU

Ech, ta nasza Hanka, ona to dopiero jest trendsetterka. Wystarczyło, że napisała kaszualnie na blogu „NIE JEM CHLEBA” i co? I po kilku dniach we wszystkich serwisach alarmujące newsy – „POLACY JEDZĄ CORAZ MNIEJ CHLEBA”. Aż strach pomyśleć, co będzie, jak napisze, ze np. lubi pasztet z małych foczek.

A Japończycy wynaleźli przezroczystą żabę!
Co to jest za zmyślny naród!…

A Polacy co wynaleźli?
Polacy wynaleźli POWTÓRKE DEBATY.
Tak tak. THE DEBATY. Matki wszystkich debat. Debaty, którą przez tydzień żył CAŁY NARÓD.

Mam klika wniosków racjonalizatorskich do organizatorów – żeby nie było tak, jak po tej pierwszej, że zapytani, KTO ZWYCIĘŻYŁ, wszyscy zgodnie odpowiadali, że Monika Olejnik.

Po pierwsze – trochę więcej fantazji!
Debata IMHO powinna odbyć się NA LODZIE.
Prowadzic powinien Krzysztof Ibisz.
Sędziować – Doda i Edyta Górniak.
Pan Premier powinien być ubrany na biało, a pan Były Prezydent na czarno – aczkolwiek obaj z cekinkami i w pelerynach, żeby tak za nimi ładnie powiewaaaały przy potrójnych tulupach.
Oceny sędziów powinny objąc walory techniczne i artystyczne.

Po drugie – pytania powinny pochodzić od telewidzów i być nadsyłane SMS-ami.
Ja już mam pytanie.
Chciałabym zapytać dyskutantów, co sądza na temat teorii tej pani z Monty Pytona o brontozaurach (tej, że brontozaury są cienkie z jednego końca, pośrodku grube i znowu cienkie na drugim końcu).

Albo w ogóle powinna być tablica jak w Jeopardy i żeby mogli sobie wybrac , np. „Wybieram kategorię SŁUŻBA ZDROWIA za czterysta”.

Jakies to powinno być bardziej z jajem, panowie organizatorzy, takie – bawiąc uczy, ucząc bawi, a przynajmniej żeby kolorowo było.

A na śniadanie mam jajko na twardo. Jak nie przymierzając Paris Hilton w więzieniu.

FAKTYCZNIE BYŁ BANKIET

W tym sezonie whisky pija się z dynią.
Whisky z dynią!
Oczywiście, ze tego do ust nie wzięłam.
Moim zdaniem, jedyne prawidłowe połączenie whisky i dyni następuje wówczas, gdy whisky podawana jest w wydrążonej dyni.
Natomiast moje przyjaciółki i owszem. Degustowały.

Ale już nie wirowałyśmy. O NIE. CO TO TO NIE.
Trochę te aktorki a za ładne, żeby się człowiek czuł komfortowo na takim bankiecie, psia krew. Człowiekowi się wydaje, że się ubrał, uczesał, jakoś tam wygląda, aż tu nagle (WTEM!) przemknie mu się taka Edyta Olszówka albo Iza Kuna jak ten kwiat, no i kupa – następuje dość gwałtowna rewizja poglądów. Dobrze, że bar był open, a wino wyśmienite.

(A mój mąż zjadł pasztet, a Hania później załamywała ręce, że A CO JEŚLI TEN PASZTET STATYSTOWAŁ i MIAŁ GRAĆ do rana?…)

A na śniadanie po hucznym bankiecie najlepszy jest hamburger z wielkim kotletem z krowy, jeszcze ociekającym posoką.
Sprawdziłam na sobie.
MNIAM.

NEWS I SEN

Elisabeth Taylor, lat 75, właśnie po raz dziewiąty wychodzi za mąż.

O.
I to jest news!
Niech się społeczeństwu nie wydaje, że kobiety po 30-stce to już nic nie mogą i licza się tylko te młode, chude siksy.
NIC BARDZIEJ MYLNEGO.
Dopiero po 70-tce damy popalić!

Oraz śniło mi się, że podrywał mnie olbrzymi Rosjanin o imieniu Dimitri. Dał mi w prezencie perfumy “Anna Karenina” (zapakowane w takie cos plastikowego ze zrywaną folijką, jak ser). Bardzo do mnie przemówił dramatyzm przesłania i poszłam go odwiedzić.

Zaprowadził mnie do swojego pokoju, gdzie było mnóstwo pianek do nurkowania (Dimitri był nurkiem, świetnie zbudowanym) oraz sznurki, na których suszyło się pranie. Za chwilę przyszła żona Dimitriego i jego córka. Przedstawił nas sobie nawzajem, żone miał bardzo ładną i jakąś zatroskaną, zapytała mnie, czy mam zamiar się przeprowadzić.

Oburzyłam się.
Miałabym mieszkac z żonatym facetem?… Moja matka by tego nie przeżyła!…

Oznajmiłam jej, że w żadnym przypadku i zaczęłam zbierać ze sznurków pranie, które – jak się okazało – było moje.

Dimitri dał mi w międzyczasie do powąchania jeszcze jedne perfumy, które skomponował na moją cześć.

A teraz idę poszukać w sieci sennika, w którym znajde hasło “zbierać ze sznurka pranie u rosyjskiego kochanka”.