Chyba naprawdę musimy się przeprowadzić.
I nawet nie chodzi o to, że raczej by wypadało, bo jakby trochę zbudowaliśmy dom.
Chodzi mianowicie o bałagan w starym domu.
Który osiągnął stan krytyczny. I albo go rozminujemy poprzez częściową ekspedycję do nowego domu (ubrani w kombinezony próżniowe, naturalnie, i wyposażeni w pojemniki z ciekłym azotem i liczniki Geigera), albo całość imploduje i narodzi się nowy Wszechświat. Taki nieduży, lokalny.
Moja matka ściga mnie z katalogami firan.
Matko Boska, firany.
Czy da się tego uniknąć?…
Jeśli chodzi o firany, to nie czuję, że stoję na pewnym gruncie.
I owszem, nienawidzimy października, ale listopad tez nie cieszy – teraz każdego dnia można spodziewać się śniegu. SNIEGU!!!!!!!!!!
Ałaaaaaaaaaaaaa!…
Chyba czas na herbate i małą depresję.