Ja lubię KLAMRY KOMPOZYCYJNE, więc pozwolę sobie zamknąć weekend lekkim podsumowaniem:
a) okropnie się przemięsowiłam; absolutnie muszę się odmięsowić, nawet już zjadłam tak zwanego kalafiora pod pretekstem (pod pretekstem zjedzenia z tym kalafiorem kostki masła z toną bułeczki);
b) pogoda to już zaczęła mnie w pewnym momencie martwić, bo u nas NIE MA TAKIEJ POGODY, tyle dni z rzędu – jak nic Ruskie znowu coś rozpylają, doszłam do wniosku – hel, albo Czernobyl, na szczęście zaczęło padać;
c) zadzwonił urząd skarbowy:
– Pani złożyla PIT-a internetem tak???
– Nie, papierem.
– A no to ja nie wiem, ale w marcu pani zapłaciła 11 złotych za mało. W sierpniu 13 złotych za dużo. Ja nie wiem, korektę pani musi złożyć. Niech to pani biuro do mnie zadzwoni. Suma się zgadza, ale co z tego!
Japierdolę, jakie to państwo jest ze mną NIESZCZĘSLIWE. Zamiast być kolejną bezrobotną pobierającą wszystkie możliwe zasiłki i leczącą się na jego koszt z alkoholizmu, to nie dość, że płacę podatki, tworzę miejsca pracy, to jeszcze CHCIAŁAM JE ORŻNĄĆ, to państwo, na jedenaście złotych w marcu, i mimo, że oddałam w sierpniu, to pani ze skarbowego (mila, ale co z tego!) ma ze mną PROBLEM. Co roku ma problem, bo co roku placę. Jak Boga kocham, w końcu przekonam tego N., żebyśmy wyjechali na te Kanary, bo tu państwo ma z nami SAME PROBLEMY. W dodatku w JEGO urzędzie skarbowym nigdy nie ma problemów, a moim – dla odmiany zawsze. Dlaczego się jeszcze nie przemeldowałam, to nie wiem. A, wiem! Bo nienawidzę urzędów, wolałabym zabijać Minotaura w labiryncie, niż chodzić do urzędu jakiegokolwiek.
d) mój mąż właśnie słucha piosenki PO HISZPAŃSKU o pięknej piętnastolatce. Noooo, lekko mi to pedofilią trąci jednak! Oraz – chyba zaczynam rozumieć hiszpański. Niemniej jednak – DOIGRAŁ SIĘ – idę oglądać "Pingwiny z Madagaskaru".
e) koleżankom moim, wysyłającym ZACHĘCAJĄCE linki do sklepów internetowych z odzieżą, butami itp. mam do powiedzenia jedno: DEZYNFEKUJCIE SZYJE SPIRYTUSEM, ALBOWIEM UPIŁUJĘ WAM GŁOWĘ ZA CHWILĘ.
f) a ten księżyc z wczoraj?… Prawie czułam, jak porastam sierścią. Fenkju.