(Czy zimny, okopcony boczek z grilla prosto z lodówki ma
jakieś kalorie? Nie, prawda? Wszystkie zamarzły i zdechły, prawda?).
Znacie ludzi, którzy wyjeżdżają na wczasy i na wycieczki
głównie po to, żeby po powrocie pisać skargi? JA ZNAM 🙂 (ale nie powiem, bo mi
zostaną upiłowane różne części ciała i to bez znieczulenia ani nawet
solpadeiny). Zerknęłam sobie ostatnio na jakieś forum turystyczne i naprawdę,
powiadam państwu, że niezbadanymi ścieżkami chodzą wymagania turystów. I nie
mówię tu o sytuacjach, w których biuro odwołało wyjazd, zamieniło hotel (choć cześć
ofert ma możliwość zamiany hotelu, trzeba czytać, no ale komu się chce) czy
zmieniło pory wylotu, co może nie jest końcem świata, ale upierdliwe, zwłaszcza
z dziećmi itp. Rozumiem też, że jeśli się oszczędza przez cały rok na wymarzone
wakacje i jedzie do hotelu zachwalanego jako pięciogwiazdkowy luksus, a wita
nas zwisający z sufitu grzyb w łazience i karaluch machający przyjaźnie odnóżem
z prześcieradła, to może człowiekowi coś we łbie pęknąć. Tak.
Ale na przykład skarga „Na śniadanie było ciągle to samo!”.
I to jest niezaprzeczalny fakt, bo na śniadanie zwykle bywa
bufet, a w nim: jajecznica, jajka sadzone, jajka gotowane, bekon, kiełbaski, sery,
wędliny, warzywa do skomponowania sałatki, owoce, suszone owoce i orzechy, jogurty,
wybór pieczywa zwykłego i słodkiego, naleśniki, soki, woda, płatki, miód,
dżemy, mleko. CIĄGLE TO SAMO! Ale nawet, jeśli wybór jest skromniejszy, to niech
mi ktoś podpowie, ile jada w miesiącu różnych śniadań. Tak, żeby się nie
powtórzyło. Bo ja osobiście pas (powiedziała, wyrzucając przez ramię do kosza
na śmieci pudełko po serku wiejskim, trzecie w tym tygodniu).
Następne cudo to widok z pokoju. Że nie taki. Oczywiście, również
pomijam opcje pt. „za dopłatą widok na palmę / uskrzydlonego serafina / plażę /
grubą kobietę z brodą”, bo wtedy to bez dyskusji.
„Co będziecie robić na wakacjach?” – „Siedzieć w pokoju i
patrzeć w widok”. Naprawdę, ile czasu się spędza w pokoju hotelowym? Latem?
Kanaryjskim latem? Naprawdę warto robić aferę o to, co w oknie? Które w gorącym
klimacie i tak jest cały dzień zasłonięte, żeby nie mieć efektu cieplarnianego
z wysuszeniem turysty na mumię w promocji?…
„Zapłaciłem all inclusive, a wódka w barze była dostępna
dopiero od jedenastej!”. W Kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku.
„Rezydent był w hotelu tylko kilka razy!”. Zamiast siedzieć
cały czas i od rana nakładać turyście śniadanie (niestety, codziennie to samo),
później siedzieć z nim w pokoju i patrzeć w widok, a od jedenastej (kiedy już otworzą
ten cholerny bar) donosić mu wódkę.
Dyskusyjne może być, że za mało animacji. Bo nie każdy jest
(jak ja) socjofobem, który wybiera bungalow, położony możliwie najdalej od
WSZYSTKIEGO, i niechby się do mnie próbował odezwać jakiś ANIMATOR. Albo
wciągnąć mnie do WSPÓLNEJ ZABAWY. Krew i ślady napalmu by sprzątali do
następnego sezonu. No, gdybym kiedyś powiedziała do N. „Chodźmy na wieczorek
zapoznawczy”, to za godzinę byłabym w najlepiej wyposażonej w danym kraju
placówce psychiatrycznej na obserwacji.
A tak na marginesie… Ja już w kolejce do odprawy bagażu wiem,
którzy państwo będą codziennie wisieli przy recepcji ze skargami. To widać. Po
to jadą. Po powrocie wysmarują skargę na piętnaście stron A4 i uśmiechną się
dopiero w momencie, kiedy w ręku zostanie im potwierdzenie nadania poleconego.