– Podlewanie włączy się o osiemnastej – oznajmił mi wczoraj N.
Włączyło się, równiutko co do minuty. To ze spryskiwaczy i to z nieba. To z nieba trochę bardziej obfite, a to ze spryskiwaczy wywaliło nam główny bezpiecznik. HA HA HA – bardzo było zabawnie. Kocham wszelkie remonty i roboty wokół domu – widzieliście taki stary film “Skarbonka”? O tym, jak małżeństwo kupuje stary dom do remontu i przychodzą kolejne ekipy budowlane i każda im mówi, że robota im zajmie dwa tygodnie? Kiedyś się z niego bardzo śmiałam. KIEDYŚ. Teraz to nie wiem, czy by mi drgnął choć jeden kącik ust.
Mierzyłam sukienki, które odwiesiłam hen z powodu iż przestałam w nie wchodzić, a teraz znowu są dobre. W jednej, piaskowobeżowej z Benettona z dłuższym tyłem zaprezentowałam się N. Pochwalił (no co, dobrze go wytresowałam), ale dodał, że jak zamierzam to nosić, to chyba się trochę powinnam opalić?…
HA, HA – po raz drugi. Trzy czwarte świata handluje kosmetykami wybielającym cerę, a ja mam niszczyć mój skarb! (W kolorze świeżo malowanego sufitu). Ale fakt, że ten piaskowy beż nie za bardzo. Za to w czarnych jest dobrze, w kolorze wściekłej fuksji też dobrze. I niebieski / turkusowy dobrze. Czyli kolorystycznie jaką ja jestem właściwie porą roku? Hę?
