Mrozy takie, że Mangusta wybiega na sikupę i sprintem wraca do domu. Nie ma patrzenia w gwiazdy, wąchania wiatru, wsadzania nosa w kocie ślady na śniegu. Jest walka o życie!
A propos walka o życie – nadal nie otrzymałam (na adres domowy) słynnego poradnika bezpieczeństwa. Czyli już zupełnie oficjalnie – państwo ma mnie w dupie. No chyba, że się o jeden dzień spóźnię z przelewem VAT, wtedy nagle sobie przypomina, ale żeby mnie ratować, to już nie. Dlaczego ja się jeszcze nie wyprowadziłam?…
Wkurw na schroniskowe patologie udało mi się przerobić na energię kinetyczną, którą z kolei spożytkowałam na zrobienie ogromnej ilości kopytek ruskich. Nie wiem, jaka jest oficjalna nazwa – chodzi o kopytka, które mają w składzie twaróg i ziemniaki, jak nadzienie na pierogi ruskie (no i cebulkę, nie zapominajmy o cebulce!). Wyszły przecudownie pyszne i zjadłam ich pół tony, nie mogłam się ruszać całe popołudnie. A nawet jakbym mogła się ruszać, to co? Dokąd bym poszła? Nie ze mną takie numery, w taki mróz nigdzie się nie wybieram.
N. natomiast odkrył kumkwaty dzięki mojej koleżance, która przywiozła je w prezencie z Hiszpanii, zbierane prosto z drzewa. Zakochał się w kumkwatach i poluje na kumkwaty w okolicznych marketach. Ja nie przepadam za cytrusami, ale musze przyznać, że mają niezły smak do herbaty. A herbaty w te mrozy piję całe hektolitry i zastanawiam się, co pierwsze mi wysiądzie – pęcherz czy nerki. No zobaczymy. Cokolwiek wysiądzie, i tak się nie załapię na leczenie (bo państwo ma mnie w dupie, jak już zostało dowiedzione powyżej).
Czytam „Peanatemę”, która czekała na półce do przeczytania, czekała, aż się doczekała i wieczorami zgniata mi mostek (860 stron, twarda oprawa).
Wróżba z chińskiego ciasteczka na dziś: „Szerokość rzeki nie jest jej głębokością”. Aha. Czyli w związku z tym co właściwie mam zrobić?…
Właśnie męczę nadgarstki przy “Naznaczonym” Galbraitha. 938stron.
No jak to? Z twarogiem to leniwe przecież. A kopytka z ziemniakami.
Ja też nie dostałam tego poradnika 🙁 może dlatego, że mamy 1 listonosza na całą wieś i bywa u nas dość rzadko.
W niedzielę za to zrobiłam zrobiłam ćwiczenia o nazwie “zdrowy kręgosłup” i dzień później wstałam z bólem połowy pleców. Może powinnam znaleźć ćwiczenia pt. “chory kręgosłup”?
Nie sprawdzać!
Poradnik dostałam, może wysyłane są tylko do tych mniej ogarniętych, których trzeba prowadzić za rączkę? Swoją drogą, powinnam pewnie otworzyć tę kopertę.