O BRZOZIE


Straszna była ta noc, nie dość, że wyło tak, że wszystkie kości mnie rozbolały, to jeszcze brzoza nam spadła na dach. Tak, to ja nie daję wyciąć brzóz, bo mi ich szkoda. A one tak się odwdzięczają. 


(Włosy mam jak po trzech godzinach u fryzjera, z wcieraniem kosmetyków i prostowaniem. Naprawdę, samoobsługowe. Czego to ludzie nie wymyślą i nie nałożą innym ludziom na głowę!)


W cieście poniżej brakuje jajka. Pomiędzy wlewaniem masła a sypaniem cukru znajduje się rozbełtane jajko. Mówiłam, że to dla abnegatów przepis – takich, jak ja.


"Tost" wspaniały. Świetny. Na koniec już trochę antkobourdeinowaty. Mam nadzieję, że będzie następny tom. I dlaczego tego filmu z Helenką nie ma jeszcze na DVD? Ja się pytam? Co za spisek człekokształtnych jaszczurów rzuca mi drzewa na dach i ogranicza dostęp do kultury (masowej, bo masowej, ale zawsze)? 


Jak tak będzie wiało dłużej, to się rozpiję (bo spać się nie da, więc co zostaje? Tylko picie).


 

0 Replies to “O BRZOZIE”

  1. o kurcze! widzę, że to jakiś ogólnopolski spisek brzózek, bo u mnie na osiedlu przed moim oknem też jedna padła trupem dzisiejszej nocy! Oby to był koniec, bo po przeczytaniu książki zafon’a ‘cien wiatru’ boje się wszelkich szumów i przeciągów!

  2. mozna pajakowi przylepic pluskwe z mini kamerkom:D

    to juz wiem czemu ine moglam spac, od tego wiania, chcialo mi wdusic okna do srodka skubane.ale taki wiatr od morza to nie ma sie co dziwic:D

  3. A myślisz, że taki zabieg u Mulatki z porządnymi lokami a la mokra włoszka wczesne lata 90 coś da? W sensie, będą one się mniej wiły?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*