Nie wiem jak u Państwa – u nas od rana pada śnieg. ŚNIEG. Niech mi ktoś poda valium albo siekierę.
Ale dobra, zawał nie zając – dziś będzie o prezentach, które sobie przywieźliśmy, a zwłaszcza o jednym. Najchętniej przywozimy sobie upominki ze sklepów spożywczych – paprykę, saszetki do paelli, sól w płatkach, a ostatnio pudełeczka z szynką iberico krojoną w kosteczkę. To jest fantastyczna sprawa, bo szynka jest za droga i za pyszna, żeby cokolwiek się marnowało (a oni tam bardzo szanują jedzenie, bo upieram się, że u nas nie), więc to co zostanie na nodze, a nie da się pokroić w piękne plasterki, jest krojone w kosteczkę i pakowane do małych pudełeczek. I można sobie takie kostki najpyszniejszej szynki kupić za naprawdę niewielki pieniądz do jajecznicy, do tortilli, do sosów, no i oczywiście dla Szczypawki. A tym razem kupiliśmy COŚ TAKIEGO:


Zgodnie z opisem na etykiecie – jest to cukier trzcinowy. W kawałku. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, więc oczywiście MUSIELIŚMY kupić i przywieźć, a teraz kompletnie nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Zwierzątkom jako lizawki nie wywieszę, bo chyba nie powinny jeść cukru? Mam jeszcze mały promyczek nadziei, że skoro pochodzi z Kolumbii, to przy rozbijaniu trafi nam się miła niespodzianka w postaci miłej paczuszki z kokainką w środeczku – bo pewnie skończy się na rozbijaniu, bo do czego można to zużyć?… (Bimber – na pewno da się z tego zrobić bimber).
Oczywiście zapomniałam rzeżuchę na święta wysiać. Będą smętne blade kiełki, zamiast zielonej łączki. Wszystko przez pogodę.