DROGA REDAKCJO!

Droga Redakcjo, Kochany Pamietniku i generalnie – Dobrzy Ludzie, co nie widzieliscie, a uwierzycie !

Zmagam sie z problemem.
Co nalezaloby powiedziec mezczyznie, zwyklemu mezczyznie, ktory wlasnie ZAKOCHAL SIE NA SMIERC – dokladnie, tak jak pisze: NA_SMIERC
i to BYNAJMNIEJ NIE we WLASNEJ ZONIE?…

HA?…

LATO, LATO, LA…

A tymczasem – lato się rozbuchalo i to NIEBYWALE. Glownie lato BUCHA podczas tygodnia pracy, w weekendy zachowujac się z nasladowania godna powsciagliwoscia. Z tego upalu wszystko wiednie oraz glowy ministrow spadaja jak cieple buleczki.

Jak JA nie lubie takiego CHAOSU – wole spokojne, logiczne ciągi przyczynowo – skutkowe. Na przykład: za nieduzy pieniadz nabywamy kobialke wisni, wsypujemy do sloja, zasypujemy cukrem, po odpowiednim czasie dolewamy wodki. Skutek: nalewka na wisniach. Ach, gdyby cala gospodarka dzialala jak nalewka na wisniach… I – generalnie rzecz biorac – gospodarka tak DZIALA, tylko potrzebny jest CZAS – tak jak w nalewce – niestety, zwykle o drodze ktos ukradnie wisnie, sprzeda cukier i wypije wodke.

Co do mojej pracy – to pozwole sobie zamiescic tylko komentarz mojej kolezanki, która zwrocila mi uwage (podczas dwudniowej konferencji), ze naduzywam slow “pedofilia” i “autystyczny” (a, bo wieczorem przy winie wszyscy tylko – o pracy i o pracy, to rzucilam temat – dlaczego nie ma kobiet – pedofilek) (Obly mowi, ze sa, tylko to się nazywa INSTYNKT MACIERZYNSKI).

A w ogole, za duzo się madrze i jem za duzo chipsow (obserwacja wlasna).

Odcinek 4, ŁOKIEĆ

Jeden facet, mlody hokeista, jest zły na lekarzy za to, że pomimo operacji łokcia, tenże łokieć nie funkcjonuje i ma być poddany drugiej operacji. Podejrzewa, ze lekarze spartaczyli pierwsza operacje. Ponieważ jest znana figura i popiera go partia, to wszyscy się go boja. Dopiero doktor Sztrosmajer uswiadamia go, czym jest w istocie ortopedia. Mlody hokeista nawraca się, mieknie, a nawet zaczyna zartowac sobie z doktor Elzbieta podczas usypiania do operacji.

Drugi facet, teść doktora Blazeja (który charakteryzuje się obfitym owlosieniem klatki piersiowej i nie mniej obfitym przerobem pielegniarek, zwlaszcza na zmianie nocnej), spada ze schodow i lamie noge. Klada go w jednym pokoju ze znanym hokeista. Wywiazuje się rozmowa pomiedzy starym doswiadczonym dzialaczem – aktywista, a mlofdym czlowiekiem, dla którego istota zycia jest sport, a konkretnie – hokej.

Doktor Sowa jest w odcinku obecny, a jakby go nie było. Bo ma problem – otoz, KAROL PIJE. Mlody Sowa, znaczy się. Najpierw mowi mu o tym synowa, ale synowej nie lubimy, gdyz to ZLA KOBIETA, która Karol (ten, który pije) wzial w jednej koszuli i zrobil z niej profesorke, cokolwiek by to nie znaczylo. Fakt, ze KAROL PIJE, potwierdza list od ordynatora szpitala już nawet nie na peryferiach, a na jakims zadupiu, gdzie rezyduje obecnie Karol. Sowa jedzie do Karola i dowiaduje się, ze ten pije, bo ordynator go nie dopuszcza. Sowa mowi, ze jakby był ordynatorem, to tez by go nie dopuszczal, i wyrzeka się Karola jako syna i jako chirurga.

Elzbieta udaje się do klubu posluchac wczesnych nagran Bitelsow. Niestety – zamiast Bitelsow puszczaja Bacha (tez na B), Elzbieta nie ma zatem innego wyjscia, jak tylko poderwac puszczacza płyt w nadziei, ze jednak nastepnym razem pusci Bitelsow.

OD PONIEDZIALKU

Od poniedzialku wlasciwie nie mogę się zdecydowac, czy lubie swoja prace, czy jej nienawidze.

Poza tym, chyba już najwyzszy czas zmienic plec. Tylko na jaka? Ze tak sobie pozwole sparafrazowac, bylam już kobieta, poznalam mezczyzn i MUSI BYĆ JAKIES INNE WYJSCE!

Rzad znalazl sposób na dewaluacje zlotowki – Belka za burta. Pomoglo jak reka odjac.

A w niedziele widzialam pasjonujacy mecz, wygrany przez druzyne, ktorej wszyscy zawodnicy nazywali się RIVANOL albo jakos podobnie. Zawsze bylam pelna podziwu dla sprawozdawcow sportowych.

Czasem wydaje mi się, ze już mnie nic w zyciu nie czeka. Najczesciej wlasnie wtedy zaczyna dzwonic telefon.

PS. A i tak uwazam, ze jednym z wazniejszych wydarzen ostatnich dni jest emisja “Szpitala na peryferiach”, co odkrylam wczoraj z radoscia przy okazji wizyty w domu rodzinnym.

TO MA BYC HANNIBAL?

No i mnie wkurzyli.
Scott (Ridley), do którego czulam dotychczas sympatie, zarobił na zycie “Hannibalem”. Ksiazke owszem, przeczytalam, podzielam poglad, ze na tle “Milczenia owiec” prezentowala się marnie, Harris lekko zmakabryzowal, ale, ALE! Ale – co by nie mowic – przynajmniej fabula była spojna, a glowni bohaterowie – konsekwentni.

I co dalej? Ano, do dziela bierze się AMERYKANSKI PRZEMYSL FILMOWY. Do polowy filmu bylam mile zaskoczona – znakomicie przeniesli klimat ksiazki, wiadomo – pomijanie detali i tak dalej, ale Florencja, piwnica Starling – po prostu – wspaniale. Dlugie ujecia, zmięta zyciowo twarz wloskiego policjanta. Az bylam ciekawa, jak tez mister Scott poradzi sobie z zakonczeniem.

No i się dowiedzialam. Moore w dekolcie do pepka (okreslenie “CZERSTWA, WIEJSKA DZIEWCZYNA” pasuje o wiele bardziej do Moore niż do Foster, ale ja już się przyzwyczailam do Foster, wiec Moore mi OKROPNIE przeszkadzala z ta swoja toporna twarza) fikła ze schodów, oburzyla się i programowo potepila Hopkinsa i POZOSTALA WIERNA jak czterej pancerni i ich Rudy czołg.

HALO?… i ONA ma być Starling, ta Starling z “Milczenia owiec”, niepokorna, blyskotliwa, konsekwentna Starling? Ta rumiana mamałyga w kitce?

Starling w ksiazce wrąbała móżdzek Krendlera, popijajac znakomitym winem, i odeszla w sina dal z charyzmatycznym seryjnym morderca – kanibalem. Wiodlo im się zreszta smakowi… eeee, znaczy chcialam powiedziec – ZNAKOMICIE. Panie Scott, jak pan nie ma jaj, żeby nakrecic jakas historie do konca, wiedzac, ze jest makabryczna – to niech pan sobie odpusci. Najgorzej to przerwac w polowie – jak mawia wiekszosc psychoterapeutow. A tak się niezle zapowiadalo. Ech.

A na dodatek, o 23.10 dzwoni do mnie rozbujana Mloda Zebra z komunikatem “WRACAM Z ANGIELSKIEGO – POZYCZ MI NA JUTRO SPODNICE BO IDE NA LATYNOSKA IMPREZE”. Z angielskiego?…

I znowu jestem niewyspana.

BARDZO POUCZAJACA PRZYPOWIASTKA

Nie rusz, Andziu, tego kwiatka
Róza kole – rzekla matka.
Andzia mamy nie sluchala,
Znalazla sobie faceta, uparla się jak osiol, wyszla za niego za maz i co? Roztyla się, zapuscila, stracila tzw. szerokie horyzonty, wszystko jej się kojarzy z zupa jarzynowa, swojego meza poznaje po brudnych skarpetkach i “Przegladzie sportowym” wystajacym z kieszeni, o wakacjach nie ma co marzyc, bo trzeba oplacic dzieciom komitet rodzicielski, co najwyzej Sylwester w pobliskiej remizie… I po co mi to było – zastanawia się, zakrecajac wieczorem wlosy na plastikowe lokowki i mieszajac w garnku z flakami, bo przyjezdza tesciowa. Reasumujac – WYSZLA ZA MAZ I GORZKO TEGO ŻAŁOWAŁA!

Tak to się pocieszam, JAKO PANIENKA ciagle jeszcze.

MELANIA

Panstwo pozwola, ze przestawie – po prawej Melania
(by Pepsee ™)

A generalnie – nie najlepszy dzien.
Glowa boli, wlosy oszalały. W ogole nie odrozniam dzis haiku od tiramisu.

Chyba zaraz napisze na biurku “PLEH”* – duzymi, bialymi literami.

*Wg. Joey’ego, tak należy napisac, żeby ci z helikoptera mogli odczytac “HELP”.