O OSTROŻNEJ POPRAWIE

Trochę jakby lepiej, odpukać w niemalowane. Kaszel złagodniał i brzmi jakoś bardziej ludzko, moja ciotka powiedziała, że prawie normalnie brzmię przez telefon. Jeszcze dzień – dwa i będę się mogła wydrzeć na męża, miejmy nadzieję.

Jako, że w piątek i sobotę pogoda była ohydna, a ja mogłam pozować do ilustracji o Babci Weathervax, jak leży z kartką „NIE JESTEM MARTFA”, to decyzją większości postanowiłam iść na cmentarz w niedzielę o siódmej rano. Bo wtedy będzie mniej ludzi, załatwię wszystko od rana i wrócę do domu pod koc.

Po przybyciu na miejsce okazało się, że taki sam pomysł jak ja miało CAŁE MIASTO. O siódmej z groszami nie było już gdzie zaparkować. Niezły ze mnie strateg.

Na szczęście, jak się bliżej przyjrzałam, to były ekipy techniczne, w odróżnieniu od kompanii reprezentacyjnych w futrach i makijażach – wszyscy targali ścierki, szczotki, czasem nawet grabie, więc odetchnęłam z ulgą, bo w samochodzie się dopatrzyłam, że moja kurtka ma ślady psich łapek na rękawie. Dobrze, że przynajmniej dżinsy miałam czyste, bo co by babcie powiedziały.

No dobrze. Świeczki zapalone, można rozpocząć coroczny maraton kupowania prezentów na Gwiazdkę (oczywiście nikt nie ma pomysłu, co chce dostać).

Na HBO wyskoczył mi serial z Sharon Horgan – grała w serialu o pięciu irlandzkich siostrach, które zamordowały męża jednej z nich, a tak w ogóle to napisała „Rozwód”. Ona jest świetna, mogę na nią patrzeć i patrzeć, ale „Druga młodość” jednak gorsza od pięciu sióstr. Chociaż to trochę niesprawiedliwe, że ona jest taka zgrabna, ale postanowiłam jej wybaczyć, żeby mieć dobrą karmę.

Jak tylko pozbędę się kaszlu, biorę Mangustę na sznurek i idziemy spacerować – nie ma, że zimno. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*