O TYM, CO DLA ODMIANY POPSUŁAM JA

DZIEN DRUGI: Nic nie popsuł. Może dlatego, że była ładna pogoda i obydwoje ze Szczypawką zniknęli w kącie w ogrodzie, skąd dochodził od czasu do czasu wizg piły i wzbijały się chmury trocin. Trzy czwarte tych trocin przyniosła później na sobie Szczypawka do domu. Prosto na kanapę.

Za to ja popsułam – to takie do krojenia jajek na twardo na plasterki, u nas w domu roboczo zwane jajcokrajco. Zbyt mało delikatnie je potraktowałam przy wpychaniu do zmywarki i pękła mu struna. Nie wiedziałam, że jak pęknie jedna żyłka, to już całe jajcokrajco do niczego, a tu proszę. Zupełnie jak z człowiekiem – jedna żyłka pęknie i adieu…

Na pocieszenie był w Biedronce kocyk w uśmiechnięte arbuzy, który oczywiście natychmiast adoptowałam (mimo ostrzeżeń mojego męża, że nadaję się do zakładu zamkniętego z tymi kocykami). Były jeszcze w ananasy, ale arbuzy mi się bardziej spodobały. Piękny, prawda?

Kocyk

I znowu głupi dowcip słyszałam – że radzieccy naukowcy odkryli, że bimber wyprodukowany z ziemniaków daje o wiele więcej radości, niż frytki. I tu bym się absolutnie, kategorycznie z nimi nie zgodziła – nie ma nic lepszego, co można wyprodukować z ziemniaków, niż frytki. Frytki są mistrzem świata w tak wielu kategoriach, że nawet nie chce mi się ich wymieniać. Bimber, też coś.

Reasumując: szczyt NATO jest mi winien 1 butelkę octu balsamicznego, 1 rolkę ręcznika papierowego (dużą) oraz 1 jajcokrajco.

8 Replies to “O TYM, CO DLA ODMIANY POPSUŁAM JA”

  1. U mnie w domu nazywa się to roboczo jajcarnią. Planuję ją kupić już od pół roku, bo też zepsułam. A właściwie sama się zepsuła złośliwie. I ciągle zapominam, całkiem jak z solą. Idziesz po sól i wracasz z bananami, kiełbasą, koperkiem itd. Idziesz po jajcarnię, a przynosisz wazonik, kocyk i nowe kapcie. I cały czas w sklepie masz niejasne wrażenie, że to nie o to chodziło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*