O MAJÓWCE I GADŻETACH ELEKTRYCZNYCH

Bitwę o cukier z mrówkami przegrałam. Wprowadziły się do pudełka z ciemnym cukrem w kostkach – miałam złudne przekonanie, że jest szczelnie zamknięta klipsem. Mrówki wyśmiały zamknięcie na klipsa i urządziły sobie nielegalne mrówcze zgromadzenie, normalnego Openera albo i lepiej. W konsekwencji niestety musiałam cały cukier wypierdzielić z szafki, bo spacery po kubkach… i tak dalej. Cześć jego pamięci, w sumie był dla gości; w związku z czym nie będzie się gościom słodzić (tylko powie im się w oczy, jak jest).

Zresztą cukier jest niezdrowy. Ale co jest zdrowe? Chyba tylko wódka i oczywiście wino. 

No a dziś zaczęła się majówka i od rana deszczyk kropi. W jednym mięsnym obok nas były ZAPISY NA KIEŁBASĘ GRILLOWĄ, oj tam, doprawdy. Grillowanie w deszczu jest takie romantyczne, zupełnie jak sceny w „Czterech weselach i pogrzebie” (no i kiełbasek nie trzeba polewać, żeby się nie przypaliły). 

Dobrze, że nie miałam wygórowanych oczekiwań wobec tej majówki (ostatnio to jest strategia, która się najlepiej sprawdza). Cieszę się z tego, że na horyzoncie 1) fryzjer, 2) szczepionka – i wystarczy tego szczęścia.

Z cyklu „moje pierwsze razy” – otwierałam u koleżanki wino elektrycznym korkociągiem. Bardzo przydatny gadżet, naprawdę, polecam wszystkim paniom do torebki (tylko trzeba mieć spore torebki typu wór na ziemniaki, jak ja). Bardziej pożyteczny niż wibrator, moim skromnym nikogo nieobchodzącym zdaniem.

W związku z powyższym – niech żyją polarowe kocyki i pojemne kieliszki. Cheers!

21 Replies to “O MAJÓWCE I GADŻETACH ELEKTRYCZNYCH”

  1. A widzieli Państwo info, że w weekend może spaść nam na łeb z kosmosu 20 ton chińskiego żelastwa? Nie wiem jak Wy, ale ja chyba zostanę w domu i nie pogniewam się za deszcz, co jest możliwe, bo koleżanka z Holandii pisze, że u nich pi*dzi, więc może przyjść do nas.
    No i ostatnio coś dużo o ufo, nawet jak elonowa zabawka leciała, to podobno coś tam się działo na orbicie.

    • O tak, oglądałam nawet odtajniony przez Pentagon film, gdzie ganiali latającą piramidę!
      ZNOWU ma spaść chiński złom? Dopiero co coś spadało.
      A to z Holandii chyba juz przyszło, łeb dziś urywa.

  2. Na początek przyznam, ze czytam Panią od kilkunastu lat. Jestem szczerą fanką🙂 Piszę po raz pierwszy. A propos majówki…
    Mój przyjaciel zapisał się na szczepienie (zacny rocznik) dwa tygodnie temu. Szczepienie odwołali dziś bo rząd zrobil akcje propagandową ze niby w majówkę szczepią kogo popadnie. Zrobili to tak, ze Ci którzy byli zapisani na po majówce mają teraz przekładane szczepienia na koniec maja. To trzeba być naprawdę wybitnym mądralą, żeby zabrać starszym rocznikom, żeby się młodsi zaczepili. Statystyki w górę. No bo to nieważne ze ktoś umrze… Na takie numery to chyba nawet za komuny sobie nie pozwalali. Gnojki. Padalce. Świnie. Dworczyka na taczce powinni wywieźć. A na koniec pewnie jeszcze medal mu dadzą.
    Ja nie piszę bloga, wiec piszę do Pani. Wiem, ze tez uwielbia Pani obecnie panujących…:-)

    • Widziałam na Twitterze, że ludzie się skarżyli na to przekładanie.
      Ja już nie mam słów na to towarzystwo, bluzgi mi się skończyły. Próbuję się dysocjować.
      Dystans jest dobry, ale miotacz płomieni LEPSZY.

    • Było blisko! 2 stopnie na plusie i tylko patrzyłam, kiedy deszcz przejdzie w śnieg, ale nie przeszedł, za to napadało nam pół tony wody na metr kwadratowy. Po kilku latach suszy na wodę narzekać nie będę, a na grudzień w maju to nawet bym popsioczyła, ale już nie mam ani słów, ani sił :-/

  3. Mrówki wprowadziły się u mnie do skrzynek z ziemią na parapetach. Kilka worków ziemi i świeżo wysiane bomby kwietne trzeba było wywalić.

          • Jedyna naprawdę skuteczna metoda to miotacz płomieni. Ewentualnie można najpierw spróbować z roztworem wodnym nikotyny – np. wymieszać litr wody z buteleczką najmocniejszego liquidu do e-papierosa, dodać parę kropel płynu do naczyń (dla zmniejszenia napięcia powierzchniowego wody), wymieszać i opryskiwać tym rośliny, głównie od spodu liści, najlepiej wieczorem, byle nie w słońcu. Nikotyna to neurotoksyna, od setek lat używana jako insektycyd, tylko kiedyś trzeba było robić smrodliwe wywary tytoniowe, a teraz mamy dostępną wyizolowaną nikotynę „w płynie”.
            (Gdyby mszyca bała się pokrzywy, to byłoby pięknie, ale się nie boi, często na niej żeruje, i przestańmy się oszukiwać – czosnku też się nie boi).

          • Kanionku dziekuje! Ja juz ta pokrzywa probowalam (piolunem jeszcze nie, ale skad ja tu piolun wezme), probowalam tez roztworem wody z alkoholem I plynem do naczyn, to mi rosliny padly, a te gnidy sie rozmnozyly, jakbym im 500+ za kazda larwe, czy jaka tam forme przyjmuja, dawali. Ja sobie o malo kolano na trwale nie uszkodzilam przez te cholery i nienawidze ich z calego serca. Potraktowalabym je miotaczem ognia z dzika radoscia, ale troche mi tarasu i roslin szkoda i ew. mieszkania tez, jakbym podeszla do problemu zbyt emocjonalnie (czy mozna podejsc do problemu mszyc zbyt emocjonalnie?).

          • na mszyce robiłam też z octem spirytusowym i odrobiną płynu do naczyń, żeby się lepiej do listków lepiło. podziałało na wilcu.

        • Nic już nie jest takie jak kiedyś!
          Nawet babeczki z budyniem. Zachciało mi się w ramach wspomnień i kupiłam jedną i OHYDNY gniot.

    • No niestety – ja też próbowałam miło i naturalnie z mrówkami, cynamon, kawa, soda – ni cholery, dopóki się nie dostały do cukru, przeszły przez wszystko.
      Jak sobie coś upatrzą, to nie ma przebacz.
      Kanionku, dzięki za ten numer z liquidem! Wszystkie drzewka szczęścia w doniczkach mamy lepiące się od mszyc i NIC nie działa – stary poleciał po liquidy i będziemy pryskać. Faktycznie nikotyna, te zakazane rolnicze z powodu pszczół są z nikotyną, no ale w domu nie ma pszczół.

      • Kochana, mrówki to cukier i boraks. Podobno zabija:/ Mrówki to wciągają gdzieś aż miło patrzeć. Cynamonu trochę domieszałam, żeby widzieć czy znika. Mrówki po tygodniu przestały nachodzić syna apartament. A co do mszyc to nie do uwierzenia – cebula.Cztery cebule (raczej większe) pokroić z łupiną dowolnie, byle jak. Przełożyć do garnka. Zalać dwoma szklankami wody. Zagotować i „pyrkać” przez 15-20 minut. Wyłączyć, ostudzić, przelać do spryskiwacza ciecz. Dodać kilka kropli płynu do naczyń albo mydła ogrodniczego w celu lepszego przylegania oprysku. Ja mam taki wiciokrzew w którym zakochują się mszyce. Oprysk i spokój. W tamtym roku córcia mi kupiła jakiś zielony kwiatek. Był gratis w postaci przędziorków. Przędziorki zginęły kwiatek został. Ale kurację przeprowadzałam w łazience. Zapach oprysku lekko powala. Ale w ogródku super środek. Nie dość, że eko to jeszcze po taniości. Pozdrawiam Ela

    • U nas wszystkie kocyki są użytkowane również przez pieseczka, a więc dość często lądują w pralce.
      Kaszmirowe chyba nie przepadają za takim traktowaniem/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*