O GĘSI

 

Dostałam od N. pieczoną gęś.

 

No takie mam życie. Raz mi wpadną brylanty, raz gęś. Nie narzekam. Dobrze, że nie surową czy nie daj Bóg z pierzem. Fachowo upieczoną, a nawet ze słoiczkiem gęsiego tłuszczu. Przemyślałam tę gęś i doszłam do wniosku, że wchodzę w pasztet.

 

Sięgam zatem po Ćwierczakiewiczową – jest, a jakże, pasztet z gęsi, strona 56. Pierwsze zdanie: „Upiec gęś i dwie kuropatwy normalnym sposobem” – zemdlałam. Kuropatwa nie wchodzi w grę. Żadna kuropatwa w moim domu pozbawiona zycia nie będzie! Nie zrobię tego nawet dla ś.p. Lucyny Ć. Czytam dalej. Przepis o dziwo z tych normalnych (z wyjątkiem kuropatw): jaj wbić cztery (a nie kopę), bułeczki dwie, wątróbka, nana nana… „Masę przetrzeć przez sito”. No chyba żeś, Lucyna, się blekotu obżarła!

 

Mowy nie ma. Puszczę cały towar przez maszynkę, najwyżej ze 2 – 3 razy, ale żadnego przecierania przez sito. Ani bicia pałką w moździerzu. Naprawdę, te kobiety przed wojną były jakimiś super masochistkami: nie dość, że musiały wszystko prać ręcznie, zmywac w szafliku bez Ludwika (Ludwik owszem, dopijał z kumplami wódkę w kredensowym po obiedzie, ale nie podejrzewam, aby zmywał), palić węglem w piecach i pod kuchnią, to nie, jeszcze im mało było roboty, więc wymysliły tłuczenie pałkami w moździerzach i przecieranie przez sita.

 

(Że nie wspomnę o drobnym szczególe, że ja się chyba nie dorobiłam sita w moim nie tak znowu krótkim zyciu. Jakos nie wydało mi się niezbędne do szczęścia dotychczas).

 

Wariatki.

 

W dodatku każe ten pasztet gotować w bain-marie. Bo wtedy nie ma skorupki. Po co ja wyciągałam tę książkę?… A! Bo mi mąż przyniósł gęś. Zapomniałam na śmierć.

 

Dobrze, że są zamrażalniki. Gęś sobie poczeka na moje natchnienie. Brylanty lepsze, bo nie trzeba ich tłuc w moździerzu. Tzn. można, jak kto chce, ale i bez tego się nadają.

 

A w Madrycie 33 stopnie i przeceny od 1 lipca. Hm. Hmmmmmmmmmmm.

 

23 Replies to “O GĘSI”

  1. Amalia – królowa Fado
    Nie polecam jednak :(. Podobny temat do Fridy, życie artystki bla bla, ale zrobione w słabym stylu.

    No chyba że… jako tortura dla ukochanego mężczyzny :).

  2. Najlepiej przez lewe ramie, najdalej jak można, no i spluń koniecznie za nią. Nie wiem tylko czy też przez lewe, czy lepiej przez prawe. NO i dodaj, giń ach giń, a kysz, a kysz maro wredna.

    Zakładam się, że skórka zniknie w “okamngnieniu”. Tylko piesa będzie się oblizywać 😉

    Kod: tzsyk

  3. oczywiście! bez sitka to żaden pasztet, prosze ja Ciebie. tylko pasztet zrobiony przezmsitko sie liczy!

    A już zupełnie btw, zauwazyłam dzisiaj ciekawe i przezabawne zjawisko. Tacy panowie co nie chce im sie pracowac (i mnie tez!) tylko mają wielkie pragnienie, nie piją juz jabola! tylko zgadnijcie co?

    szampana w duzych ilościach! no dobra, wino musujące igristoje, w Tesco po 5,6 za butelkę! 🙂

  4. Toć gęsi nie mają cellulitu, tylko mają gęsią skórkę non stop permanentnie dożywotnio. No w sumie nie tylko. Po śmierci oraz w stanie upieczenia takowoż.

  5. Dżizas, migdały przez sitko! Ale to tylko facet mógł wymyśleć :-)))
    Szafirowy, a sitko było plastikowe, czy metalowe? Bo to różnica jest. Jakieś trzy godziny różnicy :-)))

  6. z niebieskich do jedzienia to widzialam kiedys galaretki do zrobienia o dziwnych kolorach,byly niebieskie zielone i rozowe,takie intensywne ze ho,ho,ho

  7. Zawsze twierdzilam, ze dobrze urodzic sie w dzisiejszych czasach.
    Jest centralne ogrzewanie (albo gazowe), sa miksery, malaksery, samochody, wygodne KANAPY, do tego ciekawe filmy i ksiazki.
    Aha, no i zawsze mozna sobie pizze zamowic przez telefon :))))))))))))))))))))))))))

    Zapomnialam o pralce i suszarce – wynalazek co najmniej tak epokowy, jak pigulka antykoncepcyjna 🙂

  8. Raz, słownie raz zabrałem się za przecieranie przez sito. Z braku młynka, a chcąc zrobić sos migdałowy postanowiłem przetrzeć przez sito migdały.

    Udało się, acz – zajęło z dwie godziny ciężkiej walki. Nie polecam, zdecydowanie nie…

  9. Świat się wiele nie zmienił – sama palę w piecu. Tyle, że miałem i jedynie zimą. I mam sito (średnica 7 cm, ale to też w końcu sitko :> ). Czy to znaczy, że nie jestem nowoczesna?…

  10. A jak gęś zamarźnie, to będzie nią można nawet komuś przywalić w łeb,potem upiec narzedzie zbrodni, wczesniej je mieląc i przeciskajac przez sito. Kiedyś kobitki wiedziały, jak się uzbroić.

  11. A może one( te kobiety) dostępu do internetu też nie mały?!
    No ale jeżeli nie miały internetu ,to miały czas na te sita i moździerze.
    Że o paleniu węglem nie wspomnę.

  12. Czytałam trochę o pani Ć – potwór to był, a nie kobieta! Po pierwsze była tak tłusta, że o własnych siłach poruszała się rzadko i w wyjątkowych okolicznościach. Po schodach znoszono ją na krzesełku. W kuchni głównie siedziała na środku i komenderowała dziewczętami. Rzadko która wytrzymywała u niej długo, ale za to jak już się zdążyła wytresować, a nie zwariowałą od tego, była cenna, jak te diamenty, których wkładania w moździeż jednak nie polecam.

  13. Na pewno nie było im za mało roboty. Wręcz przeciwnie. Tylko dostępu do mikserów, malakserów i inszych robotów kuchennych nie miały.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*