O POTWORNYM SERIALU I BUŁKACH

Nad morzem byliśmy. Szczypawka dość zachwycona, bo na plaży leżały połacie fermentujących i naturalnie mocno smrodliwych wodorostów, więc się nimi zachwycała, a na dodatek – prawie za każdym razem jak wychodziła na spacerek na sikupę, to jakiś pies się w niej zakochiwał! No muszę powiedzieć, że jestem pełna podziwu – w końcu dziewczyna ma już swoje lata, a tu proszę, opędzić się od wielbicieli nie mogła. Mały potargany DEMON SEKSU (psiego).

Natomiast N. zawiedziony, bo w ogóle nie było wędkarzy i nie mógł odbyć swoich tradycyjnych wędkarskich pogawędek (uwielbiam te rozmowy: „I jak, bierze?” – „Panie, a kto w tym kraju nie bierze” i tym podobne). I chyba z tego niespełnienia urządził mi taki wieczór, że nadal nie mogę się pozbierać.

Stwierdził, że jak już jesteśmy na wczasach, to on będzie oglądał serial i wybrał sobie na HBO „Na wodach północy”. No dobrze, jak chce, niech ma. Zaczęło się obiecująco – prostytucja w brudnych, ciemnych portowych uliczkach XIX – wiecznej Anglii, alkohol, mordobicie, więcej alkoholu, w sumie cały czas ciemno; niedomyci wielorybnicy i jeden lekarz – narkoman. No i tak się akcja niespiesznie posuwała do przodu, w końcu statek wpłynął na zamarznięte wody i załoga zeszła do szalup i popłynęła POLOWAĆ NA FOKI.

OŻESZ KURWA MAĆ, o mało się nie zwymiotowałam i nie dostałam wylewu. No nie, ja wiem że to fikcja, ale NIE, nie dałam rady. Mogę oglądać jak mordują i ćwiartują ludzi, w zasadzie niechby ich nawet siekali ręcznie na małe kawałeczki, ale nie foki! I to by było na tyle, jeśli chodzi o serial „Na wodach północy”. Seans się zakończył w trzech czwartych pierwszego odcinka i nie przewiduję powrotu. Nawet gdyby zdobył wszystkie nagrody świata. 

Pozostając w temacie nadmorskim, to N. kupił w lokalnej piekarni bułki które się nazywają MONTOWE. Pierwszy raz w życiu spotkałam się z bułką montową – tak, już sprawdziłam w internetach i jestem mądra i wiem, co to znaczy, ale w moich okolicach nikt tak bułek nie nazywał. W ogóle z bułkami jest wielkie geograficzne zamieszanie, bo np. dlaczego bułka dupka nazywa się poznańska? A N. z kolei na bułkę wrocławską (znaną także jako bułka – weka) mówi ANGIELKA. A niezależnie od nazwy, smaczną bułkę coraz trudniej jest kupić – większość to puste w środku skorupy; te montowe były bardzo dobre.

Czytam „Ukochane równanie profesora”, urocza książka, więc żeby nie było za pięknie, to na zmianę z „Pięć. Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza”. Ta z kolei jest o wiele bardziej brutalna, ale nie z powodu morderstw (które są w książce pominięte), tylko z powodu opisów ówczesnej rzeczywistości. Umówmy się – życie większości ludzi w wiktoriańskiej Anglii to nie był taniec po płatkach róż. 

No i pogoda się zrobiła listopadowa, ale okej – dopóki nie ma mrozu, to niech sobie pada. 

14 Replies to “O POTWORNYM SERIALU I BUŁKACH”

  1. To jest serial na podstawie powieści, która jest bardzo obrazowo napisana. Moim zdaniem warto. Chyba że czytać o mordowaniu fok i innych zwierząt też nie możesz, to wtedy nie.

  2. Studiowałam w Łodzi , zatem znam więcej smaczków – poza Angielką jest jeszcze żulik ( ktoś wie ?) , migawka, zalewajka, a mój mąż ( pochodzimy z Wielkopolski , studiował w W-wie) obśmiewał tramwaj jadący na Kurczaki 😀
    Zawsze sądziłam, że bułka paryska – takiej nazwy użył mój kolega z Częstochowy wpisując mi coś tam do zeszytu z przepisami – że to jest bagietka. Hm, u mnie w każdym razie ( znów mieszkamy w Wielkopolsce )angielka nazywa się kanapkowa.

    • Żulik! Ciemna bułka z rodzynkami, pyszna – ależ długo tego nie jadłam, ech … Migawka do migania przed kanarem, żeby dojechać na krańcówkę 😉 a zalewajka to chyba wszędzie jest?

      • Brawo . Ale zalewajki nigdzie właśnie niestety – ani we Awrockasiu , ani w Wawie , ani w Poznaniu . No chyba , że za krótko tam pomieszkiwałam

  3. Na bułkach się nie znam. Ale Na wodach to jeden z lepszych seriali. Choć na scenie z fokami i ja zamykałam oczy. Aa, i książka też jest dobra.

  4. Na Rozewiu łowią aż miło, polecam 🙂 Co do psa, moja 40kg suka odpierała na plaży ataki z powietrza, lotniarze to jak wielkie ptactwo 🙂 🙂 🙂 Pozdr.

  5. angielka to bułka paryska, oczywiście! ewentualnie wrocławska, ale paryska bardziej.
    co mi zrobiła zamętu w głowie babuszka, u której na stancji zamieszkałam w pierwszym roku studiów w Łodzi, to tylko ja wiem, jak pierwszy raz powiedziała, żebym sobie ukroiła angielki na śniadanie 😀
    czytam ostatnio „Ekstazę” Anny Gacek, i polecam bardzo, też jest tu dużo alkoholu, narkotyków i trudności życiowych, ale w latach 90 ubiegłego wieku.

  6. Też odpadam przy mordowaniu fok i w ogóle wszelkiej psiej biedzie! i chyba nie tylko psiej. Mordowanie ludziów przez ludziów zdzierżam, a jakże.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*