O TYM, CO ROBIĆ, JAK NIE IDZIE

 

Najpierw się okazało, że śliczny pierścionek z mnóstwem brylantów (prosto z huty szkła) mnie uczulił i dostałam na wewnętrznej stronie dłoni malowniczej wysypki z pęcherzykami. Oooo, FUJ!… Tak to się nie będziemy bawić. Zielony pasek na palcu jeszcze zniosę, ale jakieś wysypki?… Mowy nie ma. Pierścionek dostał kopa na samo dno szuflady (a taki był ładny! Jak ten amerykański kot Kargula! ) (czy koń Pawlaka?…).

A później siedziałam cały poranek przy biurku w mokrym tiszercie, wcale nie dlatego, żeby było śmieszniej albo bardziej rozpustnie, tylko na pasie w samochodzie się wzięły skądś kawałki czekolady z loda Magnum i zlądowały od rana jak raz na moim gorsie.

Jak nie idzie, to nie idzie. Może wejdę do szafy i przeczekam resztę dnia, żeby losu nie kusić.

 

6 Replies to “O TYM, CO ROBIĆ, JAK NIE IDZIE”

  1. Ja tak mam z kierownicą w aucie. Jak jadę po moim mężu, to na bank się ukleję, bo zawsze coś tam żre, czekoladę, albo lody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*