O JAJKACH I CZAROWNICACH

Albo przestanę oglądać tutoriale kulinarne na jutubie, albo – jak pandemiczne ograniczenia jeszcze trochę potrwają – za kilka miesięcy będę luzować kaczki jedną ręką bez patrzenia i rozbierać tusze jagnięce, a na przystawkę trzaskać homara thermidor. A raczej ograniczenia potrwają, bo pisiorstwu świetnie idzie dojenie budżetu na nieistniejące respiratory, maseczki i narodowe lecznice i maszty z flagą przy każdym szpitalu.

No więc w tę niedzielę zrobiłam jajka w koszulkach i pierwszy raz mi WYSZŁY. Bo do tej pory miałam mętny garnek pełen szarych firanek względnie żabiego skrzeku, snującego się bez celu w kółko, a na dnie coś w rodzaju rozdeptanego embriona. Wszystko dzięki sztuczkom Nigelli z sitkiem i sokiem z cytryny (niestety, musiałam się obyć bez kokainy, którą ona podobno wciągała na planie swoich kulinarnych pogadanek jak odkurzacz i dlatego była taka radosna i entuzjastyczna nad tymi garami).

Co poza tym – ach, jakie cudo odkryłam na Netflixie zupełnie przypadkiem, jak szukałam czegoś po hiszpańsku – otóż jest zestaw „Trylogia Baztan”: trzy thrillery dziejące się w małych miasteczkach w kraju Basków. O królu złoty, czego tam nie ma! Czarownice, porywane niemowlęta, mityczne leśne stwory, mroczna historia rodziny pani inspektor i oczywiście matka w psychiatryku. Tylko szkoda, że filmowane głównie nocą i w lejącym deszczu, bo te miasteczka i krajobrazy są takie piękne! No i oczywiście w pierwszej części głównym tropem jest baskijskie CIASTKO. Mroczna psychodela, ale na plus – zupełnie inna od anglosaskich kryminałów, w większości na jedno kopyto.

I jeszcze nius z wczoraj: „Niecodzienna sytuacja na ulicy nadmorskiego miasta. Całkowicie nagą kobietę w środku grudnia, krzyczącą coś pod nosem zauważyli przechodnie i kierowcy na ulicy Grunwaldzkiej w Świnoujściu.” Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, jak możne KRZYCZEĆ POD NOSEM? A my ciągle nie możemy się wybrać do Świnoujścia – ciągle coś; albo robota, albo brzydka pogoda, albo Niemca zamknęli i N. cierpi, że nie może pojechać po śrubki. I wszystko nas omija!

Plecy mnie bolą.

15 Replies to “O JAJKACH I CZAROWNICACH”

  1. Nie wiem jak grzecznie zadać pytanie, ale czy to jest blog dla osób upośledzonych? Nie pytam złośliwie. Mogę wspomóc po weryfikacji.

  2. dlaczego na tasmie??? prawa strona plecow mnie boli bardzo bardzo – no i nudy na netflixie – a cos jest w temacie postu o farfoclach…bo ogladalam taki przyrzad do gotowania jajek w koszulkach

  3. i mnie bolą plecy po całości i sobie zafundowałam pranamatę. ostatnio.
    dzięki za hiszpańskojęzyczne, ja ostatnio znalazłam Bałagan, który zostawiasz czy jakoś tak…

  4. A wiesz, że jest bardzo fajny serial na Netflixie o życiu wikingów prowadzony z dyskursami na poziomie korpomowy. Albo się kocha albo nienawidzi jak Monty Pythona.Norsemen się nazywa.

  5. Zwiędłam ze skrzeku. Oraz smucą mnie te newsy o Nigelli – a to nie umie powiedzieć „mikrofala”, a to wciąga nosem jak odkurzacz, za chwilę jeszcze wyjdzie na jaw, że chodzi na gejowskie party z prawicowymi politykami, a tego nie zniesę.

    • To ja dorzucę sweterki. Te takie rozpinane cardigany, w których kiedyś, w czasach, gdy była odkurzaczem, występowała w kuch. Podobno, niestety, to wszystko była taśma klejąca. Cała Nigella, i te sweterki, no wszystko trzymało się na taśmie. Pracowałam kiedyś na planach filmowych i wiem, że tak trzeba, ale…. kolejny mit padł. Nigella już nigdy nie będzie taka sama.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*