O TYM, ŻE NAJBARDZIEJ LUBIĘ GNIĆ

 

Dziękuję za wypowiedzi w kwestii brukwi. Naprawdę nie wiem, dlaczego żyłam w przekonaniu, że brukiew jest podłużna. Teraz już wiem, jak wygląda, ale nie wiem, czy spróbuję (kolor miąższu przypomina bataty, których zdecydowanie nie lubię).

Lubię jeździć do Świnoujścia, bo tam widać inwestowane pieniądze podatnika. Gołym okiem. W dodatku przybywa tak, że się robi ładniej, co wcale nie jest oczywiste w dzisiejszych czasach. Tym razem przybył Plac Wolności z bardzo ładnymi drewnianymi ławkami – leżakami, ze cztery place zabaw (pod względem liczby placów zabaw małe świnoujszczaniątka są chyba najbardziej rozpuszczonymi dziećmi w Polsce) oraz rozebrany został na promenadzie ohydny Gryf.

W porcie trafiliśmy akurat na moment, kiedy dwa holowniki wywlekały olbrzymi, chiński masowiec – jeden go ciągnął za dziób, a drugi za dupę. Jakim cudem udało się go wyprowadzić z portu, to nie wiem, bo był szerszy niż ten cały kanał, ale widowisko było świetne. Na plaży trochę urywało łeb, co zupełnie nie przeszkadzało kilku facetom ubranym w gumowe buty na szelkach brodzić po pierś w wodzie, targając jakieś dziwne urządzenie. Okazało się, że łowili krewetkę bałtycką (wielkości larwy komara). Dla ryb w hodowli, żeby się za przeproszeniem tarły. Najwyraźniej taka krewetka to rybi afrodyzjak. Ale łowienie tych krewetek – masakra, od samego patrzenia człowiekowi marznie WSZYSTKO.

Łabędzie bardzo przyjacielskie, a nawet powiedziałabym zalotne, od razu wychodzą z wody się zaprzyjaźnić. Co jest bardzo miłe i w ogóle, ale one są mniej więcej MOJEGO WZROSTU i jak tak człowieka otoczą te kołyszące szyje, to jednak trochę się robi nieswojo. Nawet rękawiczki w środku im pokazałam, żeby wiedziały, ze NIE MAM NIC DO JEDZENIA. A i tak jeden wsadził N. łeb do kieszeni (a N. później miał stracha, że mu zeżarł kluczyki do samochodu, na szczęście okazało się, że zostały w domu).

Było bardzo fajnie, ale chyba coś ze mną jest nie tak, bo najbardziej spodobało mi się moje własne łóżko po powrocie. Nawet zimne (bo wyłączyliśmy piec). Naprawdę nie chce mi się nigdzie ruszać z domu, pakować, rozpakowywać, przemieszczać się… Może N. ma rację, że niedługo zgniję?… Nie wiem, czy to na zimę mi się tak zrobiło, czy już na zawsze.

Oraz zrobiłam jeden błąd taktyczny – puściłam przy nim kilka odcinków „The Big Bang Theory” (w moich regularnych serialach taka nędza, ale to TAKA nędza, że w ogóle szkoda gadać, albo za wolno dodają nowe odcinki).

Efekt? Mówi do mnie per „Sheldon Cooper”.

 

PS. No proszę, a u Karlosa dziś mamy jakie danie dnia? MIGAS! Migas z troszeczkę oszukanym jajkiem w koszulce.

0 Replies to “O TYM, ŻE NAJBARDZIEJ LUBIĘ GNIĆ”

    • To wszystko dlatego, że moje pokolenie czytało w młodości „Krążownik spod Somosierry” i „Znaczy kapitan”, a nie o całowaniu się z wampirami.

    • Ja tam się z nikim nie utożsamiam, no chyba że bym chciała mieć figurę jak Wolowitz, ten to jest szczupły w biodrach.
      I wcale nie jestem AŻ TAK porąbana jak Sheldon, cokolwiek by nie twierdził mój mąż. I nie wyglądam jak modliszka.

  1. A ja w tym Świnoujściu widzę coś bardzo smutnego. Kiedyś nie było to może tak wypasione miasto, ale żyło przez cały rok. Nawet jeszcze wtedy, gdy tam pomieszkiwałam, choć wówczas się zaczęło. Dziś bywamy tam rzadko, ale jesienią i zimą miasto zdycha. Jakoś chyba w zeszłym roku przeszliśmy się promenadą i między domami na nowym osiedlu… gorzej niż w Sopocie, pusto, ciemno, głucho.

    • Nie jest tak źle. Gdy ja tam mieszkałam jakieś 20 lat temu, na zimę wszystko na promenadzie (starej oczywiście, o nowej nikt nawet nie marzył) było dokładnie zabijane dechami, kawiarnie otwierały się na Wielkanoc lub weekend majowy. Teraz przynajmniej nie ma problemu, by się rozgrzać kawą podczas spaceru.

  2. Nie chcę nic mówić ale. Upodobanie do gnicia może się udzielać, albo wydzielać, z aury Ple-Szpilmanowej- Ple.
    Trochę się dotąd migałam z migas, ale już już. W bób się muszę zaopatrzyć.
    A w tym tutaj jakie frymuśne jajki, że ole!

  3. A ja się takich łabędzi luzem trochę boję. Kiedyś usłyszałem że potrafią machnięciem skrzydła złamać rękę dorosłemu człowiekowi, uwierzyłem w to, potem przestałem w to wierzyć, potem zobaczyłem jak startują do lotu i znów uwierzyłem, a teraz przy dzieciach nadrabiam miną że to bujda, ale chyba nadal wierzę.

  4. Juz widze jak cisniecie i walkujecie tego labedzia zeby odzyskac kluczyki 🙂 Ale powaznie, to ja tez ich troche sie boje. I dzikich gesi, ktore wcale u nas nie sa dzikie i robia tak samo, otaczaja cie, wyciagaja glowy i sycza z podlym wyrazem tych swoich malych oczek. I spróbuj tu nie dokarmic. A z tylu te male niesmiale kaczuszki, co mi ich zawsze szkoda.
    No ale co do stewii jeszcze, to faktycznie jest nie za bardzo. Jak juz cos slodze, to glukoza (cukru nie moge).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*