O BEZKRĘGOWCACH NA POCIESZENIE


Dzisiejszy dzień taki, że w sumie nawet nie mam ochoty się zabić. Bo raz by nie wystarczył. Ze szesnaście razy bym musiała, żeby to coś dało. Znowu mnie boli cały kręgosłup z nerwów.

No nic. Zebra mi mówi – myśl o krewetkach w czosnku. Myślę. Trzymają mnie przy życiu (czy krewetki mnie słyszą?). I o chrupiących nóżkach kalmarów (ja to mam marzenia, jak słowo daję – bezkręgowce i tłuszcz roślinny).


0 Replies to “O BEZKRĘGOWCACH NA POCIESZENIE”

  1. mam tak samo jak ty miasto moje a wnim ….duszno parno i swoich ludzi wogole nie lubie frutti di mare leca jakos tak lo a ja po nich

  2. Nie jest to moj blog, więc nadużywając miejsca, króciutko odpowiem, że J. jest od miesiaca w szpitalu. Jest cieżko, ale walczymy.

  3. Barb-dam się pokroić za chrupiące odnóżki kalmarów :)))) Toż to cymesik!!!!! I jeszcze grillowane ośmiornice :)))

    ps.kod fyryp znaczy się frying:)))

  4. Huj zkrewetkami i kalmarami,,,
    Jedz ostrygi,,mysl o ostrygach,,
    Czy ty wiesz jak libdo rosnie
    (poped sexualny) po paru ostrygach,,,???
    Jedz ostrygi,,a bedzie ,O,le,,

  5. A tak w ogóle to myslalam, że na pocieszenie po zaginięciu ssaka tzw wąpierza. .. no trudno, żyję, ale nie oddycham.Boje sie odetchnąc. chwilowo kiła jest, znaczy sir beznadzieja…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*