O WĘDKARZACH I PRZYGODACH NA LOTNISKACH

 

Ponieważ wczoraj zafundowałam sobie na obiadokolację „Przysmak Wisławy”, czyli skrzydełka ze stripsami, to dziś jestem liryczna jak przedwojenny kredens. Boli mnie cały przewód pokarmowo – doktorski, co nie zmienia faktu, że kurze pyszności mi jeszcze zostały na dziś i zamierzam je spożyć. A co!… Lubię szalone życie na krawędzi.

Psychopatę, który jest autorem reklamy radiowej, w której złota rybka mówi do wędkarza że spełni jego trzy życzenia, a on „Masz być smaczna, chrupiąca i bez ości” i CHLAST! ją tasakiem – aaaaa!… No więc, tego psychopatę się powinno wytarzać w smole i pierzu i na furze gnoju wywieźć na dziedziniec Sejmu i tam zostawić. Nie wiem, CZEGO to jest reklama, bo po każdym CHLAST zaczynam krzyczeć, płakać i przeklinać (N. już parę razy o mało nie wjechał w barierkę na autostradzie). Strasznie mnie dołuje. Strasznie. Chociaż w sumie – cała prawda o tych bandytach, wędkarzach!…

Z powoli podnoszącymi się na głowie włosami przeczytałam ostatnio informację o pani, która została PONIŻONA na lotnisku Heathrow, bo nie chcieli jej wpuścić do samolotu z mlekiem dla niemowlęcia!… Skandal, prawda? Tylko, że żadnego niemowlęcia z nią nie było, to raz. A tego mleka miała PIĘTNAŚCIE LITRÓW – część zamrożonego, część nie. I wlokła to w bagażu podręcznym. Bo była na służbowym wyjeździe przez dwa tygodnie i wiozła dzieciątku to, co w tym czasie udoiła. Ja już pomijam przepisy dotyczące przewozu płynów, ograniczenia wagowe bagażu podręcznego (chociaż w sumie dlaczego pomijam? One przecież obowiązują wszystkich), ale większość tego mleka nie miała szans nie być zepsuta. Nie wierzę, że nadawałoby się do zjedzenia. W sumie celnicy wyświadczyli jej dziecku wielką przysługę, jeśli mamusia naprawdę zamierzała je tym nakarmić! Choć podejrzewam, że pani z gatunku awanturnic, które MUSZĄ UDOWODNIĆ SWOJĄ RACJĘ. Nawet, jeśli jej nie mają; a im bardziej jej nie mają, tym głośniej drą paszczę.

Skąd. SKĄD się biorą tacy ludzie? I po co?

A jeśli chodzi o przygody na lotniskach, to raz lecieliśmy z grupą wysokogórskich wspinaczy – przesiadali się w Madrycie do samolotu lecącego do Ameryki Południowej. Mieli na sobie wspinaczkowe ciuchy, a zwłaszcza buty – nie dziwne, że je włożyli – taki jeden but zająłby im całą walizkę nadawaną na bagaż. Wyglądały jak buty narciarskie do potęgi jedenastej. Zastanawialiśmy się z N., JAK oni się w tym zmieszczą pomiędzy siedzenia i jak wysiedzą w nich całą podróż. Chociaż to bez sensu, bo te buty przecież muszą być superwygodne, pomimo swojego wyglądu – oni na wspinaczce w ogóle ich nie zdejmują przez kilka dni i nocy chyba?… W każdym razie, nadzialiśmy się na nich już na bramkach bezpieczeństwa – prawdopodobnie wszyscy się na nich gapili, bo stanowili bardzo wesołe party, jak obierali się z tego swojego sprzętu po kawałku, żeby się prześwietlić. Ale najlepsze było, jak się okazało, że mają w swoich specjalistycznych stalowych termosach KAWUNIĘ. Pyszną, domową, posłodzoną. Oczywiście, nie mogli jej przenieść przez bramkę bezpieczeństwa – prawie się popłakali z tego powodu; żłopali każdy po dwa – trzy kubki, a czego nie dali rady wypić, wylewali. Częstowali też strażników. Ale żadnemu nie przyszło do głowy, żeby robić drakę. Chociaż jeszcze w kolejce do zajęcia miejsc w samolocie wzdychali żałośnie, wspominając swoją kawunię.

No i tak o. Podobno majówka ma być ładna. Hm.

20 Replies to “O WĘDKARZACH I PRZYGODACH NA LOTNISKACH”

  1. Heloł! Pijesz z rozpaczy, czy rzucasz kurwami na pogodę za oknem?
    Pić nie mogę, bo nie chcę testować alko z lekiem, w którego ulotce napisano, żeby nie pić, więc pozostaje mi to drugie.
    Następnym razem pisz, że na majówkę będą zaspy i tornada to może będzie jakaś szansa na słońce.

    • Zostawcie mojego rodzynka! Jak znika na dłużej, to zaczynam się martwić, że już nikogo na świecie nie wkurwiam. A co to za życie, bez wkurwiania?…

  2. Na lotnisku w Krakowie celnicy zabronili pani przewożenia dużego flakonu perfum. Więc wypsikała na siebie CAŁY. Gdy ktoś spytał ją, co do cholery robi, powiedziała „no przecież nie zmarnuję”.

    Nie leciałem z nią, ale wszyscy współpasażerowie zapewne zmarli w wyniku uduszenia.

  3. No jak to, skąd się takie biorą? Drogą selekcji naturalnej. Gdy się takie babsko darło, to i co po niektóre drapieżniki odstraszyło, a jeszcze wrzaskami ściągnęło takiego, co to ją ratował, a potem pocieszał. I przekazało te „głośne geny” dalej.

  4. Ładna majówka mm*%#dolona)(&$%%!mać! Dziś przywitał nas rano taki śnieg, że zimą tylko góra ze dwa razy taki padał. Płaty były tak wielkie, że często wydawało się, że układały się w szyderczy uśmiech. Prowadzący w lokalnym radiu często zapodawał zimowo-świąteczne piosenki, ale wybaczam, bo poszło „Kiedy pada śnieg” T-raperów i „Wstawaj Zenek” Rosiewicza, którego nie słyszałam wieki.
    Tak że ten tego, niech się ta „ładna majówka” dobrze postara.

Pozostaw odpowiedź Barbarella Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*