O MORDERCACH TRAWNIKÓW

 

Trochę od wczoraj siedzę i ryczę, bo N. się zwąchał z facetem z furgonetką i będą kładli siatkę pod trawnikiem (mimo, że kreciki się jednak wystraszyły tego olejku lawendowego i od tamtego czasu nic nie wykopały, ale nie, on musi rozwiązać problem RADYKALNIE, jak zwykle). Co oznacza, że cały trawnik będzie zniszczony. Co oznacza, że wytłuką wszystkie moje śliczne stokrotki. Więc siedzę i opłakuję stokrotki. Wiadomo, że koleś z furgonetką to NIC DOBREGO, bo co drugi to psychopata, zboczeniec i seryjny morderca. A nawet masowy morderca stokrotek.

(Może trochę sobie płaczę a conto piątkowego pogrzebu, bo było dużo eleganckich ludzi i nie bardzo pasowało publicznie się ślimaczyć i puszczać czarne zacieki z tuszu do rzęs, a dobrego człowieka zawsze żal. Poza tym zamarzłam w kościele jak włoszczyzna Hortexu).

Przeczytałam, że chińskim nastolatkom z depresją psychologowie każą wyprowadzać na spacer kapustę na smyczy. Bo kapusta nie szczeka i się nie szarpie, a poprawia humor. Mi też kapusta potrafi czasem poprawić humor, ale nie na smyczy, tylko na talerzu. Ale fakt, że nastolatki muszą wszystko robić na odwrót i po swojemu, a chińskie nastolatki to już w ogóle.

Oglądam sobie „Fringe” i zachwycam się zawsze super gładko uprasowanymi koszulami Anny Torv, nawet jak ją budzą w środku nocy i ma być na miejscu za piętnaście minut. I jest, w koszuli wyprasowanej na blachę. Uwierzę, że ludzie mogą odbierać mózgiem krótkofalówkę albo powodować awarie energetyczne, ale żeby mieć wyprasowaną koszulę o trzeciej w nocy?… NIEMOŻLIWE.